Polacy rozpoczęli bardzo obiecująco. Szwedzki trener naszej drużyny narodowej zdawał sobie sprawę, że w otwartej walce jego podopieczni nie mają najmniejszych szans. Dlatego nastawił zespół na uważną grę w defensywie. Ta taktyka zdawała egzamin przez 15 minut. Polacy świetnie bronili i wyprowadzali groźne kontrataki. Bramkarz Phillipp Gerber musiał wykazać się wielkim kunsztem. Szwajcarzy prowadzili grę, ale jeśli już mieli sytuacje, to świetnie w bramce spisywał się Strażyński. Długo więc utrzymywał się bezbramkowy rezultat, ale w ostatnich 5 minutach pierwszej tercji dwukrotnie zapominano pokryć na środku M. Hofbauera, który w odstępie 19 sekund dwa razy zmusił do kapitulacji Strażyńskiego. Zaś w 19 minucie Hajdus spóźnił się i nie zdołał przeciąć podania do Bischesla, który ulokował piłeczkę w bramce.
Już w 25 sekundzie Krähenbühl po raz czwarty zmusił golkipera Polaków do kapitulacji. Polacy z każdą minutą przekonywali się, że to nie liga, w której mogą długo rozgrywać piłeczkę i nie skutkuje to jej stratą. Tutaj było odwrotnie. Agresywna gra przeciwnika wymuszała błędy, straty piłeczki i bramek. Każdy zaś sygnalizowany strzał był blokowany. Było mało czasu i miejsca na dokładne rozegranie piłeczki, czy precyzyjny strzał. Przekonał się o tym Hantsch, który w 28 minucie znalazł się oko w oko z bramkarzem, ale zbyt długo podejmował decyzję i został zatrzymany przez Ph. Gerbera. Gdy Gaicki powędrował na ławkę kar Szwajcarzy potrzebowali 34 sekund, by pokonać Strażyńskiego. M. Gerber strzałem z dystansu pokonał zasłoniętego golkipera biało- czerwonych. A chwilę później hat trick skompletował M. Hofbauer i... z tej okazji przymierzył melonik. I my doczekaliśmy się miłej chwili. W 32 minucie Hantsch z narożnika boiska zagrał crossem do nadbiegającego Chlebdy. Nowotarżanin uderzył z pierwszego i utytułowany bramkarz Helwetów nie zdołał przemieścić się na drugi słupek. Siódmy gol dla brązowych medalistów padł po stracie piłeczki w środkowej strefie boiska (C. Hofbauer).

W trzeciej tercji biało- czerwoni nie uniknęli dwucyfrówki, ale też raz trafili do bramki Helwetów. W 54 min. Kostela odebrał piłeczkę obrońcy rywala i Daniel Girys wpisał się na listę strzelców.
– Wysoka przegrana nie powinna wpłynąć na psychikę przed decydującym spotkaniem z Łotyszami – mówi team menedżer, Dominik Siaśkiewicz. – Porażka z tym zespołem była wkalkulowana. W pierwszej tercji podjęliśmy walkę. Dwa błędy w kryciu sprawiły, iż powietrze z nas zeszło. W drugiej tercji graliśmy za wolno. Trenerzy zmienili taktykę. Dali odpocząć najlepszej piątce, oszczędzając siły na ważną potyczkę z Łotwą o prawo gry w ósemce. W trakcie wojny jest wiele bitew, a te najważniejsze, jak z Łotwą, trzeba wygrać. Pocieszające jest to, że oprócz drobnych stłuczeń nikt nie narzeka na kontuzje.

Polska – Szwajcaria 2:12 (0:3, 1:4, 1:5)
0:1 M. Hofbauer 15:06,
0:2 M. Hofbauer 15:25,
0:3 Bichsel 19:00,
0:5 Krähenbühl 20:25,
0:6 M. Hofbauer 28:29 w przewadze,
1:6 Chlebda 31:30,
1:7 C. Hofbauer 37:08,
1:8 Stucki 47:20,
1:9 Antener 50:50,
1:10 Mühlethaler 51:58,
1:1 Stucki 52:11,
2:11 Daniel Girys 53:31,
2:12 Stucki 55:57.
Polska: Strażyński; Damian Girys – Mikulski, Dziurdzik – Kasperek, Ligas – Lech; Daniel Girys – Gaicki – Hajdus, Adamczak – Augustyn – Kostela, Chlebda – Podraza – Hantsch oraz Antoniak, Chlebowski i Kryński. Trenerzy: Patrick Johansson i Oliweir Wroński.
Tekst Stefan Leśniowski
Foto flicker.com










