– Wisła już nie straszy jak dawniej – ocenił Witold Chamuczyński. Rzeczywiście już po pierwszych akcjach widać było, że przyjezdne ustępują góralkom walecznością, organizacją gry i skutecznością. Po 3 minutach gospodynie prowadziły 8:0 i potem systematycznie ich przewaga rosła. Wisła grała w obronie za miękko. W pierwszej kwarcie miała zero fauli na koncie. To o czymś świadczy. Nowotarżanki siedem, ale skuteczność krakowianek z rzutów osobistych wyniosła 50%, czyli z gry zdobyły zaledwie 4 „oczka”. Piędel w tym fragmencie rzuciła dwie trójki i dorzuciła kolejne trafienie za linii 675 cm na początku drugiej kwarty. W jej ślady poszła Jachymiak. W 13 minucie Podhalanki prowadziły już 31:14. Fantastycznie grała Szopińska, która umiała wejść pod kosz, szukała akcji pod nim i zdobywała punkty. W kolejnych minutach coś zacięło się w sprawnie działającej maszynce góralek. - Nic nie może wiecznie trwać – zauważył jeden z obserwatorów.

Wisła zagrała bardziej agresywnie i 2 minuty później przegrywała już 22:31. Nowotarżanki przez cztery minuty nie trafiły do kosza. Niemoc zauważył trener Gorców, który wziął czas. – Mikołaj już dawno był i przestańcie rozdawać prezenty. Niech skończy się wariatkowo w ataku. Budujmy wynik, bo Wisła nie gra rewelacyjnie, tylko grajmy konsekwentnie - przekonywał Mirosław Ćwikiel.
Końcówka pierwszej kwarty była już udana i na przerwę gospodynie schodziły z 17- punktową przewagą. Wydawało się, że w kolejnych kwartach systematycznie będą zwiększać przewagę. Tymczasem... Fatalne błędy w rozegraniu piłki. Nowotarżanki podawały ją wprost do rąk wiślaczek. W 4 minucie trener nie wytrzymał i pierwszą piątkę posadził na ławce. Zmienniczki nie zmieniły obrazu gry. Potwornie męczyły się w ataku, obrona kompletnie nie funkcjonowała. Piłka parzyła w ręce, bo nie potrafiły jej złapać.
– Wisła gra źle, ale my jeszcze gorzej. Jeśli nie chcecie wygrać, to wasza sprawa. Grajcie po swojemu – irytował się Mirosław Ćwikiel. - Ale wymyśliłyście akcję – szydził po chwili. – Wisła też nie chce wygrać – zauważył prezes Gorców, Józef Guzik.

Krakowianki pudłowały spod kosza i z rzutów osobistych. Niemniej odrobiły stratę i do czwartej kwarty przystępowały prowadząc 43:42. Trener Ćwikiel wrócił jednak do pierwszej piątki i wiślaczki były znowu bezradne. Szybko odbudowały przewagę i kontrolowały przebieg wydarzeń na parkiecie. – Terapia wstrząsowa poskutkowała – zauważył Witold Chamuczyński.
- Oprócz trzeciej kwarty zagraliśmy bardzo dobre spotkanie – twierdzi trener Gorców, Mirosław Ćwikiel. – Gdybyśmy utrzymali poziom gry z pierwszej połowy, to wygralibyśmy różnicą 30 punktów. Moje dziewczęta nie mogą jednak wysoko prowadzić z mocnym rywalem, bo wtedy się rozluźniają. Zaczynają grać po swojemu, byle co. Wydaje im się, że są lepsze, że to już koniec meczu. Lepiej funkcjonują, gdy wynik jest na styku. Sprawdziły się w takiej sytuacji w czwartej kwarcie. Mieliśmy lepszy dzień od Wisły. Byliśmy lepiej zorganizowani w ataku i obronie. Miałem też zawodniczki, które ciągnęły grę. Fantastycznie w pierwszej części zagrała Szopińska, ale w drugiej połowie podjęła kilka złych decyzji i dlatego nie do końca jestem z niej zadowolony. Właściwe decyzje podejmowały Piędel i Jachymiak. Myślały na boisku i mam nadzieję, że tak będzie w kolejnych meczach.

Gorce Steskal Nowy Targ – Wisła Kraków 66:49 (20:11, 19:11, 3:21, 24:6)
Gorce Steskal: D. Cyrwus, Jachna, Piędel 26(4 zbiórki), Długopolska, Przybyło 3 (4 zbiórki, 6 przechwytów), S. Cyrwus, Szopińska 17 (8 zbiorek, 3 przechwyty) Kubowicz 2, Rokiciak 6 (6 zbiorek, 3 przechwyty, 6 asyst), Wolska, Jachymiak 12 (14 zbiorek, 4 przechywty, 3 asysty), Pudzisz. Trener Mirosław Ćwikiel.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










