27.04.2010 | Czytano: 1838

Ten sezon będzie przełomowy

Skoczek narciarski z AZS Zakopane Maciej Kot został zwycięzcą plebiscytu Dziennika Polskiego na Młodego Asa Podhala za rok 2009. Wicemistrz Świata juniorów w głosowaniu kibiców zdystansował 121 rywali, bowiem aż tylu młodych sportowców zgłosili nasi czytelnicy do tegorocznego plebiscytu.

Czym dla Pana jest zwycięstwo w plebiscycie Dziennika Polskiego na Młodego Asa Podhala.
Oczywiście jest to dla mnie duży zaszczyt, ponieważ wygrałem bardzo prestiżowy plebiscyt. Jak słyszę zgłoszonych do niego było aż 122 kandydatów i to jeszcze bardziej podnosi mój sukces. Chciałbym z tego miejsca podziękować wszystkim, którzy oddali na mnie mój głos.

Czy zwycięstwo w plebiscycie można porównać do wygranych na zawodach sportowych?
Można powiedzieć, że są to dwie różne konkurencje, ale w jednakowym stopniu przynoszące satysfakcję. W zawodach sportowiec walczy bezpośrednio z rywalami, w plebiscytach i rankingach skazany jest na gusta, na głosy kibiców. Myślę, że czytelnicy kierują się nie tylko sympatią do danego sportowca, ale przede wszystkim jego wynikami, osiągnięciami sportowymi. Ja już byłem laureatem tego plebiscytu, ale w tym roku udało mi się go wygrać. Bardzo cenię sobie to zwycięstwo, bo przecież nie jestem jeszcze bardzo znanym sportowcem.
Przemawia przez Pana skromność, ale przecież jest Pan indywidualnym wicemistrzem świata juniorów i dwukrotnym brązowym medalistą w drużynie.

Czy to były największe dotychczasowe Pana sukcesy?

Jestem członkiem kadry narodowej seniorów, startowałem w zawodach wysokiej rangi zarówno w seniorach jak i juniorach. Trudno dokładnie wyważyć, które miejsca są ważniejsze. Niewątpliwie do największych moich osiągnięć zaliczyłbym wicemistrzostwo świata juniorów i medale w drużynie, ale bardzo cenię sobie też wygraną w pucharze kontynentalnym w Kranju wśród seniorów. Były też miejsca na podium w innych zawodach z tego cyklu.
Nadchodzi wiosenna ofensywa!
LUBISZ SPORT I MASZ LEKKIE PIÓRO I CHĘCI?
Napisz
redakcja@sportowepodhale.pl

Rok, 2009 za który przydzielano nagrody w plebiscycie Dziennika Polskiego był dla Pana udany, czy były też jakieś momenty niepowodzeń?
Były w 2009 roku momenty wzlotów i pewnych niepowodzeń w mojej karierze. Wyniki sportowe i forma w danym sezonie kształtują się u mnie według pewnego scenariusza, mają swoistą prawidłowość. Mam zazwyczaj bardzo udany sezon letni. Początek sezonu zimowego jest mniej udany, dopiero po okresie pewnego odpoczynku, gdzieś w okolicach lutego dochodzę do swojej optymalnej formy. Tę prawidłowość zauważam, od co najmniej dwu lat. Tymczasem kwalifikacje do najważniejszej imprezy w tym roku, jakimi były igrzyska olimpijskie dokonywały się w ostatnich miesiącach ubiegłego roku. Byłem zmęczony intensywnymi przygotowaniami, ale też nie mogłem wykazać się odpowiednimi wynikami, bo w zawodach PŚ nie startowałem.

Nie dostawał Pan szansy?
Po sezonie letnim byłem mocnym kandydatem do startu olimpijskiego. W ostatnim okresie przedstartowym, do sezonu zimowego byłem z kadrą w Skandynawii, ale nie zaprezentowałem tam takiej formy, która kwalifikowałby mnie do startów w PŚ. Występowałem tam w roli przedskoczka, a nie jest to funkcja dodająca psychicznego wsparcia. Co więcej przedskoczkowie, aby oddać skok muszą nieraz czekać i godzinę w zimnie a w takich warunkach trudno o dobry wynik. Wydaje mi się, że inny cykl przygotowawczy do sezonu w moim przypadku byłby znacznie korzystniejszy, ale takie były decyzje trenera kadry i musiałem się do nich dostosować. Uważam, że po sezonie letnim powinienem odpocząć, bo starty na siłę w moim przypadku nic nie dają. Co więcej podczas zawodów właściwie nie ma okazji do spokojnego treningu a tylko to daje szansę na odzyskanie dobrej dyspozycji. Nieudane kwalifikacje do Olimpiady są już poza mną, staram się o nich zapomnieć, odpocząć, zregenerować siły, i z nadziejami przystąpić do nowego sezonu.

