Katowiczanie wyciągnęli wnioski z pierwszej konfrontacji. Byli bardziej skoncentrowani, zagrażali bramce Fuczika, ale ich skuteczność pozostawiła wiele do życzenia. Inna rzecz, że Tyszanie świetnie grali w obronie przed własną bramką. Mimo to, że tercję przegrali gospodarze. Wystarczył jeden błąd, zbyt pasywnie zachowali się obrońcy i Heljanko, po wyłuskaniu krążka pod bandą, oddał strzał i krążek wpadł do bramki przy krótkim słupku.
Po przerwie zawodnicy trenera Jacka Płachty próbowali odrobić straty, ale świetnej kontry nie wykorzystał Coatta, którego dwa strzały obronił bramkarz reprezentacji Polski. Tyszanie starali się kontrolować sytuację na tafli i gospodarze mieli kłopot z wypracowaniem sobie czystych sytuacji strzeleckich.
W trzeciej tercji mieliśmy emocje nie związane z hokejem. Po tym jak Bepierszcz wpadł na Fuczika i wywrócił go i wtedy doszło do bijatyki na lodzie, w efekcie której po dwóch zawodników z każdej drużyny wylądowało na ławce kar. Jacek Płachta próbował coś zmieniać w grze swojej drużyny i słynne trio Katowiczan Fraszko, Pasiut, Wronka znów ustawił w jednym ataku, ale nie przyniosło to efektu w postaci wyrównania. Obrońcy tytułu świetnie grali w defensywie, a Fuczik był jak skała. Na ostatnie 2 minuty gry trener Płachta wycofał bramkarza, a później wziął czas, lecz zawodnicy GieKSy nie zdołali znaleźć sposobu na Fuczika, który zachował czyste konto.
GKS Katowice – GKS Tychy 0:1 (0:1, 0:0, 0:0)
0:1 Heljanko (15:47)
Stan rywalizacji 0:2
GKS Katowice: Eliasson - Runesson, Lundegard, Fraszko, Pasiut, Huhdanpaa - Maciaś, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka - Chodor, Hoffman, Coatta, McNulty, Jakub Hofman - Koivusaari, Michalski, Dawid, Jonasz Hofman Bepierszcz. Trener Jacek Płachta
GKS Tychy: Fuczik - Kovar, Pociecha, Kerkkanen, Kuru, Heljanko - Kaskinen, Kakkonen, Łyszczarczyk, Paś, Knuutinen - Viinikainen, Bryk, Viitanen, Komorski, Jamsen - Bizacki, Kucharski, Gościński, Aliranta, Jeziorski. Trener Pekka Tirkkonen.
Brąz dla Sosnowiczan. Medal po 36 latach!
Małe finały rządzą się swoimi prawami. W pierwszym meczu w Oświęcimiu (przegranym przez gospodarzy) wyróżniała się oprawa oświęcimskich kibiców, którzy wywiesili baner z hasłem „Czas na wakacje”. Wszystko to miało na celu wyszydzenie postawy zawodników, którzy zdaniem fanów, przez większość sezonu grali tak jakby myśleli o urlopie. Stąd na trybunach pojawiły się dmuchane materace, piłki plażowe czy kolorowe hawajskie koszule. Ponadto kibice śpiewali przyśpiewki wyrażające sprzeciw wobec Roberta Kalabera, który ich zdaniem nie wykorzystał potencjału drużyny.
Dzisiaj oświęcimianie musieli wygrać, aby myśleć o medalu, czyli przenieś rywalizację do Oświęcimia. O brąz gra się do dwóch wygranych. W 10 minucie Sosnowiczanie prowadzili 2:0 i niektórzy już zawieszali medale na szyjach hokeistów Zagłębia. Nie tak szybko! – zapewne powiedzieli podopieczni Roberta Kalabera i zaczęli odrabiać straty. Jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania. Tuż po niej Chmielewski ponownie wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Utrzymywało się aż do 57 minuty, wówczas Peresunko zdobył gola i doprowadził nie tylko do wyrównania stanu meczu, ale także do dogrywki. Ta trwała zaledwie 99 sekund. Złotego gola, na wagę brązowego medalu zdobył Bjorkung.
Zagłębie Sosnowiec – Unia Oświęcim 4:3 D (2:2, 1:0,0:1; 1:0)
1:0 Bernacki – Ciura – Sozanski (6:18)
2:0 Chmielewski – Bjorkung – Roine (9:30)
2:1 Partanen – Sodeberg – Heikkinen (10:36 w przewadze)
2:2 Peresunko – Petras (13:16)
3:2 Chmielewski – Brynkus – Roine (21:35)
3:3 Peresunko – Petras – Kubes (56:21)
4:3 Bjorkung – Zalanen – Chmielewski (61:39)
Stan rywalizacji do dwóch wygranych 2:0
Zagłębie: Halonen - Ciura, Sozanski, Bernacki, Hamalainen, Jokinen - Naróg, Kotlorz, Chmielewski, Roine, Piipponen - Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Gromadzki - Nahunko, Wanacki, Brynkus, Enlund, Sołtys. Trener Matias Lehtonen.
Unia: I. Tyczyński – Soderberg, Maklea,, Peresunko, Trkulja, Moutrey – Diukow, Matthews, Ahopelto, Heikkinen, Partanen –; Kubesz, Mościcki, Petrasz, D. Tyczyński, Kusak – Ziober, Krzemień, Prokopiak, Rac. Trener Robert Kalaber.
Stefan Leśniowski










