17.05.2010 | Czytano: 1294

Biedniej, ale pewniej (+zdjecia)

Działacze MMKS Podhale Nowy Targ nie zasypiają gruszek w popiele. Od przeszło tygodnia intensywnie pracują, od świtu do późnego wieczora, by zbudować drużynę. Łatwo nie jest, bo na pewno takiego budżetu jak spółka młodzieżowy klub na razie nie ma, a gruszek na wierzbie – jak inni - nie zwykł obiecywać.

Poniedziałek był kolejnym pracowitym dniem. Od rana trwały rozmowy zawodnikami (pojedynczo przychodzili na wyznaczone godziny), a po południu doszło do spotkania z całym zespołem. Nie wszyscy na nie się stawili. Brakowało m.in. Krzysztofa Zborowskiego, Dariusza Gruszki, Krystiana Dziubińskiego i Sebastiana Łabuza. Ten ostatni był na rozmowach przedpołudniem i zgłaszał nieobecność w popołudniowej sesji. „Dziubek” dwukrotnie odwiedzał gabinet prezesa - rano i wieczorem. Z prezesem i Jackiem Szopińskim rozmawiał także Marcin Kolusz, który w popołudniowych godzinach był na spotkaniu z drużyną. Jest duże prawdopodobieństwo, że zostanie w Nowym Targu.

Rozmowy z trzonem mistrzowskiego teamu nie są łatwe, ale nikt nie mówił, że będą łatwe. Na szczęście nie wszyscy palą się do wyjazdu z rodzinnego miasta. Każdy wie jakie są realia polskiego hokeja, że w większości klubów to nadmuchany balon z wirtualnymi pieniędzmi. Kasa może skończyć się w listopadzie, grudniu... To już przerabiano w większości ligowych klubów. Chyba lepiej żyć biedniej, ale mieć pewne pieniądze regularnie na koncie, niż prosić się o nie miesiącami. Sami doświadczyli tego w spółce, a przykład Łukasza Batkiewicza jest sygnałem ostrzegawczym.

„Batom” we wrześniu w Tychach złamał szczękę, przeszedł skomplikowaną operację, a potem długo dochodził do siebie. Nie zagrał już do końca sezonu. Niepotrzebny drużynie, więc zapomniany. Ostatnią wypłatę widział w sierpniu. Nie chce być już samarytaninem polskiego hokeja, grać kolejny sezon za dramo i nosi się z zamiarem zakończenia kariery. Trzeba go zrozumieć.

Rozterki ma Krzysztof Zapała. – Tu jest moje miejsce, tu chcę zostać, ale... – urywa zdanie. – Na razie cierpliwie czekam na rozwój sytuacji – dodaje. Kadrowicze mają jeszcze tydzień na przemyślenia, bo dopiero w przyszły poniedziałek włącza się do treningu.

W propozycjach przebiera Tomasz Malasiński. – Źle jest pan zorientowany – powiedział, gdy wspomniałem o trzech mi wiadomych klubach, które chcą go pozyskać. Okazuje się, że oprócz Jastrzębia, Cracovii i Sanoka, wędkę na niego zarzuciło Zagłębię. Ba, prezes Adam Bernat powiedział mu nawet w jakim ataku zagra. Czyżby zwolnił trenera? Nic nam o tym nie wiadomo.

Na spotkaniu pojawiły się nowe twarze - Maciej Rajski, Maciej Zubek, Przemysław Piekarz i Bartłomiej Bomba. W sumie na liście Jacka Szopińskiego znajduje się ponad 30 graczy. W pierwszym treningu wzięła udział nieliczna grupa, a zajęcia prowadził Gabriel Samolej, który na razie pomaga „Szopenowi”. – Asystenta poznamy do końca tygodnia. Gabryś będzie od bramkarzy – poinformował Jacek Szopiński.

W poniedziałek w godzinach rannych trudno było się dostać na halę lodową. Przypominała fortecę ulokowaną na środku jeziora.

Stefan Leśniowski

Komentarze





reklama