01.04.2025 | Czytano: 8327

Ryba psuje się od głowy

- Problemem Podhala są ludzie. Nieodpowiedzialni. Oczekujący rycerza na białym koniu i dotacji, które rozleniwiają w działaniu – twierdzi człowiek, którego serce jest w kształcie szarotki.


 
To Marek Dudek, szef Klubu Kibica z lat 90-tych, prezes KS Szarotka, który sprawił, iż stolica Podhala nie została biała plamą na piłkarskiej mapie, uczestnik hokejowego  spotkania po latach w Chicago. Dzieli się z nami odbiorem „Szarotek” za wielką wodą wśród Polonusów i swojej działalności w nowotarskim sporcie.   
 
- Szmat czasu minęło od Twojego wyjazdu z kraju.  
 
- Ale wspomnienia są wciąż żywe. Czuje się bardzo związany z miastem, w którym się urodziłem, wychowałem i mieszkałem 32 lata. Nie miałem planów opuszczać swojego gniazda, ale życie poukładało się samo i jestem gdzie jestem. Wspomniałeś o mnie w artykule dotyczącym hokejowego spotkania w Chicago, na które wybrałem się z Darkiem Łyszczarczykiem. Setki razy myślałem o podobnym spotkaniu i nawet kilka razy „rzucałem temat”.   Niestety Polonia z Nowego Jorku oraz okolic, czyli New Jersey nie jest związana z Podhalem. Trudno się dziwić, bo dominują tutaj rodacy ze wschodniej części Polski.  Gdy zadzwonił Czesław Borowicz i powiedział, że organizuje spotkanie bardzo się ucieszyłem. Wiele razy mówiłem do siebie:  „gdybym mieszkał w Chicago, to bym próbował zorganizować takie spotkanie”. Po spotkaniu mieliśmy niedosyt. Miałem  prywatne pamiątki, które chciałem zlicytować. Nie udało się. Może lepiej. Z Darkiem Łyszczarczykiem ustaliliśmy,  że dołożymy się do farby ludziom, którzy planują zrobić hokejowy mural na bloku przy Wojska Polskiego. To dobre  miejsce widoczne z zakopianki. 
 
- Co się mówi za wielką wodą o kryzysie 19- krotnego mistrza Polski?
 
- Tylko nasza dwójka nie była z Chicago, a że pozostaliśmy sami w wietrznym mieście, więc musieliśmy znaleźć hotel, choć mogliśmy od razu wrócić do domu, gdybyśmy wiedzieli, że tak skończy się spotkanie.  Mieliśmy też okazję gościć w polskiej restauracji i tu…bomba. Być może tak miało być,  bo można było sporo się dowiedzieć. Choćby tego,  że sprzedawano tu butelki alkoholu w limitowanej wersji z okazji 90-lecia Podhala. Mówiono,  że pieniądze idą na klub, ale dowodu wpłat nie ma.  Pytałem o to członka nowego zarządu MMKS. Nie wiedział o tym nawet człowiek, który dostał prawa od klubu do zrobienia i sprzedaży whiskey (do klubu trafiało zero procent). Człowiek z człowiekiem siedzi w restauracji,  to języki się rozwiązują. Szczerze wolałbym nie wiedzieć wiele rzeczy i wrócić do domu, by pójść do pracy,  ale zapraszano i mówiono, że będzie fajnie. No i spotkanie po tylu latach...
 
- Co te rozwiązane języki wypaplały?
 