Nie da się chyba jednak zapomnieć o starcie a właściwie braku startu na mistrzostwach świata juniorów?
To, że nie pojechałem ma igrzyska olimpijskie przyjąłem ze zrozumieniem, ale decyzji o niewystawieniu mnie do składu drużyny na mistrzostwa świata juniorów nie jestem w stanie zrozumieć. Co więcej nikt mi dotychczas jasno nie wytłumaczył, dlaczego tak się stało. Byłem bojowo nastawiony do tego startu chciałem bronić wywalczonego rok wcześniej drugiego miejsca, tym bardziej, że moja forma rosła z dnia na dzień. Podobno zawody FIS Cup w Szczyrku miały być kwalifikacją do składu na MŚJ. Co prawda moi koledzy Klimek Murańka i Grzesiek Miętus stawali tam na podium, ale ja w tym samym czasie startowałem w PK i zająłem 2 miejsce. Nie muszę chyba dodawać, że PK to zawody wyższej rangi niż FIS Cup. Według mnie kryteria kwalifikacji do drużyny na MŚJ były, co najmniej niejasne.

Pojechał Pan jednak na te mistrzostwa, ale nie walczył w zawodach tylko skakał, jako przedskoczek.
Pojechaliśmy do Hinterzarten w sile sześciu skoczków, chociaż z góry było wiadomo, że tylko pięciu będzie mogło uczestniczyć w oficjalnych treningach. Trener zdecydował, że ja się w tej piątce nie znajdę. W tej sytuacji chciałem wyjechać na zawody w lotach narciarskich do Oberzdorfu, gdzie udanie skakał mój brat Jakub. Niestety nie dostałem zgody a obiecano mi start w drużynie. Ale i to było niemożliwe, bo w zawodach drużynowych mogli startować tylko zawodnicy, którzy brali udział w oficjalnych treningach. Przez tydzień mojego pobytu, w Hinterzarten oddałem 3 skoki (słownie trzy skoki). Traciłem tylko czas, bo mogłem przecież trenować, albo startować w innych zawodach. Dla mnie ta sytuacja była i niemiła i kompletnie pozbawiona sensu.
Nadchodzi wiosenna ofensywa!
LUBISZ SPORT I MASZ LEKKIE PIÓRO I CHĘCI?
Napisz
redakcja@sportowepodhale.pl


Podobno wyjazd do Hinterzarten na MŚJ był mówiąc eufemistycznie mocno niedopracowany?
Zgadzam się z tą opinią, bo jeżeli w trzyosobowym pokoju musieliśmy spać w czwórkę to nie jest komfortowa sytuacja. Spanie w dwójkę na jednym łóżku przed zawodami raczej nie sprzyja osiąganiu dobrych wyników. Jeżeli nie jest się wypoczętym to trudno osiągnąć dobry rezultat. Także i pod tym względem udział w MŚJ uważam za bardzo nieudany i źle przygotowany.
Jak Pan już wspomniał miniony sezon, chociaż przeplatany dobrymi wynikami i nieudanymi startami nie do końca przez Pana zawinionymi już minął trzeba skoncentrować się przed kolejnym.

Jak Pan projektuje swoją najbliższą przyszłość?
Jestem uczniem I Liceum Ogólnokształcącego w Zakopanem i w najbliższym czasie czeka mnie egzamin maturalny. Na tym w tej chwili się koncentruję. W wolnych chwilach gram w siatkówkę. Po mam nadzieję udanej maturze chciałbym odpocząć od nauki i od sportu. Nabrać dystansu do spraw, które minie dotychczas pochłaniały i dopiero po solidnym wypoczynku przystąpić do przygotowań do nowego sezonu.

Czego Pan po nim oczekuje?
Ten sezon startów w moim przypadku może być przełomowy. Jeżeli wyniki będą satysfakcjonujące to pewnie zdecyduję się na studia na AWF. Ten typ studiów pozwala na łączenie profesjonalnego uprawiania sportu ze zdobyciem wyższego wykształcenia. Dobre wyniki mogą być pomocne w pozyskaniu strategicznego sponsora. Moim marzeniem jednak jest zdobycie zawodu niekoniecznie związanego ze sportem. Dotychczas myślałem o studiach ekonomicznych, ale nasycenie na tym kierunku jest tak duże, że w przyszłości mogą być problemy ze znalezieniem odpowiedniej pracy. Gdyby wyniki sportowe nie były dla mnie satysfakcjonujące, pewnie zdecyduję się na studia techniczne. Interesuje mnie inżynieria środowiska a najbardziej motoryzacja. Wszystko jednak wyjaśni się chyba już w tym roku. Jestem dobrej myśli.
Maciej Kot triumfator w plebiscycie Dziennika Polskiego na Młodego Asa Podhala w roku 2009

Ryb

Komentarze







reklama