25.03.2026 | Czytano: 2316

I liga. Mistrzowie suspensu

Po raz drugi w historii Podhale występowało na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej, oczywiście nie licząc drugich drużyn. To zabolało.


 
Presji nie da się ominąć, z nią trzeba nauczyć się żyć
 
Pod tym względem uczestnictwa w ekstraklasie  „Szarotki” były jedyną taką drużyną w kraju nieprzerwanie w niej występując. W sezonie 2011/12 po raz pierwszy musiały się zderzyć ze ścianą i opuścić szeregi ekstraklasy i  walczyć o powrót do niej.  Było to realne, bo „Szarotki”  w cuglach wygrały sezon zasadniczy, nieraz aplikując rywalom dwucyfrówki. Nic wiąc dziwnego, że były wielkim faworytem  w play off.  Mecze z Legią Warszawa to potwierdziły. Hokeiści ze stolicy kraju okazali się gorsi w dwumeczu. Podhale bez straty gola wygrało 5:0 i 3:0. W finale czekała na górali bytomska Polonia, z którą w sezonie regularnym nowotarżanie wygrali 8:0 i 10:1 oraz 4:2 i 5:2. Tymczasem po pierwszym wygranym meczu 5:4, w kolejnych dwóch lepsi okazali się rywale (2:5 i 4:6). W czwartej serii Podhalanie wyrównali stan rywalizacji na 2:2 po wygranej 3:2. Decydujący mecz przed własną widownią młodzi górale nie wytrzymali psychicznie i to Polonia wygrała 3:0. 
 
Wielu za  niepowodzenia obarczało presję. Trener tak nie uważał.  - Presja towarzyszy nam na każdym kroku życia codziennego. Jej nie da się ominąć. Z nią trzeba nauczyć się żyć. Na pewno jedni są mniej, a drudzy bardziej na nią odporni. Nie  przyjmuję do wiadomości, że presja zdecydowała o przegranej. Przecież cześć zawodników występowała już w play off –argumentował wówczas Marek Ziętara.  Jego zespół po wykupieniu dzikiej karty powrócił do elity. 
 
Sezon zasadniczy bez szału
 
Tak się złożyło, że po raz drugi w  występie na zapleczu również prowadził drużynę, a losy drużyny były zgoła odmienne. Sezon zasadniczy oglądnie mówiąc był bez szału. Różnie się drużynie wiodło – były słabe występy i momenty dobrej gry. To wystarczyło zaledwie na zajęcie czwartego miejsc w sezonie regularnym. Podhale nie zmieściło się w pierwszej dwójce, która zapewniła sobie awans do półfinału play off.
 
    Mecze Punkty Z Zdk P Pdk Bramki
1 Sabers Oświęcim 24 62 13 2 0 1 132:50
2 Fudeko GAS Gdańsk 24 50 12 1 4 1 91:73
3 Naprzód Janów Katowice 24 43 9 3 7 1 104:76
4 MMKS Podhale NT 24 40 8 1 8 1 115:86
5 Opole United * 24 36 9 2 5 2 106:104
6 SMS PZHL Katowice 24 20 4 0 14 2 86:124
7 Stoczniowiec Gdańsk 24 1 0 0 15 1 44:165
 
* Opolanie ze względu na ilość obcokrajowców w swoim składzie nie mogli przystąpić do play off
 
Nie wymyśliłby tego nawet Alfred Hitchcock, określany mianem „mistrza suspensu”
 
Podhalanie w ćwierćfinale play of skrzyżowali kije  ze Szkołą Mistrzostwa Sportowego PZHL.  Pokonali „uczniów” w dwóch pojęciach, ale łatwo nie było. Pierwszy mecz w Janowie został zakończony po pierwszej tercji, którą wygrali podopieczni Marka Ziętary 3:2. Kolejnych odsłon już nie było z winy organizatora, który nie miał na wymianę pleksy i górale wygrali spotkanie 1:0 walkowerem. W rewanżu też nie było łatwo, wygrana po zaciętej walce 2:1.  Wielu psioczyło i nie dawało wielkich szans Nowotarżanom na finał. W nim eksperci obstawiali Oświęcim i  Gdańsk. A tu masz babo placek.  
 
W półfinale podopieczni Marka Ziętary sprawili miłą niespodziankę. Pokonali studentów z Oświęcimia w dwóch meczach. Pierwszy wygrali po dogrywce 5:4, drugi też był na styku i tylko 2:1.  W finale czekał na nich zespół Naprzodu Janów. Janowianie w ostatnich trzech sezonach wygrywali ligę i byli faworytami. W tych meczach można było dostać zawału, bo losy potyczek były tak pokrętne jak w najlepszym horrorze. Nie wymyśliłby takiego scenariusdza nawet Alfred Joseph Hitchcock, określany mianem „mistrza suspensu”. Jak ten twórca świetnych dreszczowców, tak i Podhale  perfekcyjnie budowało napięcie, niepewność i atmosferę zagrożenia.
 
Tak było w pierwszym meczu w Nowym Targu wygranym przez podopiecznych Marka Ziętary 4:3.  Tak też w drugim pojedynku przegranym przez górali 0:2.  Stan rywalizacji w meczach był 1:1. W niedzielę doszło do rozstrzygającej bitwy, bo tak trzeba nazwać ten pojedynek. Bitwa na całej długości i szerokości lodowiska, do wyczerpania sił. Mający problemy sercowe kibice mogli być bliscy zawału, bo oto Podhale prowadziło 2:0, by oddać pole rywalowi i przegrywać 2:3. Na szczęście w końcówce los był przychylny dla „Szarotek”. Doprowadziły do wyrównania, a w dogrywce nie padł gol. Karne wygrały „Szarotki”. Konia z rzędem temu, kto przewidział taki scenariusz po sezonie zasadniczym.
 
„Sukces nigdy nie jest efektem słomianego zapału…
 
… tu trzeba przejść przez prawdziwy ogień” – ta sentencja wypowiedziana przez byłego prezydenta USA Jamesa Madisona oddaje nastroje jakie panowały w obozie Podhala.  Dobrze się stało, że włodarze klubu zdecydowali się na seniorską drużynę. Nie posłuchali podpowiadaczy, którzy chcieli wszystko  zaorać   i zacząć od nowa. Dobrze, że nie popełniono błędów takich jakie spotkały tak zasłużone kluby jak Legię Warszawa, ŁKS Łódź, KTH Krynicę, Bydgoszcz czy Krynicę. Też miały się odbudować w krótkim czasie po zlikwidowaniu drużyny seniorskiej i…Gdzie są teraz? 
 
Kolejnym znakiem, że to był dobry ruch są kibicie. Pokazali, że pragną seniorskiego hokeja. Kibicowali nie tylko u siebie w domu, ale byli obecni także podczas wyjazdowych spotkań. Proszę sobie wyobrazić, że przez siedem lat nie byłoby drużyny seniorskiej. Kibice zapomnieliby o hokeju, bo przekładów jest wiele nie tylko w hokeju. Rodzice też nie nakładaliby na szkolenie swoich pociech, bo nie byłoby sezonu ładować kasę w nieznaną przyszłość. I tym sposobem zginąłby Nowotarski hokej. A tak zwycięstwo na zapleczu radowało kibiców, dało nadzieję na lepszą przyszłość. Dlatego należy się cieszyć, że włodarze klubu zgłosili zespół do pierwszej ligi. Nie posłuchali podpowiadaczy, którzy chcieli pochować 19-krotnego mistrza kraju.
 
Co dalej?
 
To pytanie nurtuje sympatyków 19-krotnego mistrza Polski. Czy znajdą się pieniądze, by wystawić zespół w THL? Bo to nie tylko forsę trzeba na licencję. Trzeba na zawodników, bo takim składem, z szacunkiem dla graczy, którzy wygrali ligę, nie da się występować w ekstraklasie. Żaden chyba kibic nie chce powtórki z poprzedniego sezonu, gdzie górale zbierali baty. Trzeba więc możnego sponsora. Czy takiego znajdą włodarze? Sporo jest pytań.
 
 Oni wygrali ligą: bramkarze – Kacper Zając  (29 meczów – 1 pkt. 0 goli – 1 asysta – 86 puszczonych goli – 90,1% skuteczności), Błażej Kapica (7 m – 11 pg – 89%), Alex Odrzywołek (1 m – 2pg – 94,4%); zawodnicy z pola:   Łukasz Kamiński (27 meczów – 48 pkt -  27 goli -21 asyst), Jakub Worwa (26 – 46 – 10 -36), Adrian Słowakiewicz (30 – 36 – 18 – 18), Wiktor Bochnak (29 – 34 – 14 -20), Krzysztof Jarczyk (30 – 31 – 15 -16), Marcin Horzelski (23 – 23 – 19 -14), Dawid Majoch ( 26 – 23 – 4 – 19), Dawid Łojas (30 – 18 – 7 -11), Szczepan Żółtek ( 28– 15 – 8 -7), Jakub Malasiński (26 – 17 – 7 -10), Dominik Szlembarski (28 – 15 – 4 – 11), Daniel Bryniarski (26 – 5 – 2 – 3), Michał Gach (27 – 3 – 2 -1), Władimir Czyrkin (15 – 3 – 2 -1), Nikita Sergiienko (11 – 3 – 1 -2), Kacper Kamieniecki (23 – 4 – 0 -4), Daniel Nykaza (24 – 3 -0 -3), Filip Wielkiewicz (4 – 2 – 1 -1), Marcin Pudzisz (25 – 5 – 1 - 4), Maksym  Melniczuk (8 – 1 – 0 -1), Krystian Wikar (15- 2 - 1 – 1), Łukasz Długopolski (5 – 0), Wiktor Węglarczyk (7-0), Jan Błach (4-0), Arseni Sewczenko (2-0), Oskar Jaśkiewicz (4 – 3 – 1 -2).
 
Stefan Leśniowski
Foto FB PZHL
 

Komentarze







reklama