W 1988 r. zimowe igrzyska odbywały się w Calgary. Polscy hokeiści zmagania rozpoczęli od potyczki z Kanadą - gospodarzem i faworytem turnieju. Ekipa spod znaku „Klonowego liścia” była w natarciu przez cały mecz, ale gola strzeliła tylko jednego, bo w hali Saddledome cudów dokonywał Gabriel Samolej. Amerykański dziennik US Today napisał, że polskiej bramki strzegł „Archanioł Gabriel”.
Gospodarze liczyli na wysoką wygraną, a zdobyta w 5 minucie przez Habscheida bramka tylko ich w tym upewniła. Tymczasem mijały minuty, a wynik na tablicy świetlnej nie zmieniał się. Kanadyjczycy wychodzili wprost ze skóry, żeby pokonać polskiego bramkarza, ale ten wszystkie krążki wyłapywał lub odbijał. Hokeiści „Klonowego liścia” łapali się za głowę, bo nie mogli pojąć jak czarny kauczukowy przedmiot zamiast do siatki wpadał do „raka” wychowanka Podhala lub był odbijany potężną odbijaczką, bądź zatrzymywał się na jego parkanach.
- Ciarki mnie przeszły, gdy w dniu meczu dowiedziałem się, że stanę w bramce przeciwko wielkiej Kandzie – wspomina po latach. - Z drugiej strony ucieszyłem się, bo zagrać w meczu przeciwko Kanadzie, którą uważam za najlepszą na świecie i dążę sympatią. Muszę przyznać, że szansę gry w inauguracyjnym występie naszego zespołu otrzymałem, tylko dlatego, że Franciszek Kukla został kontuzjowany podczas turnieju na Alasce. W przeciwnym razie, jestem przekonany, że on stanąłby między słupkami
Media płakały
W drodze do Calgary biało –czerwoni na 10 dni zatrzymali się na Alasce, gdzie rozgrali turniej, grając m.in. z Czechosłowacją, która….
- Potem obarczyła nas za niepowodzenie w olimpijskim turnieju. Nasi południowi sąsiedzi uznali, że graliśmy ostro i ich porozbijaliśmy – opowiada Gabriel Samolej. - Ich media „płakały”, że Polacy zamknęli im drogę do medalu. W tym czasie często potykaliśmy się z możnymi świata hokejowego i nie baliśmy się konfrontacji z nimi.
Podhalanin został najlepszym bramkarzem turnieju według prestiżowego niemieckiego magazynu „Eishockey”. „Gabryś” został wybrany do All Stars turnieju przez ten magazyn. W trakcie turnieju zaczęli się nim interesować menedżerowie z najlepszej ligi świata. Samolej był o krok od NHL.
Barszczyk z krokietem
W swoim drugim meczu biało-czerwoni walczyli ze Szwedami i zremisowali 1:1. Gdy Polacy ograli Francję 6:2 zaczęto w nich upatrywać kandydata do medalu. Niestety, po meczu z Francją radość w naszej ekipie trwała krótko. Stało się to za sprawą pozytywnego testu antydopingowego u Jarosława Morawieckiego. Zawodnik został zawieszony, a wynik skorygowano. Tłumaczył się, że specyfik musiał się znajdować w barszczu lub krokiecie, który jadł podczas wizyty u Polonusów.
- To było niesamowite przeżycie, tym bardziej, iż impreza odbywała się w kolebce hokeja. Nie trzeba chyba mówić co to oznacza dla hokeisty. Ponadto rozegraliśmy kapitalny mecz z gospodarzami, a po remisem ze Szwecją staliśmy się rewelacją turnieju. Niestety tam też przeżyłem najbardziej nieprzyjemne chwile. Po wykryciu dopingu pozostał wielki wstyd i…kac. Mieliśmy szanse na wysoką lokatę. Tymczasem w jednej chwili wszystko się załamało. Cały nasz wysiłek podczas zgrupowań poszedł na marne. Marzenia w jednej chwili prysły jak mydlana bańka – mówi kolejny Podhalanin w turnieju, Jacek Szopiński.
1988 Calgary
Kanada – Polska 1:0
Polska – Szwecja 1:1
Polska – Francja 6:2* (Świątek)
* wynik zweryfikowano jako walkower dla Francji, a Polaków pozbawiono bramek i punktów)
Szwajcaria – Polska 4:1
Finlandia – Polska 5:1
Austria – Polska 3:2
Niesłusznie podejrzani o doping
Cztery lata później biało – czerwoni po raz ostatni wystąpili na olimpijskiej arenie. Przed turniejem jak grom z jasnego nieba spadla na hokeistów informacja, że trójkę hokeistów podejrzano o stosowanie dopingu – Mirosław Copija, Piotr Podlipni i Janusz Syposz. Zawodnicy ci mieli pewne miejsce w składzie, ale… zostali w domu. Czuli się oszukani. Swoich racji szukali w praskim laboratorium, które oczyściło zawodników z zarzutu. Wyraźna niesprawiedliwość spotkała graczy. Nie były to udane igrzyska dla naszej drużyny, która zajęła jedenaste miejsce. Skuteczność napastników w turnieju była fatalna, a błędów w defensywie co niemiara.
- To był rozbój w biały dzień. Przed wyjazdem na igrzyska olimpijskie wybuchła afera dopingowa. Zawodnicy dostali sprowadzone z Holandii niesprawdzone preparaty wspomagające i trzeba było znaleźć kozłów ofiarnych. Cały sztab odpowiadał za to co się stało. Niesprawdzone odżywki aplikowano hokeistom. Wcześniej kilka razy byli badani i…nic nie wykryto. Pojechali na obóz do Tarnowa i tam się okazało, że trójka ma podwyższony wynik testosteronu. W Warszawie sprawdzili próbkę B i powiedziano im, że środek podano im dożylnie. W klubach nie odpuszczono. Zaczęły drążyć. Profesor medycyny sądowej w Krakowie pobrał im mocz przy świadkach, trzy tygodnie po tym zdarzeniu. Próbki pojechały do Pragi, bo w Polsce nasz instytut nie miał atestu. Przyszedł wynik 0,0. Igrzyska przeszły im koło nosa. Po sezonie zawodnicy zostali odwieszeni, słowa przepraszam nikt nie usłyszał – grzmi ówczesny trener Podhala, Tadeusz Bulas.
1992 Albertville
Szwecja – Polska 7:2 ( Hajnos)
Finlandia – Polska 9:1
Włochy – Polska 7:1 ( R. Szopiński)
USA – Polska 3:0
Niemcy – Polska 4:0
Szwajcaria – Polska 7:2 (Hajnos, Jurek)
Polska – Włochy 4:1 (M. Tomasik)
Stefan Leśniowski
Na zdjęciu zrobionym podczas MP oldbojów od lewej: Paweł Łukaszka, Gabriel Samolej i Walery Kosyl.










