13.02.2011 | Czytano: 2230

Kot zranił lwa (+zdjęcia)

Jakże ten  unihokej jest przewrotny. Mogliśmy się przekonać podczas nowotarskich derbów w ramach mistrzostw Polski juniorek. Oba spotkania były ekscytujące i trzymające w napięciu do ostatniej sekundy oraz uwydatniły atrakcyjność i nieprzewidywalność unihokeja.

Podhale w 26 minucie prowadziło 4:0 i chyba nie było nikogo w hali, który przewidywałby, że po kolejnych 34 minutach zejdzie z parkietu pokonane. Może tylko trener Szarotki Ryszard Kaczmarczyk wierzył, że losy można odmienić. On nas już przyzwyczaił do tego, że nigdy się nie poddaje. Nigdy też prowadzony przez niego zespół nie kapituluje. Potrafi zmobilizować drużynę, wydobyć z niej maksimum co można. Tak też było. Szarotka w mgnieniu oka odrodziła się jak Feniks z popiołów. Zaczęła grać agresywnie i szybko przyszły bramkowe efekty. W odstępie 2 minut podopieczne Ryszarda Kaczmarczyka zdobyły dwa gole i w trzeciej tercji rzuciły się do huraganowych ataków. Podhale było zagubione, w szoku, a rywal szedł za ciosem i zdobywał kolejne bramki. W 50 minucie po strzale Chlebdy z dystansu, Szarotka objęła prowadzenie, którego nie oddala do końcowej syreny. Mimo, iż w ostatnich 90 sekundach grała z przewagą jednej zawodniczki. Niespodzianka stała się faktem – kot zranił lwa.

- Przegrywając ani przez moment nie pomyślałyśmy, iż możemy przegrać. Wiara czyni cuda – przekonuje Kinga Leśniak z Szarotki.

- Początkowo wynik nie oddawał tego co się działo na boisku - twierdzi Ryszard Kaczmarczyk, który prowadził zespół w zastępstwie ( Lesław Ossowski w tym czasie grał półfinałowe spotkanie play off seniorów w Wejherowie). - Przeciwnik zdobywał gole, a nam nic nie chciało wejść. Na trzecią tercję dziewczęta wyszły zdeterminowane. Świetnie broniła Magda Zapała, wychodząc obronną ręką z wydawałoby się beznadziejnych sytuacji.

Drugie spotkanie również było dramatyczne. Podhale trzykrotnie obejmowało prowadzenie, ale rywalki się nie załamywały, z wielką determinacją dążyły do zmiany niekorzystnego rezultatu. Pogoń rozpoczęła Kubowicz z karanego. Świetnie go wykonała. Podyktowany został za faul na A. Burdyn w sytuacji sam na sam. Potem dwukrotnie Skiba trafiła zespół Lesława Ossowskiego, ale za pierwszym razem E. Burdyn „dościgła” przeciwniczki, a wynik ustaliła Sąder strzałem pod poprzeczkę na niespełna 3 minuty przed końcem.

- Chciałbym podziękować Ryszardowi Kaczmarczykowi, który poprowadził wczoraj drużynę do zwycięstwa. Dzięki temu weekend zakończyliśmy na plusie – mówi Lesław Ossowski. – Było to dramatyczne spotkanie. W pierwszej tercji zmarnowaliśmy cztery „setki”. Mecz mógł być już wtedy ustawiony, a tak, musieliśmy trzy razy gonić wynik. Dziewczyny zagrały z ogromnym zaangażowaniem. Starta bramek ich nie podłamuje. Stały się odporne psychicznie, nauczyły się walczyć o każdą piłeczkę do ostatniej sekundy meczu. Cieszy mnie to. Zdecydowanie lepiej zagraliśmy z lokalnym rywalem niż w pierwszym dwumeczu. Zrównaliśmy się punktami z Podhalem, ale nasz rywal legitymuje się lepszym bilansem bramek. To nic nie znaczy, bo do dalszej fazy mistrzostw oba zespoły się kwalifikują.

MMKS Podhale Nowy Targ – Worwa Szarotka Nowy Targ 4:5 (2:0, 2:2, 0:3) i 3:3 (1:0, 0:1, 2:2)
Bramki: Timek, Skiba, Grzelec, samobójcza – Kubowicz 2, Burdyn, Chowaniec (I mecz); Skiba 2, Timek - Kubowicz (karny), E. Burdyn, Sąder (II mecz).

Podhale: Mrugała –Grzelec, Lech, Tymek, Sopiarz, Skiba - Dębska, Kowalczyk, Florczak, Timek, Fuła –Nieckarz, Łojek, Mamak, Podlipni, Kłak – Różańska. Trener Arkadiusz Pysz. W drugim meczu grała Florek.
Szarotka: M. Zapała –Chlebda, Sąder, Kubowicz, E. Burdyn, Chowaniec –Leśniak, R. Zapała, A. Burdyn, Bujak, Kaczmarczyk. Trener Ryszard Kaczmarczyk.

Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski

Komentarze







reklama