Podhale dobrze rozpoczęło spotkanie. W 5 minucie rajd prawą stroną Omeljanenko zakończony mocnym strzałem, Fikrt nie zamroził krążka i dobitka Michalskiego znalazła drogę do siatki. Podhale w pierwszych 10 minutach było zespołem lepszym i powinno jeszcze co najmniej dwie bramki zdobyć. Gruszka w wyśmienitej sytuacji nie trafił w krążek, a backhand Damiana Kapicy minimalnie minął światło bramki. Potem Wronka szukał podania do „pustaka” , ale nie wyszło. Były też szanse w przewadze. Niestety nowotarżanie w kilku przypadkach zagrali nieodpowiedzialnie, wędrując na ławkę kar. Co prawda w pierwszych dwóch grach w osłabieniu mógł zaimponować spokój górali w powstrzymywaniu ataków gospodarzy, w przetrzymywaniu krążka. Goście grali bardzo dojrzale. Miejscowi w tym czasie praktycznie nie zagrozili bramce Raszki. Ot, strzelali, ale chyba, żeby tylko strzelać. Ileż razy można zachowywać się niefrasobliwe. Kara Tomasika ( zagranie oburącz) i unici wrócili do gry. Podhale zamiast prowadzić, schodziło na przerwę przy wyniku nierozstrzygniętym.
Nowotarżanie nie potrafili na początku meczu wykorzystać wiatru w żagle, ale zrobili to gospodarze na początku drugiej tercji. Zdobyli gola i drugiego korzystając z uprzejmości Daniela Kapicy, który siedział na ławce kar. Górale faulując narażali się na utratę goli. Unia przeważała, a Podhale „próbowało” atakować, ale robiło to mało przekonywająco. Zbyt późno decydowano się na strzał i był blokowany. Golkiper gospodarzy nie miał zbyt wiele pracy, a raz w sukurs przyszła mu poprzeczka (Sulka). Za to jego vis za vis musiał co chwilę likwidować kontry dwa na jeden. Raszka wygrał m.in. dwa pojedynki sam na sam i był najjaśniejszym punktem swojego zespołu.
W trzeciej tercji trener „szarotek” dokonał roszad we wszystkich formacjach ofensywnych i okazało się to strzałem w dziesiątkę. W 51 minucie kontaktowego gola zdobył Tomasik, który sam zainicjował akcję we własnej tercji, a sfinalizował ją strzałem z backhandu. Potem trzy kapitalne interwencje miał Raszka. M. in. obronił trzy dobitki po strzale Szewczyka. To się zemściło na unitach i kontra Gruszki doprowadziła do wyrównania. Zaraz po golu Gruszka został zaatakowany w polu bramkowym, w sukurs przyszedł mu Tomasik (kara), a za chwilę dołączył do niego Omeljanenko i górale przez 55 sekund bronili się w trójkę przeciwko piątce rywali. Dzięki Raszce wynik spotkania nie uległ zmianie, również dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia.
Rozpoczął konkurs karnych Damian Kapica i… trafił w słupek, a Kalinowskiego zatrzymał Raszka, którego pokonał Zdenek. Wcześniej Gruszka trafił do siatki. W trzeciej serii spudłowali - Różański i Vasatko, a w czwartej – Zdenek i Bryniczka. Dopiero piąta seria przyniosła rozstrzygnięcie. Piekarski nie przechytrzył Raszki, za to Omeljanenko Fikrta.
- Dobry mecz z obu stron – twierdzi drugi trener MMKS, Marek Rączka. – W drugiej tercji oddaliśmy inicjatywę i pozwoliliśmy sobie wbić dwa gole. Na trzecią tercję wyszliśmy pozytywnie nastawieni i wróciliśmy z dalekiej podróży. To ważne zwycięstwo z punktu widzenia psychologicznego. Potrafiliśmy odwrócić losy spotkania przegrywając dwoma bramkami. Nastąpiło przełamanie.
Unia Oświęcim - MMKS Podhale Nowy Targ 3:4 po karnych (1:1,2:0, 0:2; 0:0) karne 1:2
0;1 Michalski – Omeljanenko ( 4:37)
1:1 Jaros – Zdenek – Gabryś (18:49 czterech na trzech)
2:1 Zdenek – Wojtarowicz (21:07)
3:1 Vasatko – Vizvary (31:00 w przewadze)
3:2 Tomasik – Gruszka (50:19)
3:3 Gruszka (54:37)
3:4 Omeljanenko (65:00 karny)
Sędziowali: Patryk Pyrskała (Tychy) – Jacek Bernacki i Piotr Madeksza (obaj Sosnowiec).
Kary: 18- 16 min.
Widzów 1200
Unia: Fikrt; Vosatko – Vizavry, Ciura – Gabryś, Piekarski – Szindelar, Kasperczyk – Fiedor; Tabaczek – Daneczek – Bepierszcz, Jaros – Wojtarowicz – Zdenek, szewczyk – Komorski – Adamus, Modrzejewski – Kalinowski – Piotrowicz. Trener Josef Dobosz.
Podhale: Raszka; Haverinen– Sulka, Luczka – Tomasik, Łabuz – Imrich, Jaśkiewicz - Wojdyła; Damian Kapica – Wronka – Gruszka, Różański – Bryniczka – Kmiecik, Omeljanenko – Daniel Kapica – Michalski, Zarotyński - Olchawski - Stypuła. Trener Marek Ziętara.
Stefan Leśniowski










