Przed konfrontacją w polskim obozie panował optymizm. Być może spowodowany był tym, że kiedyś Szarotka Nowy Targ w półfinale Pucharu Europy pokonała mistrza Łotwy. Szybko okazało się, że Łotysze od tego czasu zrobili kolosalny postęp, a unihokej w tym kraju to jedna z narodowych dyscyplin. Biało- czerwoni to z kolei młoda, perspektywiczna drużyna, która pojechała do Helsinek po naukę. Stawiali zacięty opór Łotyszom, ale większe doświadczenie i lepsze wyszkolenie technicznie przeciwnika wzięło górę.
Polacy rozpoczęli spotkanie bardzo zdenerwowani. Już w 1 minucie stanęli przed szansą zdobycia gola, gdyż jeden z Łotyszy powędrował na ławkę kar. Niestety piłeczka nie była posłuszna biało – czerwonym. Oddali zaledwie jeden strzał (Dziurdzik), gdy pozostawała sekunda do zakończenia kary. Potem nasza drużyna narodowa została zepchnięta do defensywy. Przeciwnik lepiej operował piłeczką, która wędrowała od kija do kija. Nasi kontratakowali, ale ich ataki były rwane i nie miały precyzji. Strzały zaś były sygnalizowane i padały łupem bramkarza, albo ażurowy przedmiot fruwał nad bramką. W 8 minucie straciliśmy gola. Malkavs uderzał z dystansu. Piłeczka odbiła się od bandy i potoczyła się na kij Blindsa. Żaden z naszych zawodników nie przeszkadzał mu i nadbiegający Łotysz nie miał problemów z ulokowanie piłeczki w bramce. Rywale grali bardzo agresywnie, nie pozwalali nam na rozwinięcie skrzydeł, na zawiązanie akcji zaczepnej. Traciliśmy piłeczkę i było gorąco pod bramką Strażyńskiego, który ma na sumieniu drugiego gola. Był źle ustawiony i przepuścił strzał z dystansu Jansonsa. Polacy najlepszą okazję zmarnowali w 15 minucie, kiedy to Gaicki po opuszczeniu ławki kar otrzymał długie prostopadle podanie i znalazł się oko w oko z bramkarzem przeciwnika. Niestety przegrał ten pojedynek. Pięknie strzelał też Hajdus z obrotu, ale piłeczka poszybowała obok spojenia słupka z poprzeczką.

Na początku drugiej tercji Blinds jeszcze raz nie został upilnowany przez naszych zawodników i trafił z kontrataku w samo okienko. Polacy jakby się obudzili po stracie gola i śmielej atakowali. Ale cóż mieli do stracenia? Próbowali strzałów z dystansu, najbardziej aktywny był Mikulski. Łotysze jednak świetnie blokowali strzały. Piłeczka odbijała się od ich nóg, bądź kijów. Ta odsłona była zdecydowania lepsza w wykonaniu naszych reprezentantów.
W 45 minucie Gaicki stanął przed szansą pokonania Bundzenieksa, ale jej nie wykorzystał. Poszła kontra i Strażyński się nie popisał. Jansons z zerowego kąta, spod bandy ulokował piłeczkę w jego bramce. W ostatniej minucie Polacy stracili dwa gole. Hat trick skompletował Jansons, gdy Polacy grali w przewadze!. W pewnym momencie graliśmy w sześciu przeciwko trójce rywali, bo Strażyński został wycofany z bramki. „Znikał” i pojawiał się w niej. „Dobił” nas z rzutu karnego Juskevics, który został podyktowany za faul Kasperka. Teraz Polaków czeka gra o miejsca 9-12.

Polska – Łotwa 0:6 (0:2,0:1, 0:2)
0:1 Blinds (Malkovs) 7:47,
0:2 Jansons (Rajeckis) 18:41 w przewadze,
0:3 Blinds (Malkovs) 22:36,
0:4 Jansons 45:27,
0:5 Jansons (Juskevics) 59:11,
0:6 Juskevics 59:47 karny.
Polska: Strażyński; Dziurdzik – Kasperek, Ligas – Lech, Daniel Girys – Damian Girys; Mikulski – Augustyn – Gaicki, Chlebda – Podraza – Hajdus, Chlebowski – Adamczak – Kostela, Hantsch – Kryński – Antoniak. Trenerzy: Patrick Johansson i Oliwier Wroński.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia flicker.com










