Polacy świetnie weszli w mecz. Z ich ataków wykluł się gol. W 7 minucie Pasiut wpakował krążek do węgierskiej bramki podczas gry w przewadze. Mimo licznych okazji więcej goli w pierwszej tercji nie padło.
Drugie dwadzieścia minut nie przyniosło bramek, choć okazję do tego miały oba teamy. Przy czym lepszym zespołem w tej fazie gry były rywale. Dwukrotnie graliśmy w osłabieniu, dwukrotnie w przewadze (przez pewien czas nawet w podwójnej), jednak bramkarze obu zespołów nie dali się zaskoczyć. W naszej bramce świetną partię rozegrał Rafał Radziszewski, wybrany najlepszym zawodnikiem meczu w polskim zespole.
W trzeciej tercji Polacy nastawili się na kontrę. Rozbijali ataki gości, a „Dziura” w bramce robił swoje. Gdy do końca trzeciej tercji zostały 62 sek. Kolusz przechwycił krążek zagrał na drugą stronę do Damian Kapicy, a ten trafił do pustej bramki. Wcześniej opuścił ją węgierski golkiper. Szkoleniowiec naszych rywali zagrał va banque i… nie wyszło.
-Cieszy zwycięstwo, bo to nasz rywal z mistrzostw świata - mówi Rafał Radziszewski. - Wczoraj i dzisiaj pokazaliśmy charakter. Popełniliśmy mniej błędów niż z Ukrainą. W naszym zespole jest potencjał. W drugiej tercji graliśmy w osłabieniu, ale udało nam się wybronić. W trzeciej tercji kontrolowaliśmy wydarzenia na tafli, nie dopuszczaliśmy rywali do groźnych sytuacji. Nie mieli wiele do powiedzenia.
Polska – Węgry 2:0 (1:0, 0:0, 1:0)
1:0 Pasiut – Chmielewski - S. Kowalówka (6:12 w przewadze)
2:0 Damian Kapica – Kolusz (58:52 do pustej)
Polska: Radziszewski; Dutka - Pociecha, Bryk - Rompkowski, Wajda - Noworyta, Kruczek – Wanacki; Kolusz – Dziubiński - Damian Kapica, Chmielewski - Pasiut, - Kowalówka, Urbanowicz - Kalinowski – Bagiński, Bepierszcz – Galant - Kogut. Trener Jacek Płachta.
Stefan Leśniowski










