27.11.2014 | Czytano: 839

Krakowiacy i górale

- Mam nadzieję, że karta się odwróci, najlepiej w Krakowie. Wtedy może coś ruszy – takie życzenie ma Krystian Dziubiński, hokeista MMKS Podhale.

Na pewno wygrana pod Wawelem, z mocnym rywalem, byłaby impulsem na dalszą cześć rozgrywek. Górale muszą zdobywać punkty, bo już czują oddech przeciwników za plecami.

Piętą Achillesową nowotarżan jest skuteczność. Muszą mieć kilkanaście sytuacji w meczu, by wykorzystać jedną. Nieraz i to nie wystarcza.

- Od początku sezonu skuteczność szwankowała – mówi Krystian Dziubiński. – Wszystkie wygrane mecze kręciły się wokół jednej lub dwóch bramek. Pracujemy na treningach, by poprawić skuteczność. Mamy specjalistyczne zajęcia. Trenujemy też gry w przewadze, chociaż wygląda to tak, jakbyśmy się pierwszy raz spotkali na lodzie. Nie wiem co jest tego przyczyną.

O strzeleckiej niemocy mówi także trener Marek Ziętara. Dlatego zabrał hokeistów do…kręgielni. Tam mieli się wyluzować, nabrać dystansu do tego co robią na co dzień. Zamienić monotonny trening na coś luźniejszego.

- Mimo chęci, woli walki i sporego zaangażowanie, zjeżdżaliśmy ostatnio z tafli pokonani, jedną lub dwoma bramkami. Mentalnie drużyna wpadła w mały dołek. Stąd pomysł, by rozerwać się na kręgielni. W celowaniu kulą w kręgle dopatrywałbym się podobieństwa do celności strzałów w meczu. A tego brakuje zawodnikom, wykończenia akcji – mówi trener Marek Ziętara.

W dotychczasowych konfrontacjach krakowsko – góralskich jest idealny remis. „Szarotki” pod Wawelem wygrały 2:1, u siebie przegrały 3:4. Porażka w Nowym Targu była bolesna. Podhale prowadziło już 3:0 i wydawało się, że ma rywala na kolanach. Tymczasem ten potrafił odwrócić bieg wydarzeń i wyjechać z kompletem punktów.

- Takie porażki bolą. Zagraliśmy lepiej niż w Krakowie, ale straciliśmy punkty. Doświadczona i mocna drużyna potrafi każdy błąd wykorzystać. Szkoda, bo byliśmy bliscy sprawienia kolejnej niespodzianki – mówił Marek Ziętara.

- Wróciliśmy z dalekiej podróży – przyznał Damian Słaboń, strzelec zwycięskiego gola. – Przegrywaliśmy po dwóch tercjach 1:3 i wiedzieliśmy, że mecz się jeszcze nie skończył. Powiedzieliśmy sobie, że stawiamy wszystko na jedną kartę. Pokazaliśmy charakter. Wygraliśmy ważny mecz. Mam nadzieję, że po tym zwycięstwie podniosą się nasze morale.

Górale liczą na wygraną pod Wawelem, która teraz podniosłaby ich morale.

- Czeka nas kolejny trudny mecz, jak zresztą wcześniejsze – mówi trener „szarotek”. – Łatwych spotkań w lidze nie ma. Oba spotkania z Cracovią były ekscytujące i na pewno długo utkwiły w pamięci kibiców. Obydwa pokazały, że o zwycięstwie decydują detale – skuteczność i postawa bramkarza. Postaramy się dać z siebie wszystko w piątkowym meczu. Nie wiem czy w Krakowie zagramy w kompletnym składzie. Nie wiem jak po złamaniu nosa czuł się będzie Patryk Wronka. O jego udziale zdecydujemy w dniu meczu. Kolejne mecze ( w niedzielę z GKS Katowice – przyp. aut) musimy wygrywać, zdobywać punkty. Oby nie było nerwowości i paniki, bo to nie wpływa na postawę drużyny.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama