- Dlaczego hokej jest omijany wielkim łukiem przez sponsorów? - pytamy Rafała Topolskiego, który zajmował się marketingiem w SSA Wojas Podhale. W okresie jego pracy w klubie co prawda nie przelewało się, ale nie było długów i nie trzeba było zawieszać działalności.
- Zbyt mała popularność tego sportu w Polsce oraz nikłe zainteresowanie mediów, to główny powód nieskutecznych poszukiwań „darczyńców” – twierdzi. – Jest mało zauważalny, a więc niszowy. Zdecydowanie łatwiej w dyscyplinach, które mają ugruntowaną pozycję. Trudno mi się wypowiadać jak skonstruowany jest marketing w tych klubach, ale w hokeju z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że marketing sportowy nie istnieje. Kluby borykają się z problemami finansowymi i nie stać ich, by miały u siebie oddzielne komórki marketingowe. Jedynie mogą komuś zlecać takie działania.
- Jak przyciągnąć sponsora?
- Nie jest to takie łatwe. W pierwszej kolejności trzeba uatrakcyjnić widowisko, które chce się sprzedać. Zwiększyć jego oglądalność. Wprowadzając np. oprawę meczową. W każdym przypadku trzeba się liczyć wyłącznie z inwestycjami. Dopiero po jakimś czasie przynosi to efekt. Oglądalność wzrośnie, bo wieść gmina szybko się rozniesie, że coś tam działają. Towar robi się także atrakcyjny dla sponsorów lokalnych. Bo w pierwszej kolejności lokalnych biznesmenów trzeba zainteresować dyscypliną. Ważne jest też, żeby widowisko było bezpieczne. Zbieg okoliczności sprawił, że w pewnym momencie dostaliśmy zakaz przyjmowania obcych kibiców. Mecze stały się bezpieczne i pojawiło się na trybunach wiele kobiet i dzieci. Ważne jest też uświadomienie ludzi, iż wychowanie przez sport niesie same dobre cechy. Ze strony Podhala było podjętych kilka akcji, jak choćby prowadzona przez Marka Batkiewicza edukacja w szkołach. Dzieci od czołowych zawodników dowiadywali się na czym ten sport polega. Mogli zobaczyć ekwipunek hokeisty i jak w nim wygląda. Wcześniej przeprowadzaliśmy akcję rozdawania zaproszeń uczniom na mecze. Każdy z takich ruchów powodował, iż rosło zainteresowanie, a sponsor też na to zwraca uwagę.

- Sprowadziliście zdobywcę Pucharu Stanleya, Krzysztofa Oliwę. Sponsorzy na gwiazdy też są łasi?
- Z Krzyśkiem sprawy źle się potoczyły, bo zagrał w naszych barwach tylko jeden mecz. Popsuło to nasze marketingowe plany. Niemniej zainteresowanie wzrosło. Każdy był ciekawy, by na żywo zobaczyć w akcji zawodnika z najlepszej ligi świata, w dodatku w koszulce Podhala. Niewątpliwie udział gwiazd pozytywnie wpływa na promocję hokeja. Trzeba to jednak umieć sprzedać. Dlatego kolejnym etapem jest stała obecność dyscypliny w mediach. Nie od razu muszą to być telewizyjne transmisje ze wszystkich spotkań, ale przyzwyczajać ludzi, by o hokeju jak najwięcej się pisało i mówiło. To tylko może spowodować zainteresowanie większych firm. Zapewniam, iż inwestycja w wizerunek się opłaca.
- Jakoś zbyt długo, po opuszczeniu bloku wschodniego, sport nie może się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Inne dziedziny się rozwijają, a marketing sportowy jest w powijakach.
- Też mi trudno to zrozumieć. Zapewne wpływ na to ma poziom jaki prezentują zawodnicy. Nie tak dawno hokej w naszym kraju był drugą dyscypliną po piłce nożnej. Osiągaliśmy sukcesy, często goszcząc w grupie A mistrzostw świata. Teraz to się zmieniło i szybko nie zanosi się, że dołączymy do światowej elity. To też ma wpływ, że sponsorzy wielkim łukiem omijają hokejową brać. Błędy? Na dole. Brak programu szkolenia od najmłodszych lat. Złe ruchy, które podejmowane są na etapie podstawowym.
Stefan Leśniowski










