26.06.2010 | Czytano: 1684

Złamany nadgarstek

Smoleńska tragedia sprawiła, iż rywalizacja motocyklistów w motocrossie o najwyższe laury w kraju rozpoczęła się z dużym poślizgiem. Pierwsza eliminacja mistrzostw Polski w klasie 85 ccm rozegrana została w Radomiu. Nasz jedynak Jan Stachoń Tutoń zajął trzecie miejsce.

Podhale z zapartym tchem śledzi brawurową jazdę młodziutkiego i zadziornego zakopiańczyka. Ściska kciuki za niego, bo to wielki talent. Z roku na rok robi ogromne postępy. Pnie się w hierarchii motcorssowców. Był rewelacją minionego sezonu. Wywalczył tytuł wicemistrza Polski w klasie 85 ccm. Wpadł w oko największym fachowcom tego trudnego sportu. Dostał powołanie do reprezentacji kraju. Dzięki temu w zimie miał możliwość trenowania w Hiszpanii i Francji.

- Na zgrupowaniu we Francji, podczas skoku przez podwójną skocznię, wylądowałem za daleko – opowiada Jan Stachoń Tutoń. - Dobicie było tak mocne, że mój prawy nadgarstek tego nie wytrzymał. Diagnoza lekarska nie była dla mnie dobra. Złamanie. Założono mi gips na cztery tygodnie, do kraju wróciłem dziesięć dni wcześniej niż koledzy z reprezentacji. Kontuzja wiązała się z wyłączeniem mnie z cyklu przygotowawczego na sześć tygodni.

Pierwsza eliminacja mistrzostw Polski rozegrana została w Radomiu. Pogoda nie sprzyjała ściganiu się. Zakopiańczyk wziął w niej udział. Pojechał bardzo dobrze. Dwukrotnie dotarł do mety na trzeciej pozycji. W obu wyścigach musiał uznać wyższość Leszka Jasińskiego z AMK Człuchów i Macieja Więckowskiego (Cross). W pierwszym wyścigu wyszedł z maszyny startowej na czwartej pozycji, ale pierwsze okrążenie ukończył już na trzecim miejscu i już tak zostało do mety. W drugim biegu zakopiański góral rozpoczął zmagania na piątej pozycji, ale podczas pierwszego okrążenia wysforował się na trzecią pozycję. Potem przez pięć okrążeń jechał na drugiej pozycji. Nie zdołał jej utrzymać do mety.

- Po zdjęciu gipsu i dwutygodniowej rehabilitacji wsiadłem na motocykl – kontynuuje opowiadanie. - Niestety unieruchomienie nadgarstka, dawało mi się we znaki podczas wyścigów. Zresztą ból odczuwam do teraz. Nasila się podczas skoków. W Radomiu jechałem jak mogłem najlepiej, lecz warunki były bardzo ciężkie wymagające kondycji, a ja po kontuzji nie byłem jeszcze w optymalnej formie. Dwukrotnie dotarłem do mety na trzeciej pozycji. W zaistniałej sytuacji miejsce mnie satysfakcjonowało. Przed startem zakładaliśmy, bym nie wypadł z piątki. Następna eliminacja mistrzostw Polski dopiero w lipcu. Ścigać się będziemy na torze w Gdańsku. Myślę, że nie będzie gorzej. Obecnie trenuję bardzo intensywnie z najlepszymi zawodnikami ze Słowacji pod okiem trenera Jarosława Majchrzaka i jestem dobrej myśli. W przyszłym tygodniu wyjeżdżam do Lidzbarka Warmińskiego na zgrupowanie drużyny narodowej. Będę ćwiczył pod okiem naszego trenera, a także jednego z najlepszych trenerów w Europie Holendra Leona Giesbersa. Co tydzień uczestniczę w mistrzostwach Czech i Słowacji.

Stefan Leśniowski


Komentarze







reklama