- Problemem  Podhala  są ludzie. Nieodpowiedzialni. Oczekujący rycerza na białym koniu i dotacji, które rozleniwiają w działaniu.  Kiedyś bym dał się pokroić za Podhale, ale wyjazd z Nowego Targu pokazał mi wszystko z innej perspektywy. Z dalszej. Wszystko poszło do przodu, także inne kluby, ale nie „Szarotki”. W stolicy Podhala wciąż się uważa, że się należy za tradycje, historie i wychowanków... Bo to Podhale. Tak to nie działa.  Może i dziś dałbym się częściowo pokroić za Podhale, ale po walce razem z innymi ludźmi,  których serce jest w kształcie szarotki. Z ludźmi, którzy ciężko pracowali na swoje pieniądze, i którzy  wiedzą jak nimi gospodarować.  Z tymi, z którymi rozmawiam twarzą w twarz, czy piszą do mnie, to twierdzą, że nie   dadzą komuś pieniędzy komu nie ufają. Sami się organizują, by pomóc, coś zrobić. Mówili,  że rozmawiali o różnych pomysłach z rożnymi prezesami i zawsze na końcu wychodziło,  że  każdy prezes mówił co innego. Zawiedli się.  Mówili, że aktualnie lepiej nie wysyłać kasy póki nie będzie klarownej sytuacji. Oni chcą być szanowani, doceniani i informowani na bieżąco o sytuacji. Przylatując do Chicago chciałem tym się podzielić, by za jakiś czas kolejni ludzie nie czuli się oszukani jak wielu w Nowym Targu w poprzednich latach. Od Zakopanego po Myślenice i od Chyżnego po Nowy Sącz jest 300 000 ludzi i wiele biznesów. To wielki  rynek i potencjał firm i ludzi. Na pewno pomogliby, ale muszą zobaczyć ciężką pracę działaczy, atmosferę, zaufanie, strategię i plan na najbliższe lata. Takich ludzi chciałem szukać i przekonywać na spotkaniu w Chicago i tego mi zabrakło. Tacy ludzie są też w Nowym Targu. Tylko trzeba najpierw  wypalić trawę jak na wiosnę i zaorać ziemię,  by zasiać nowe ziarno. Pojedynczym osobom opowiadałem, że są ludzie w Nowym Targu co im zależy na klubie, hokeju. Nie są z tych co siedzą na Parkowej i próbują być mądrzejsi, a od lat efektów brak. Oni są jak PZHL.   Cały polski hokej potrzebuje konkretnej naprawy, bo ryba psuje się od głowy. Nawet zwykli kibice piszą do mnie, że to nie jest normalne, że ten, który narobił długów w klubie, odchodzący z niego w atmosferze skandalu, otrzymał posadę z PZHL przy drużynie akademickiej. W nagrodę? Albo,  że są wypłaty dla działaczy z pieniędzy z dotacji miejskich na Stowarzyszenie sportowe MMKS. Nikt nie wiedział?  Sam bylem prezesem Klubu Sportowego Szarotka i otrzymywaliśmy dotacje ok 30 000 na tamte czasy i co do złotówki trzeba było się rozliczyć. Nie wolno było wydać na zatrudnienie ludzi, bo to nie był podmiot gospodarczy. W Nowym Targu ryzyko jest takie,  że zostaje się szybko grabarzem hokeja.   Tak jak kiedyś piłki nożnej,  a jednak ona jest w Nowym Targu i ma się dobrze dzięki panu Wojasowi. Kilka lat już nie ma spadku z ligi hokeja wiec groźby nie było i zamiast walczyć o play off , to Podhale walczy z Sanokiem o to,  który klub pierwszy nie zbankrutuje...SZOK!
 
- PZHL nie potrafi dogadać się z poważną telewizją, by ta transmitowała ligę. To nie sprzyja rozwojowi  dyscypliny.
 
- Centrala od lat nie promuje hokeja w  mediach. Prawie 30 lat mówi się to samo o polskim hokej, o braku go w telewizji. O sponsorach, że  bez telewizji  ich nie ma.  Prawie nigdy nie mówi się  o kibicach i tego co chcą. Daje się im najdroższe na świecie transmisje w Internecie. Koszt obejrzenia 40 meczów w sezonie THL jest wyższy niż pakiet NHL na cały sezon w USA! To ma być promocja?   Z wycinków, które zachowałem z gazet  można wyczytać, że czas w polskim hokeju się zatrzymał. Stefan, kiedyś przyjechał do Ciebie redaktor Piotr Sikora i napisał o mnie artykuł. Przyznam się, że nie byłem grzecznym chłopcem, ale jakość prezes Głowiński i jego ludzie mnie akceptowali.  Do dzisiaj mam wycinki o Podhalu  od 1991 do 2000 roku. Kiedy zbierałem marzyło mi się, że  za 30-40 lat usiądę przy kominku i powspominam.  Chyba nadszedł ten czas bo kartki z Tempa, Dziennika Polskiego, Gazety Krakowskiej, Sportu czy Tygodnika Podhalańskiego mocno pożółkły. Dlatego marzy mi się cyfrowe multimedialne muzeum Podhala. Pierwszy raz mówię Tobie o tym oficjalnie. Tak, podarowałbym setki kartek z albumów.


 
- Jako prezes KS Szarotka często powtarzałeś, że Twój klub był jak jedna wielka rodzina.
 
