09.12.2010 | Czytano: 1424

Wyścig na dochodzenie

Spotkanie z Niemcami o dziewiąte miejsce na świecie w męskim unihokeju przypominało kolarski wyścig na dochodzenie. Polacy tylko na początku meczu prowadzili, a potem gonili Niemców. Dogonili ich 66 sekund przed końcem regulaminowego czasu doprowadzając do dogrywki.

W niej Mikulski (wybrany najlepszym zawodnikiem meczu) zdobył zwycięskiego gola i Polska sklasyfikowana została na 9. miejscu. To największy sukces polskiego unihokeja w dodatku od razu w debiucie wśród szesnastu najlepszych w świecie.

Szachy – tak można powiedzieć o pierwszej odsłonie. Zespołom przyświecała dewiza, by nie stracić bramki. Mimo to mecz rozpoczął się świetnie dla biało – czerwonych, gdyż już 5 minucie Mikulski zamienił rzut karny na bramkę. Bardzo długo czarował bramkarza, aż wreszcie go zaczarował wrzucając piłeczkę do siatki nad jego prawą nogą. W kolejnych minutach Polacy przeżywali gorące chwile. Trwało oblężenie naszej bramki gdy Podraza odpoczywał na ławce kar. To osłabienie udało nam się wybronić, ale kolejne już nie. Dietel po 8 sekundach zawijasem niemal z połowy boiska pokonał Strażyńskiego. Bramka ta ożywiła naszych rywal, a nam brakowało zdecydowanie zarówno pod własną jak i Niemców bramką. W 18 minucie Niemcy mogą mówić o dużym szczęściu. Piłeczka po strzale Mikulskiego znalazła się za plecami niemieckiego golkipera, lecz Holtz z linii bramkowej ją wybił.

Druga tercja zaczęła się dla nas fatalnie. W 45 sekundzie straciliśmy bramkę. M. Mucha zagrał z krzyża na drugi słupek do brata, a ten uderzeniem z pierwszego pokonał naszą ostatnią instancję. Niemcy poczuli wiatr w żaglach i zepchnęli nas do głębokiej defensywy. Potworny zamęt robili w polskich głowach. Piłeczka wędrowała im od kija do kija, a biało – czerwoni mieli problemy z jej przechwyceniem. Gubili ją nawet wtedy gdy nie byli atakowani. Taka nawałnica trwała blisko 8 minut. Dopiero wtedy Polacy oddali pierwszy niecelny strzał. Przez moment zagrali pressingiem i okazało się, że przeciwnik też się gubi. Był w tarapatach, ale wyprowadził zabójczą kontrę. Z połowy boiska F. Holtz trafił do polskiej bramki. Nie popisali się napastnicy, którzy nie pokryli rywala, a i interwencja Strażyńskiego również postawiała wiele do życzenia. W 37 minucie Gaicki z Mikulskim kapitalnie rozegrali rzut wolny i drugi z wymienionych zdobył kontaktowego gola. W końcowych minutach tej części gry nasza drużyna miała jeszcze dwie sytuacje, by doprowadzić do wyrównania.

Ale co się odwlecze... W 44 minucie Kostela doprowadza do wyrównania. 4 minuty później Polacy grali w przewadze i...stracili gola. Trzech naszych reprezentantów pobiegło do F. Holtza za bramkę pozostawiając przed Strażyńskim bez opieki M. Muchę. W 55 minucie Gaicki doprowadza do wyrównania, ale radość trwa zaledwie 60 sekund. Strażyński z dość ostrego kąta został pokonany przez F. Holtza. Polacy nie złożyli broni i 66 sekund przed regulaminowym zakończeniem meczu Kasperek pokonuje Kohlera, a w dogrywce Mikulski strzałem z dystansu.

Dotychczas 12. miejsce było najwyższe w historii występów Polaków w mistrzostwach świata, ale był inny system ich rozgrywania, w dywizjach. Teraz tylko szesnaście drużyn wyłonionych drogą turniejów eliminacyjnych przystąpiło do walki o medale.

Polska – Niemcy 6:5 (1:1, 1:2, 3:2; 1:0)
1:0 Mikulska 4:10 karny,
1:1 Dietel (Frederik) 9:48 w przewadze,
1:2 D. Mucha (M. Mucha) 20:45,
1:3 D. Mucha (M. Mucha) 34:17,
2:3 – Mikulski (Gaicki) 36:30,
3:3 Kostela (Hajdus) 43:30,
3:4 M. Mucha (F. Holtz) 47:58 w osłabieniu,
4:4 Gaicki (Mikulski) 54:33,
4:5 F. Holtz (Gahlert) 55:33,
5:5 Kasperek (Dziurdzik) 58:54,
6:5 Mikulski (Dzirdzik) 65:14.

Polska: Strażyński; Dziurdzik – Kasperek, Ligas- Lech, Damian Girys – Chlebowski; Mikulski – Augustyn – Gaicki, Chlebda – Podraza – Kostela, Daniel Girys – Adamczak – Hajdus, Antoniak – Kryński – Hantsch. Trenerzy: Patrick Johansson i Oliwier Wroński.

tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia flicker.com

Komentarze







reklama