Wydawało się, że miejscowa drużyna młodzików nie przystąpi do meczu. Po przepychankach wyjechała na lód, ale w składzie zabrakło czterech podstawowych zawodników. Szybko okazało się, że przyczyną ich absencji były szkolne wagary.
- Zadziałał tutaj czynnik wychowawczy – mówi trener, Paweł Gil. – Wagary swoją drogą, ale dzisiaj, w porozumieniu z wychowawcą, mieli stawić się na pierwszej lekcji w szkole i również to polecenie zlekceważyli. Zawarliśmy umowę i powinni ją respektować. Zostali więc odsunięci od meczu.
Rodzice byli oburzeni takim postępowaniem trenera. Twierdzili, że jest wiele innych sposobów karania, np. sprzątanie korytarzy w szkole. – Nie po to płacimy składki do klubu, by teraz nasi chłopcy siedzieli w pubie. To jest wychowawcze? W tym klubie nikt nad niczym już nie panuje – złościły się matki zawodników.

Cześć z nich po pierwszej tercji opuściła halę. – Nie mamy komu kibicować. Przyszłyśmy za synami ściskać kciuki – powiedziały na odchodnym.
Ci, którzy zdecydowali się obejrzeć spotkanie do końca, nie żałowali. Zobaczyli mnóstwo spięć podbramkowych i przeżyli prawdziwą huśtawkę nastrojów od 0:2 poprzez 3:4 i 5:5 do końcowego rezultatu 5:7. Nie ulega wątpliwości, że dwanaście strzelonych goli było wynikiem obustronnych błędów w liniach defensywnych, ale można było się tego spodziewać przy otwartej grze, jaką od początku meczu założyli trenerzy.
Podopieczni Pawła Gila rozpoczęli źle. W dziecinny sposób dali sobie wbić dwa krążki do swojej bramki, ale gol „do szatni”, który zdobyli, podziałał na nich mobilizująco i na drugą przewagę schodzili prowadząc 4:3. Krótka ławka nowotarżan dała o sobie znać w ostatniej części meczu. Górale napierali, ale popełniali fatalne błędy w tercji obronnej, a i bramkarz nie był podporą zespołu. W końcówce meczu przed gospodarzami pojawiła się szansa na dogonienie przeciwnika. Przez 2 minuty i 44 sekundy grali z przewagą dwóch graczy, ale oprócz dwóch strzałów wątpliwej jakości nic nie zdziałali.

- Mecz walki – twierdzi Paweł Gil. - Mogę chłopaków pochwalić za zaangażowanie. Niestety nie ustrzegliśmy się błędów w defensywie. We wszystkich dotychczasowych meczach przez frajerskie błędy przegrywamy. Przeciwnik z zimną krwią je wykorzystywał.
Pojedynek żaków również był dramatyczny i trzymał w napięciu do ostatnich sekund. Podhale rozpoczęło od prowadzenia, ale w drugiej tercji goście byli skuteczniejsi. Zażarta walka trwała w ostatniej części meczu. Akcje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Gospodarze objęli prowadzenie, ale niezbyt długo się nim cieszyli. Po błędzie w kryciu przyjezdni wyrównali. W ostatniej minucie nowotarżanie mieli ogromną szansę na zwycięstwo. Niestety nie wykorzystali podwójnej przewagi.

MMKS Podhale 96 Nowy Targ – PKH Prešov 98 5:7 (1:2, 3:1, 1:4)
Bramki dla Podhala: Jachimczyk 2, Dobrzyński, Siuty, Kudasik.
MMKS Podhale: Leśniak; Kudasik – M. Pyszkowski, Wsół – Guzda; Łyszczarczyk – Siuty – Szuba, Jachimczyk – Dobrzyński – Plewa oraz Kasperek i W. Pyszkowski.
MMKS Podhale 98 Nowy Targ – PKH Prešov 98 3:3 (1:0, 0:2, 2:1)
Bramki dla Podhala: Słowakiewicz 2, Olchawski.
MMKS Podhale: Rapacz (Buczek); Pierzchała – Zając, Maciaś – Huzior, Cyran; Siaśkiewicz – Worwa – Kieta, Olchawski – Słowakiewicz – Borowicz, Podlipni – Habura – Chrobak.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










