23.11.2022 | Czytano: 3010

Hokej utrzymują samorządy!

Stare przysłowie jak świat mówi, że „pieniądze szczęścia nie dają”, ale niestety bez nich żyć się nie da. Są potrzebne w codziennym życiu, by móc funkcjonować. Profesjonalny sport i duże pieniądze to połączenie, którego nie da się rozdzielić.



 
Bez pieniędzy nie ma wielkiego sportu. Sukcesy osiągają najlepsi, ale tacy,  których stać na zatrudnienie najlepszych graczy, na nowoczesną infrastrukturę, organizację klubu przez duże „O”. W polskim hokeju są to nieliczne kluby.  Wystarczy tylko prześledzić raport katowickiego Sportu i Rzeczpospolitej zamieszczony w dzisiejszym wydaniu papierowego Sportu ( z sezonu 2020/21), z którego jasno wynika, że rodzimy hokej jest kolosem na glinianych nogach, zbudowany niemal wyłącznie na publicznych pieniądzach. Gdyby nie pieniądze z miejskich kas, to rodzimego hokeja nie byłoby wcale. Aż nie chce się myśleć co może się stać gdyby samorządy zakręciły kurek.
 
Hokej jest głównie dotowany.   Wśród klubów, które brylują w tym segmencie można wyróżnić dwóch przedstawicieli województwa śląskiego – GKS Katowice i GKS Tychy. To kluby praktycznie w całości miejskie, żyjące z dotacji. Jak czytamy w raporcie zespoły te otrzymują łącznie prawie 10 mln złotych.

 
Grafika z papierowego wydania katowickiego Sportu
 
Podhale w tym ligowym  rankingu zajmuje piąte miejsce.  Od kilku lat, gdy nowotarski hokej ma kłopoty,  pomocną rękę wyciągali kolejni rządzący miastem.  Wszystkie kluby powyżej górali dotowane są kwotą powyżej miliona złotych. Dotacja dla „Szarotek” w sezonie 2020/21 wyniosła 922 tysiące złotych. Nowotarżanie, podobnie jak pozostałe zespoły, korzystają z lodowiska na preferencyjnych warunkach.  „Szarotki” dostały wsparcie od Tauron Polska Energia S.A., spółki skarbu państwa.
 
Siedem klubów PHL, to ekipy, które bez publicznych pieniędzy by nie istniały. Mamy jednak zespół, który bazuje na prywatnych pieniądzach. Na tej liście jest Cracovia, która finansowana jest przez jedną z największych polskich spółek informatycznych Comarch SA, której głównym akcjonariuszem  jest profesor Janusz Filipiak. Firma działa w 34 krajach. Trzeba podziwiać i zazdrościć takiego sponsora.  Przywiązania profesora do „Pasów”, bo nawet jak wyników nie ma (piłka nożna), to nie porzuca – jak się kiedyś wyraził – swojego dziecka. Nadal na niego nakłada. Szkoda, że inni sponsorzy nie są przywiązani tak jak on do danego klubu, lecz szybko rezygnują ze sponsorowania, nawet, gdy są wyniki.
 
Jak widać bez publicznych pieniędzy trudno byłoby utrzymać się klubom na powierzchni. Bez nich  utonęłyby. Część klubów powiększa swój budżet dzięki drobnym sponsorom  jak choćby nasze „Szarotki”.  To jednak jest kropla w morzu potrzeb. Kluby powinny się starać o pozyskanie prywatnych pieniędzy, nie tylko po to, by zwiększyć budżet, ale także, by nie zostać z ręką w nocniku wskutek politycznej decyzji (czytaj: zmiana rządzących). Jeśli ktoś  polega wyłącznie na publicznych środkach i nie widzi innej perspektywy, to może być krucho.  Działaczom trudno je zdobyć, bo hokej w polskim wydaniu na arenie międzynarodowej niewiele znaczy. Reprezentacja jest lokomotywą napędzającą dyscyplinę. Gdy ona będzie mocna, gdy będzie miała wyniki, to i klubom finansowo może być lepiej.
 
Stefan Leśniowski
 

Reklama

Komentarze





reklama