29.01.2026 | Czytano: 3718

Od kołyski aż po grób (+zdjęcia)

Od kołyski aż po grób - tak śpiewają kibice utożsamiając się z klubem i jego barwami. Podhale miało i ma mnóstwo fanów w kraju i poza jego granicami.


 
Kibic lubi o sobie myśleć, że może zmienić pracę, miejsce zamieszkania, a nawet żonę, ale ukochanego klubu nigdy nie zmieni. Kibice utożsamiają się z klubami, ale również z postaciami, które go tworzą. Nie przez przypadek mówi się, że klub to ludzie. Podhale  miało i ma tysiące fanów. To są nie tylko nowotarżanie, ale również ci rozrzuceni po całym kraju, a nawet poza  jego granicami. Kibice w całej historii klubu podejmowali i podejmują walkę  o jego żywot. Takich walk było kilka.


 
O jednej już wspominałem, o której pisał w felietonie „Znowu palą Judaszów” Ryszard Niemiec. Jeśli źle się dzieje w klubie, to oni od razu nagłaśniali sprawę i wywierali  presją na włodarzach klubu. Ogromny wpływ na sukcesy „Szarotek” mieli kibice i to na każdym etapie. Po latach posuchy pojawił się Ewald Grabowski.  To jego inicjatywa ożywiła rachityczny Klub Kibica. Doping, zaangażowanie kibiców miało wyzwolić- i wyzwoliło - u zawodników dodatkową motywację do gry.  To on także wprowadził zwyczaj organizowania konferencji prasowych. To on wreszcie zaraz po spotkaniu z dziennikarzami udawał się z trzema zawodnikami na spotkanie z kibicami.  Nic więc dziwnego, że gdy Podhale zaczęło przegrywać z Unią za trenera Stanisława Fryźlewicza, kibice domagali się od zarządu powrotu Łotysza. Wtedy wśród nowotarskich kibiców zawrzało. Oliwy do ognia dolała jeszcze  wypowiedź prezesa, która ukazało się w „Tempie”, że kibice się nie liczą. Na takie dictum nowotarscy kibice zareagowali gremialnymi protestami i żądaniem ustąpienia kierownictwa klubu.  Zorganizowali  pikietę przed siedzibą klubu. Wzięło w niej udział blisko 200 osób.  Pikietujący wznosili okrzyki: „Chcemy Grabowskiego i nowy zarząd”. Manifestujący przygotowali także...taczki dla działaczy Podhala. Był na nich napis: „Taki - na zarząd taki”.


 
Hokej, to drugie moje życie – mówił Maciej Gątkiewicz, jedna z najbarwniejszych kibicowskich postaci. Chyba nie ma widza, który nie znałby „Dziadka Karingtona”. Nie tylko dla niego hokej był drugim życiem. Pierwszym fanem, który porwał kibiców był Jan Łaś, a zasłynął z powiedzenia „Kibice, nie drzymać!”, gdy stadion był cichy.  Autor wielu przyśpiewek meczowych. Po tym jak Podhale wywalczyło pierwszy mistrzowski tytuł wywieszono transparent: „Niech się nigdy nie oddala tytuł mistrza od Podhala”. W latach 70-tych został zmodyfikowany: „Niech szumią jodły i Dunajca fale, że mistrzem Polski jest Podhale”


 
Jak grzyby po deszczu powstawały utwory na cześć „Szarotek”. Oto fragment jednego z nich, autorstwa Roberta Wójtowicza.
 
Podhale Nowy Targ to klub hokejowy
Przed którym ściągajcie lepiej czapki z głowy.
Nie są to żarty, ani czcze gadania.
On każdemu klubowi sprawi srogie lanie.
Ma on w swoim składzie zawodników sporo,
Którzy swoją pracę zawsze serio biorą.