- Byliśmy jedną wielką rodziną, a w rodzinie powinna być dobra atmosfera, zaufanie.  Nie powinno się oszukiwać, a tego mi od pewnego czasu brakuje w KH Podhale. Dlatego odnosiliśmy sukcesy, od unihokeja, poprzez piłkę nożną aż po hokej na rolkach. Otaczałem się ludźmi odpowiedzialnymi, którzy nie żałowali nawet swoich pieniędzy, by sekcje funkcjonowali. Dodam, iż nikt nie domagał się zadość uczynienia, zwrotu pieniędzy. Wszyscy zawodnicy pomagali. Grali i  ponosili dużą cześć kosztów wyjazdów na zawody czy nawet na treningi. Słynne były zrzutki dwa razy w tygodniu po przysłowiowej  piątce na paliwo do Lipnicy Wielkiej, bo w stolicy Podhala nie było wówczas  pełnowymiarowej hali do unihokeja.  
 
 
- Mówisz spalić ziemię, posiać nowe ziarno… Tylko ziaren mało.
 
- Żeby podbijać świat, trzeba wyjść z własnego domu. Chory i kulawy nie pójdzie, więc trzeba zacząć od uporządkowania u siebie, w Nowym Targu.  Miałem pośredniczyć w rozmowie,  by może na przykładzie Stowarzyszenia, które jest w Nowym Targu (grupa ludzi dobrowolnie wpłaca pieniądze) założyć coś podobnego tutaj na amerykańskiej ziemi. Podobny pomysł miał Sebastian Marszalek, członek zarządu MMKS.
 
- W Chicago zabrakło prezesa MMKS Leszka Tokarza,  ale na łączach internetowych miał być Sebastian Marszałek.  Co powiedział?
 
- Leszek Tokarz  jest chory, a do połączenia z Sebastianem Marszałkiem nie doszło z powodów technicznych.  Dostałem  jednak od niego maila, w którym w skrócie przedstawił sytuację w klubie i plan działania. Stwierdził, iż przejęli MMKS w tragicznej sytuacji finansowej. Zadłużenie względem ZUS, Urzędu Skarbowego, MSCiR, trenerów oraz prywatnych podmiotów sięgało ponad 400 tys. złotych. Do tego doszły nierozliczone dotacje z lat poprzednich i konieczność ich zwrotu, co dawało kolejne ponad 100 tys. złotych. MMKS wtedy nadawał się do zamknięcia. Organizacyjnie nie było zupełnie nic oprócz długów. Jednak się nie poddali. Udało się spłacić część zobowiązań, część rozłożyć na raty. Złapali płynność  finansową i zaczęli budowanie nowego wizerunku klubu,  łącznie z takimi podstawami jak mocne social media. Z ogłaszaniem w nich   ważnych informacji o godzinie 19:32 ponieważ klub został założony w 1932 roku. Są o krok od podpisania umowy sponsorskiej z największym obiektem termalno- hotelowym w regionie. Codziennie rozmawia z mniejszymi sponsorami i twierdzi, że jest chęć wspierania hokeja, ale tylko w przypadku jasnych i transparentnych zasad funkcjonowania klubu. Są w przededniu wprowadzenia aplikacji do zarządzania klubem i kontaktu z rodzicami. Wielkim problemem jest KH. Spółka zadłużona jest kwotą ponad 2 milionów złotych. Większość z tej kwoty to pożyczki osób, które zarządzały klubem w ostatnich latach. Gorsze od poziomu zadłużenia jest brak jakiegokolwiek światła w tunelu, jeśeli chodzi o podeście osób w KH. Działają bez żadnego planu więc perspektywa jest tragiczna. Dosyć powiedzieć, że nowych sponsorów więcej pozyskał MMKS niż KH. Organizacyjnie MMKS nie jest w stanie w tym momencie przejąć ekstraklasy.  Ustalili  7 - letni plan działania, bo wtedy klub obchodzić  będzie 100 lecie.  Teraz najważniejsza jest perspektywa czasowa, żeby wszystko ułożyć i odbudować,  w ten sposób,  żeby seniorska drużyna grała o wysokie cele.
 
- 20 lat mija od Twoje działalności sportowej w Nowym Targu, a ciągle jesteś w pamięci ludzi sportu.
 
