Koledzy z ławki rezerwowej krzyczeli do niego, by szybko rozgrywał „gumę”, bo kończyła się kara dla jednego z oświęcimian. Ten jednak zachował spokój, zamarkował uderzenie i podał do Kmiecika. Mocny strzał sprawił problemy Łazarzowi, który odbił krążek, a Huzior dobił z powietrza. Zegar wskazywał 59 sekundę dogrywki.
- Chłopcy ambitnie zagrali, ale mieli dużo szczęścia i Błażeja Kapicę w bramce. Fenomenalnie bronił – skomentował trener Robert Szopiński, który w trzeciej tercji popisał się bramkarskim chwytem. Złapał „gumę” lecącą do boksu jakby miał łapaczkę na ręce. Pozazdrościć refleksu byłemu reprezentacyjnemu obrońcy.
Nic dziwnego, że jego bramkarz nie chciał być gorszy i łapał wyśmienicie, bo też oświęcimianie mieli więcej zgry. – Można przegrać wygrany mecz? A no można – dyskutowali rodzice zawodników z Oświęcimia.

To był dziwny mecz. Przeważali goście, a najbardziej zapracowanym człowiekiem na tafli był B. Kapica. Obronił 62 strzały, podczas, gdy jego vis a vis tylko 24. Po 20 minutach gospodarze prowadzili 2:0. Zdobyli dwa gole w pierwszych 10 minutach, w odstępie 160 sekund. W połowie meczu było 3:1 dla „szarotek”. Gospodarze zbyt często grali w osłabieniu i wszystkie gole stracili w tym okresie. W trzeciej tercji najpierw stracili bramkę grając w trójkę przeciwko piątce rywali, a wyrównującego gola w pojedynczym osłabieniu.
- Jak graliśmy w komplecie, to w miarę gra była wyrównana. Jak w osłabieniu, a często w ferworze walki odsyłani byliśmy na ławkę kar, to Kapica trzymał nam wynik. Świetnie spisywał się w bramce – podkreśla Robert Szopiński.
MMKS Podhale Nowy Targ – Unia Oświęcim 4:3 (2:0, 1:1, 0:2; 1:0) po dogrywce
Bramki dla MMKS: Pierzchała, Szuba, Sulka, Huzior.
MMKS Podhale: Kapica – Dębowski, Sulka, Wolski, Olchawski, Kmiecik – Habura, Pierzchała, Huzior, Kieta – Borowicz, Worwa. Trener Robert Szopiński.
Stefan Leśniowski










