Do faworytek oprócz Niewiadomej i Vollering zaliczano także Elisę Longo Borghini oraz Marlen Reusser. Włoszka przed tygodniem zdobyła brąz mistrzostw świata w Montrealu, a Szwajcarka zakończyła rywalizację na czwartej pozycji.
Trasa liczyła około 130 kilometrów, a jej najpoważniejszym wyzwaniem był podjazd pod Mozjancę - 2,1 km. Panie musiały pokonać go dwukrotnie na finałowych rundach. To właśnie tam miała rozegrać się walka o zwycięstwo.
Wyścig rozpoczął się na dobre niewiele ponad 40 km przed metą, gdy zbliżał się pierwszy podjazd pod Mozjancę. To właśnie tam skasowano ucieczkę, a mocne tempo na czele zaczęła nadawać Holenderka Karlijn Swinkels, doprowadzając do dużej selekcji w najsilniejszej grupie. Po niej poprawiła jeszcze Reusser i w prowadzącej stawce pozostało zaledwie siedem zawodniczek. W tym gronie nie brakowało oczywiście również Niewiadomej, Vollering oraz Longo Borghini.
15 km przed końcem aktualna mistrzyni świata zostawiła za sobą koleżankę z reprezentacji i Polkę, ruszając samotnie po kolejny złoty medal. Żadna z rywalek nie była w stanie nawet zbliżyć się do Vollering. Natomiast Niewiadoma miała walczyć o podium z Pieterse, Longo Borghini, Reusser i Antonią Niedermaier. Niestety wyścig zakończył się koszmarnie dla Polki, bowiem na końcowym zakręcie zaliczyła wywrotkę.
Vollering świętowała udaną obronę tytułu. Po srebro sięgnęła Pieterse, podkreślając dominację Holenderek, a brąz dla Szwajcarii zdobyła Reusser. Poobijana Niewiadoma dotarła do mety na szóstej lokacie.
Stefan Leśniowski










