Dzikie Gęsi z Zielonki w pierwszym meczu postawiły się góralkom, a nazajutrz sił im starczyło tylko na pierwszą tercję. Sobotnia pierwsza odsłona była szarpana, gdyż piłeczka nie zawsze docierała do adresata. Sędziowie często musieli korzystać z gwizdków. Przyjezdne miały świetnie zorganizowaną defensywę. Na niej bazowały i wyprowadzały bardzo groźne kontrataki. Akcje ofensywne gospodyń załamywały się na szczelnym murze. Dopiero w 8 minucie, po szybkiej wymianie piłeczki pomiędzy Krzystyniak i Siutą, zasieki zastawione przez Zielonkę zostały przerwane. Te szybko przystąpiły do odrabiania strat i od razu Guzik musiała mieć się na baczności. Największe zagrożenie czyhało ze strony Rogali. Najpierw sprytnie próbowała przelobować nowotarską bramkarkę, a potem zaskoczyć ją backhandem. W tym drugim przypadku świetnie interweniowała nogami. Co się odwlecze... W 18 minucie Guzik zmuszona została do wyciągnięcia piłeczki z siatki. Grzelak spod bandy, strzałem w długi róg bramki pokonała ostatnią instancję gospodarzy. Odpowiedź góralek była bardzo szybka. Piekarczyk strzałem z 5 metrów, na wprost bramki, przywróciła prowadzenie swojemu zespołowi.

Po zmianie stron inicjatywę przejęły przyjezdne, które w 28 minucie doprowadziły do wyrównania i miały jeszcze dwie świetne sytuacje na objęcie prowadzenia. Na trzecią tercję gospodynie wyszły jakby odmienione. Akcje ofensywne były szybkie i precyzyjne. Piłeczka dwukrotnie po zagraniach godnych kamer filmowych - Gryni z Fułą i Fuły z E. Byrniarską - wpadła do bramki Dzikich Gęsi. Przyjezdne jednak się nie poddawały i w 51 minucie złapały kontakt. Wymiana ciosów trwała do 58 minuty. Wtedy Piekarczyk strzałem z dystansu ( piłeczka po rękach bramkarki wpadła pod poprzeczkę) odebrała rywalkom ochotę do kontynuowania gry.
- Kibicom zapewne mecz się podobał, bo był dramatyczny i do końca wynik był sprawą otwartą – twierdzi trener Podhala, Jacek Michalski. – Nie do końca jednak jestem usatysfakcjonowany, bo dobra gra nie przynosiła efektów. Stwarzaliśmy sytuacje bramkowe po wyćwiczonych i przemyślanych akcjach, ale brakowało im kropki nad „i”. Zielonka zrobiła duży postęp. Wykorzystała nasze błędy i cały czas czuliśmy jej oddech na plecach. Ten zespół ma opracowane fragmenty gry obronnej i dlatego tak trudno było nam zdobywać gole. Do końca męczyliśmy się.

W rewanżu gospodynie prowadziły już 2:0 i wydawało się, że jest po sprawie. Moment dekoncentracji i przyjezdne doprowadziły do wyrównania. Jednak od drugiej tercji nowotarżanki już poważnie potraktowały rywalki i ich przewaga z każdą minutą rosła. Jeszcze na początku trzeciej odsłony Zielonka zbliżyła się na odległość dwóch goli (5:3), ale szybko Krzystyniak ( najlepsza na boisku) dwoma golami przywróciła spokój w poczynania gospodyń.

MMKS Podhale Nowy Targ – Dzikie Gęsi Zielonka 5:3 (2:1, 0:1, 3:1) i 11:4 (3:2, 2:0, 6:2)
Bramki dla Podhala: Piekarczyk 2, Siuta, Fuła, E. Bryniarska (I mecz); Krzystyniak 4, E. Bryniarska 2, Fuła 2, Siuta, Timek, samobójcza (II mecz).
MMKS Podhale: Guzik; M. Bryniarska - Grynia, Lech - Bugajska, Dębska – Tymek; Krzystyniak – Piekarczyk - Siuta, Skiba – Białoń - E. Bryniarska – Sopiarz – Timek - Fuła. Trenerzy: Jacek Michalski i Arkadiusz Pysz. W drugim meczu nie wystąpiła Białoń.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