- Jest mi bardzo miło,  że nawet po ponad 20 latach ktoś pamięta o mnie. Dziękuję. Chyba w 1997 roku Paweł Staszel, Rysiek Haber, Tomek Niedermaier „Majer” zaproponowali mi,  bym został prezesem KS Szarotka. To było mocne  wyzwanie i nie wiedziałem  czy dam radę. Z drugiej strony ktoś widocznie zauważył moją wcześniejszą działalność w hokejowym Podhalu, z Klub Kibica, organizacji meczów. Pamiętne były wyjazdy, a  zwłaszcza do Oświęcimia, gdzie pojechało  253 fanów Podhala,  pięcioma autokarami. Pamiętam doskonale,  bo zamawiałem bilety na mecze z Unią i pani była zaskoczona ilością zorganizowanej grupy.
 
- Zostałeś prezesem Szarotki, ale nadal sercem byłeś z Podhalem. Stałeś zawsze za lożą prasową i dziennikarzom podrzucałeś tytuły relacji z meczu. Zawsze były dowcipne i dosadne. Nie owijałeś w bawełnę.
 
- Rzeczywiście nie  odstawiłem hokejowego Podhala. Dzieliłem pasje na Parkowej z obowiązkami w Szarotce oraz rodziną. To wszystko przy ogromnej pomocy Pawła i Roberta Batkiewiczów,  u których pracowałem i przymykali oko na moje działalności oraz pomagali mi w każdy możliwy sposób.
 
- Szarotka najbardziej znana jest z unihokeja. W końcu to 11-krotny mistrz Polski, jeden z finalistów Pucharu Europy.
 
- Unihokej był dominującą sekcją, ale były też sekcje piłki nożnej oraz jeden lub dwa sezony,  po  namowie Piotra Sokoła „Oko”,  hokeja na rolkach. Chłopaki pojechali na zawody i wygrali srebrne medale mistrzostw Polski. Wracając do piłki nożnej, to zaczynaliśmy od klasy C i krok po kroku awansowaliśmy wyżej. Każdy sukces cieszył. Jak wspomniałeś o uratowaniu futbolu w Nowym Targu,  to muszę nadmienić,  że moje nazwisko widniało jako prezes,  ale ogromny wkład pracy włożyło wielu wspaniałych ludzi z Nowego Targu. Pamiętam jak chłopaki przyjechali do mnie do domu i zaproponowali zająć się futbolem. Kolejne wyzwanie. Kolejne obowiązki i lęk czy dam radę. Daliśmy radę, bo miałem wokół siebie wspaniałych ludzi -  Leszka Grzybka, Krzyśka Leśniakiewicza, Arka Mancewicza, Mariusza Leję, Łukasza Krauzowicza i wielu, wielu innych. Przepraszam tych których pominąłem. W życie KS Szarotka wkładali ogrom swojego czasu i pomysłów wspomniani przeze mnie założyciele Haber, Staszel, „Majer”. Pamiętam o rodzinie Ślusarczyków - papa Henryk prał stroje piłkarzy u siebie w domu, a synowie grali w piłkę i unihokeja,  w którym mocno mi pomagali m. in. Artur Kasperek, Leszek Dzioboń, bracia Grzegorzewscy, bracia Adamczykowie, Rysiek Kaczmarczyk oraz Wiesław Pieprzak. W hokeju na rolkach wspomniany „Oko”,  Krzysiek Jurek czy Darek Kwaśnica. W Urzecie Miasta mieliśmy przychylność ze strony burmistrza Marka Fryźlewicza,  ale szczególnie pomagali nam Marcin Jagła oraz Michał Rubiś. Bardzo mile  wspominam Pawła Luberdę,  z którym przesiedzieliśmy i przegadaliśmy mnóstwo czasu tworząc między innymi logo KS Szarotka.  Mniejsi i więksi biznesmeni pomagali nam widząc kolektyw, zaangażowanie, pasję. Zawsze można było liczyć ma lokalnych przedsiębiorców m. in.   Steskal, Żarnecki, Zięba, Gazda, Piotrowski, Łukaszczyk, Aron, Hollywood, PZU, Magda z Szaflar czy zawsze chętnego Wiesława Wojasa tu dzięki za pośrednictwo Piotra Kołodzieja. Wszyscy byliśmy jak RODZINA.
 
Stefan Leśniowski
Foto tytułowe: od lewej  Ryszard Tyrała, Dariusz Łyszczarczyk i Marek Dudek
 
 

Komentarze







reklama