Jeszcze niedawno spotkaliśmy się w kaplicy pod Turbaczem, gdzie obchodził 80-lecie urodzin. Dlatego wiadomość o jego śmierci zaskoczyła „Ludzi Gór”. On tam często bywał. Lubił góry, lubił młodzież, choć często dawała mu w kość podczas szkolnych zawodów, w których był sędzią głównym. Ale jak emocje opadły zawsze potrafił w dowcipny sposób to wytłumaczyć.
Adasia znałem od początku mojej dziennikarskiej pracy, czyli ponad 40 lat. Spotykaliśmy się na meczach piłkarskich, na szkolonych zawodach. Jeśli był lany poniedziałek, to „Ludzie Gór” i zarazem narciarscy zapaleńcy spotykali się na Polanie Walusiowej w Gorcach, by rozegrać zawody w slalomie gigancie i snowboardzie o Puchar Polan. Jeśli warunki zimowe nie pozwalały na założenie nart, to Adaś organizował Gorczański Bieg Śladami Niedźwiedzia. Te dwie imprezy były oczkiem w jego głowie. W kaplicy pod Turbaczem „Ludziom Gór” rozdawał dyplomy, nie ważne czy ktoś uczestniczył w biegu czy też nie.
Adam Dudek prowadził prawdziwą kronikę Biegu Podhalańskiego i wszystkiego co działo się w sporcie pod jego czujnym okiem. Wycinki, wyniki, protokoły sędziowie, wszystko w opasłym tomie. Był żywą historią biegu. Od początku jego istnienia był sędzią głównym, osobą chyba najważniejszą w tym wielkim przedsięwzięciu. Mało jednak kto wie, że to w jego głowie zrodził się pomysł Biegu Podhalańskiego. Nie tego obecnego, ale tego, który rozgrywany był w latach 80- tych. Odbyły się wtedy tylko dwie edycje.
- Start zaczynał się na Długiej Polanie – wspominał. – Narciarze potokiem biegli aż do Cyrwusówki. Trzy pętle po 6 lub 6,5 km. Dystans wynosił 20 km. W pierwszych zawodach triumfował były prezes Związku Podhalan, Józef Staszel. Pamiętam jak dziś jego finisz w białej góralskiej koszuli, ceprowskich spodniach i z dużym smarem u nosa, bo tak był wyczerpany. Moja inicjatywa padła, bo zabrakło chętnych do organizacji, a głównie sponsorów”.
Adam Dudek należał do ludzi, którzy kochali sport i byli w stanie mu poświęcić wszystko. Miał też trenerskiego nosa. Kiedy po raz pierwszy zobaczył Bogdana Graczyka, od razu zaproponował mu treningi. Działał też wśród niepełnosprawnych. Był ich trenerem, największym mentorem.
Bogdanem Graczykiem szczycił się jak mało kto. W końcu odmienił nie tylko jego los. Kiedy ten chłopak miał 10 lat, trafił do Ośrodka Szkolno - Wychowczego nr 2 w Nowym Targu. To była dla niego jedyna szansa. Ludzie go nie rozumieli, nie umiał prawie nic powiedzieć o sobie, o nic poprosić, poskarżyć się. Ten sympatyczny z wyglądu blondynek z Lipnicy Wielkiej po prostu należał do bardzo licznej w naszym kraju grupy ludzi z upośledzeniem lekkim. W prowadzonym wzorowo nowotarskim ośrodku trafił pod opiekę Adama Dudka, miłośnika sportu. Właśnie on stał się dla Bogdana i jego kolegów człowiekiem szczególnym. To pod jego okiem zaczęła się droga powrotu między normalnych ludzi, droga, która zaprowadziła go w wielki świat...
- Nie ma pozycji z góry przegranych, są tylko gorsze i lepsze, i te wymagające znacznie większej pracy, ale wszystko to mieści się w możliwościach człowieka – to było credo Adasia.
Cieszył się, gdy jego podopieczny zdobył medal w paraolimpijskich eliminacjach do Nagano. W Szwecji Graczyk zdobył w narciarstwie biegowym srebrny medal na dystansie 5 km techniką dowolną, a na trasie dwa razy dłuższej „klasykiem” był piąty. Tymi sukcesami blond chłopak z Lipnicy Wielkiej wywalczył sobie paszport do Nagano!
Adaś zrobiło się smutno, przeraźliwie smutno po Twoim odejściu. Tam z góry spoglądaj na Nas „Ludzi Gór” i dodawaj nam sił. My będziemy Cię pamiętać. Spoczywaj w pokoju.
Stefan Leśniowski
Zdjęcie. Wręczenie przez Zarząd MSZS, Adamowi Dudkowi pamiątkowego pucharu z okazji 50 – lecia pracy na rzecz sportu szkolnego.