 
Barwną postacią lat dziewięćdziesiątych  był Marek Dudek. Nie sposób było go nie wyłonić z tłumów. Zawsze stał nad miejscami prasowymi i swoimi dowcipnymi komentarzami pomagał pismakom w wyborze tytułu sprawozdania. Tu grupowała się loża szyderców – jak mawiali hokeiści – lub - jak sami się nazywali - ekspertów. Dowcipnymi powiedzeniami  rozśmieszali otoczenie. Jak tylko w klubie się coś niedobrego działo Dudek zwoływał zebranie, by zaradzić i pomóc w problemach. Uratował futbol w Nowym Targ po rozpadzie sekcji piłkarskiej w  Podhalu. Był prezesem Szarotki, która bardziej zasłynęła z mistrzowskich tytułów w unihokeju. Mimo, iż od kilkunastu lat przebywa w USA żywo interesuje się losami ukochanych „Szarotek”.  


 
Pomocą służył też Roman Przygodzki. Wszędzie było go pełno i głośno. Nie brakowało go na żadnych ważnych meczach wyjazdowych. Dostarczał z apteki medykamenty potrzebne graczom. W końcu za czasów prezesa Mirosława Mrugały został rzecznikiem prasowym.


 
Życie nie znosi pustki. Pojawili się „Władcy Podhala”. Kolejne pokolenie kibiców, które  najpierw miało swoją „siedzibę”  w ostatnim sektorze od strony Dunajca, a  potem za boksem kar drużyny przeciwnej. Z bębnami, „uzbrojeni” w koszulki i szaliki w barwach klubowych, niekiedy wspomagani przez zaprzyjaźniony fanklub z Gdańska, wspierali (ją) swoich i marzą o tym, by podobnie jak ich poprzednicy, mieli okazję świętować mistrzostwo Polski zdobyte przez ich ulubieńców. Mają też swój utwór, który prezentują zawsze przez ostatnią minutę tercji. Śpiewają:
 
Małe miasto lecz wielki klub,
Podhale od kołyski, aż po grób,
śpiewamy tu, w Nowym Targu,
wierni tylko Podhalu
ole ole,  ole ole


 
To kibice w 2010 roku  zadali pytanie włodarzom: „Gdzie sponsor?”. Albo: „ Szanuj kibica swego, bo nie będziesz miał żadnego”, „Nie chcecie oprawy, nie będzie zabawy”, „Prezesie, taczki czekają…”, „Czas ucieka I liga czeka?”. A ostatnio: „ Wizja i fantazja Was ponosi, a co sezon ten $am problem wychodzi!!!” oraz „ Zaręba, Charyasz,  Gacek, Wajsak! Dziękujemy za zajebisty sezon”. A do zawodników motywacyjne wsparcie: „Wierzymy w Was, uwierzcie w siebie” – po tym  jak ich ulubieńcy w półfinale play off ulegli Cracovii pod Wawelem 1:6 i przegrywali w serii 2:3. Motywacja okazała się skuteczna i „Szarotki” zameldowały się w finale.


 
Teraz próby ratowania podjęła się grupa ”Dalej Podhale”.  Troszkę w inny sposób jak poprzednicy, bez presji, bez pikietowania, ale  poprzez przypomnienie tych, którzy sprawili, iż Podhale stało się marką.  Jeśli ktoś  poczyta o zawodnikach z bogatym CV, to może doceni, to co hokeiści zrobili dla tego miasta. Może znajdzie się dobroczyńca, który nie pozwoli zwiędnąć „Szarotkom”, a  wtedy kibic znad morza zmieni zdanie o góralach. Nie będzie rozpowiadał, że są skąpi i zawistni,  bo przykro mu, że nikt w mieście i rejonie nie dba o 19-krotnego mistrza Polski. Nie będzie się dziwił, że „ brakuje w mieście i okolicy ludzi, którzy wyciągnęliby do niego pomocną dłoń”, a ludzie nie będą walczyć między sobą  tylko pójdą na kompromis. Dogadają się, dla dobra „Szarotek”.  
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama