Zapewne ciśnienie, o którym wspominał hokeista, sprawiło, że pierwsze minuty w wykonaniu jego drużyny były bardzo nerwowe. Sporo strat krążków we własnej tercji. Z tego rodziły się groźne sytuacje pod bramką Raszki. Właśnie po prezencie Sulki „Pasy” objęły prowadzenie. Cieszyły się nim tylko 45 sekund. Ten gol sprawił, iż opadło ciśnienie z podopiecznych Marka Ziętary i już więcej spokoju było na ich hokejkach.
- Takiej tercji to ja już dawno tutaj nie widziałem – powiedział kibic siedzący obok mnie po drugiej tercji. Tego samego zdania byli pozostali kibice, bo brawami pożegnali „szarotki” udające się na drugą przerwę. Taki gest rzadko się zdarza w byłej stolicy polskiego hokeja. Było za co dziękować, bo była to kapitalna odsłona w ich wykonaniu. Gospodarze zdobyli dwa gole, ale to co momentami działo się pod bramką Radziszewskiego śmiało można nazwać dantejskimi scenami. Kilka razy krążek tańczył w polu bramkowym, ale jakoś nikt nie był w stanie go wepchnąć za linię bramkową. Był też słupek po strzale Sulki. Podhale świetnie się prezentowało.

Trzecia tercja to pojedynek napastników Cracovii z fenomenalnie broniącym Raszką. Teraz dantejskie sceny rozgrywały się pod jego świątynią. – On chyba ma magnes w parkanach i „raku”, bo wszystkie krążki padają jego łupem. Fenomenalny facet. Aż miło patrzeć jak broni – to kolejna opina kibica obok.
Kibice po każdej udanej interwencji skandowali „Ondriej Raszka, Ondriej”. A po meczu robili sobie z nim fotki. – Ty jesteś już góralem – mówił i ściskał go jeden z fanów.
- Po każdym meczu jestem zmęczony, ale tak ma być – przekonuje Ondriej Raszka. – Było to trudne spotkanie, ale cała drużyna zgrała bardzo dobrze z tyłu. Nie było dużo błędów. Konsekwentnie zagraliśmy, tak jak trener nam nakreślił i zadłużenie zdobyliśmy trzy punkty.

- Gra toczyła się w tercji przeciwnika, ale bramkarz Podhala nie pozwolił nam na zdobycie gola. Podhale odniosło zasłużone zwycięstwo. Starta gola 11 sekund przed końcem już nie miała żadnego znaczenia – powiedział Rudolf Rohaczek.
Szkoleniowiec Cracovii zagrał va banque i już minutę i 41 sekund przed końcem wycofał bramkarza. Podhale próbowało wybić krążek i umieścić go w pustej bramce, ale dopiero 11 sekund przed końcem znalazł drogę do siatki. I to w jakich okolicznościach. Wystrzelony przez Damiana Kapicę z własnej tercji trafił w słupek, odbił się od drugiego słupka i dopiero dopadł go Gruszka.
- Słupki przyniosły szczęście. Przecież bramka z tego wpadła – powiedział Damian Kapica.
- W pierwszych dwóch tercjach wykreowaliśmy więcej sytuacji strzeleckich – mówi Marek Ziętara. – Byliśmy agresywni, graliśmy wysokim pressingiem. W trzeciej tercji przeciwnik miał optyczną przewagę, bo musiał gonić wynik. My broniliśmy neutralnej strefy i przy dobrej postawie Raszki odnieśliśmy zwycięstwo.

MMKS Podhale Nowy Targ – Cracovia 4:1 (1:1, 2:0, 1:0)
0:1 S. Kowalówka – Fraszko – Noworyta (8:14)
1:1 Damian Kapica – Kmiecik – Bryniczka (8:59)
2:1 Olchawski – Zarotyński – Daniel Kapica (27:19)
3:1 Imrich – Wronka – Michalski (31:16 w przewadze)
4:1 Gruszka – Damian Kapica (59:49 do pustej)
Sędziowali: Zbigniew Wolas (Oświęcim) – Mariusz Surma (Katowice) i Marcin Polak (Bytom).
Kary: 4 -6 min.
Widzów 1500
Podhale: Raszka; Haverinen – Sulka (2), Luczka – Tomasik, Łabuz )2) – Imrich, Jaśkiewicz - Mrugała; Różański – Dziubiński – Gruszka, Damian Kapica – Bryniczka – Kmiecik, - Omeljanenko - Wronka – Michalski, Olchawski – Daniel Kapica - Zarotyński. Trener Marek Ziętara.
Cracovia: Radziszewski; A, Kowalówka – Noworyta, Wajda (2) – Kruczek, Kłys – Liotti, Maciejewski – Witowski; Fraszko – Pasiut – S. Kowalówka, Fojtik – Valczak – McCauley (2), Kalus – Kozłowski – Stoklasa (2), Wiśniewski – Wróbel – Kisielewski. Trener Rudolf Rohaczek.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










