Trzeba dodać, że „Szarotki” były wówczas silniejsze niż obecnie. Po redukcji kontraktów skład uległ sporym zmianom. Teraz młodzieżowcy i juniorzy dowodzenie kilkoma doświadczonymi zawodnikami bronią honoru klubu zasłużonego dla polskiego hokeja. Faworytem konfrontacji byli więc jastrzębianie. Kibice Podhala liczyli, że ich drużyna zawiesi wysoko poprzeczkę przeciwnikowi, podobnie jak dwa dni wcześniej postawiło się tyskim hokeistom.
Jastrzębianie tylko w pierwszych pięciu minutach grali z polotem, ale Bizub ich powstrzymał. Potem grali w osłabieniu, wybronili się, ale w kolejnej sekwencji Podhale zaczęło ich straszyć. Miało swoje sytuacje (Kolusz, Szczerba, J. Malasiński), ale przede wszystkim było dobre w destrukcji. Do tego stopnia, że w szeregi faworyta wkradł się chaos. Powiem więcej, mieli moment, że trzech graczy równocześnie jechało do krążka. Przypominało to grę w stylu – jak mawiał Imć Zagłoba - kupą mości panowie. W 17 minucie Nalewajka miał przed sobą pustą bramkę i fatalnie spudłował. Goście w końcówce tercji grali w przewadze, ale rozgrywali ją statycznie i „Szarotki” z łatwością ją wybronili.

Gospodarze do 30 minuty dzielnie odpierali ataki przeciwnika. Bizub świetnie bronił, wygrał m.in. pojedynek oko w oko z Kiełbickim. Podhale też miało szanse na otwarcie wyniku, gdyż przez niespełna 4 minuty grali w przewadze i 18 sekund pięciu na trzech. Podczas pierwszej Mrugała stracił krążek na niebieskiej tercji ataku, ale rywal w samotnym najeździe tego nie wykorzystał. Co się dowlecze…Makela wystrzelił spod niebieskiej i otwarł wynik spotkania. 62 sekundy później górale grali w przewadze i stracili kolejnego gola.

W 44 minucie Kolusz w środkowej tercji stracił krążek i Kaleinikovas samotnie pojechał na bramkę Bizuba. Golkiper Podhala wyjechał z bramki, rzucił się, wybił krążek, ale wypadł mu kij przy tej interwencji. Tymczasem krążek trafił na niebieską do Kuru. Ten nie miał problemu z ulokowaniem czarnego kauczukowego przedmiotu w opuszczonej bramce. Podhale się nie załamało i jak tylko trafiła się okazja, to próbowało „szczypać” rywala.
JKH wzięło rewanż za porażkę u siebie. W końcówce meczu dorzucili jeszcze trzy trafienia, dwa w przewadze. Tym zwycięstwem jastrzębianie sprawili urodzinowy prezent swojemu trenerowi.
Podhale Nowy Targ – JKH GKS Jastrzębie 0:6 (0:0, 2:0, 0:4)
0:1 Makela – Ł. Nalewajka – Zając (29:13)
0:2 Petras – Ł. Nalewajka (30:15 w osłabieniu)
0:3 Kuru (43:55)
0:4 Pulkinen – Kuru – Makela (56:30 w przewadze)
0:5 R. Nalewajka – Kunst – Zając (57:06)
0:6 Pulkkinen – Kuru (59:00 w przewadze)
Podhale: Bizub – Horzelski, Wajda, Wielkiewicz, Kolusz, Szczechura – Tomasik, Mrugała, Jarczyk, Słowakiewicz, Kamiński – Bury, J. Michalski, Bochnak, J. Malasiński, Szczerba – Nykaza, Wikar, Żółtek, Bryniarski. Trener Marek Batkiewicz.
Jastrzębie: Lacković – Makela, Ronkainen, Pulkkinen, Kuru, Kaleinikovas – Bagin, Żurek, Petras, Rac, Kasperlik – Hanzel, Kunst, Ślusarczyk, Kiełbicki, Urbanowicz – Blomberg, Onak, R. Nalewajka, Ł. Nalewajka, Zając. Trener Robert Kalaber.
Stefan Leśniowski
Foto Maciej Gębacz










