07.10.2022 | Czytano: 3419

PHL. Nie do ugryzienia (+zdjęcia)

AKTUALIZACJA Łezka w oku się kręci, gdy widzi się w akcji ekipy Podhala i Unii. Kiedyś emocjonowaliśmy się tymi konfrontacjami w walce o mistrzowski tytuł. Dzisiaj po klasykach pozostały już tylko wspomnienia.



 
Obie ekipy znajdują się na przeciwnych biegunach ligowej tabeli. Oświęcimianie walczą o tytuł, a „Szarotki”… No właśnie o co walczą? Jeśli nie stać ich na włączenie się do walki o najwyższe trofea, jeśli trudno im o wygraną,  to przynajmniej swoją postawą na tafli powinny dawać satysfakcję kibicom. Dzisiaj wynikiem jej nie dali. W defensywie Podhalanie robili takie błędy, że aż głowa bolała.  Tylko fragmentami, gdy goście pozwolili, starali się ich jedynie uszczypnąć. Oświęcimianie okazali się rywalem nie do ugryzienia.
 
Podhale już od 18 sekund musiało się bronić, bo Kamiński powędrował na ławkę kar. „Szarotki” wybroniły osłabienie, ale chwilę później oświęcimianie wyprowadzili zabójczą kontrę. Denyskin wtargnął do tercji gospodarzy, zagrał na drugą stronę do Dziubińskiego, a wychowanek Podhala trafił pod poprzeczkę. Goście osiągnęli dużą przewagę. Grano głównie w tercji miejscowych. To musiało  przynieść oświęcimianom drugie trafienie. W 10 minucie Padakin pognał prawą stroną, uderzył, krążek parkanem odbił Bizub, ale trafił na łopatkę kija Szczechury, który wpakował go do pustej bramki. Podhale nie miało sytuacji, ale… Wystarczyło, że oświęcimianin faulował i musiał powędrować na ławkę kar. Wykorzystali to Podhalanie.  Maunula z korytarza bulikowego strzałem w okienko  pokonał R. Kowalówkę. Za moment mogło być 2:2, bo kiks popełnił golkiper Unii. Wypuścił krążek, była pusta bramka, ale Hvila trafił w słupek opuszczonej bramki. To mogło się zemścić, bo Dziubiński samotnie jechał na bramkę Podhala, ale Bizub nie dał się pokonać. Ostatnie słowo w  pierwszej odsłonie należało do przyjezdnych. Sołtys z prawej flanki zagrał na drugi słupek, skąd Wanat z pierwszego posłał krążek do siatki. Pytanie gdzie był obrońca? Wanat miał sporo  miejsca i czasu, by przyjąć krążek  i dokładnie przymierzyć.  


 
Oświęcimianie potrzebowali 35 sekund po przerwie, by podwyższyć prowadzenie. Pangiełow spod niebieskiej posłał krążek do bramki. Bizub miał utrudnione zadanie, bo tuż przed polem bramkowym leżał jeden z przeciwników. W 26 minucie kapitalną akcję przeprowadzili przyjezdni. S. Kowalówka z prawej flanki zagrał na drugą stronę do Da Costy, Bizub nie zdołał się przemieścić i krążek wylądował w bramce. W połowie meczu Wanat trafił pod poprzeczkę i w bramce Podhala nastąpiła zmiana.
 
W obronie „Szarotki” fatalnie grali. O wiele lepiej prezentowały się w ofensywie. Momentami  straszyły kontrami i w końcówce tercji wykorzystały niezdecydowanie R. Kowalówki w bramce. Już w pierwszej tercji miał kilka niepewnych interwencji.   Dwukrotnie został pokonany przez Przygodzkiego (dwie dobitki)  i Frica, którzy z najbliższej odległości wcisnęli mu krążek do bramki.  


 
Lindskoug utrzymał czyste konto do 45 minuty. Wtedy po wzorowej akcji z Da Costą pokonał go S. Kowalówka. Trzy minuty później musiał wyjąć krążek z bramki po uderzeniu Da Costy. Nowotarżanie stali jak wryci, obstawiając w totolotka czy Francuz trafi czy spudłuje.   
 
Tauron Podhale Nowy Targ – Re-Plat Unia Oświęcim 3:8 (1:3, 2:3,  0:2)
0:1 Dziubiński – Denyskin – Ahopelto (3:20)
0:2 Szczechura – Padakin (9:33)
1:2 Maunula – Worona (11:18 w przewadze)
1:3 Wanat – Sołtys – Denyskin  (15:58)
1:4 Pangiełow – Cichy  (20:35)
1:5 Da Costa – S. Kowalówka- Krzemień  ((25:43)
1:6 Wanat – Danyskin (30:26)
2:6 Przygodzki – F. Kapica – Svitana  (34:31)
3:6 Fric – Maunula  (35:12)
3:7 S. Kowalówka – Da Costa – P. Noworyta (44:18)
3:8 Da Costa – Krzemień – Bezuszka   (47:30)
Podhale: Bizub (30:26 Lindskoug)  – Mrugała, P. Wsół, Kamiński, Neupauer, Wielkiewicz - Zorko, Moksunen,  Przygodzki, Worona, Svitana  -  Jelinek, Volrab, Hliva, Słowakiewicz, Maunula - Aleksandrow, Czikancew, F. Kapica, Worwa, Fric. Trenerzy Juraj Faith i Marcel Skokan.
Unia:  R. Kowalówka – Jerofejevs, Pangiełow, Padakin, Cichy, Szczechura – Djukow, Jakobbsons, Ahopelto, Dziubiński, Laakso – Bezuszka,  P. Noworyta, S. Kowalówla, Krzemień, Da Costa – M. Noworyta, Paszek, Denyskin, Wanat, Sołtys. Trener Nik Zupancić.

W pierwszej rundzie Marma Ciarko STS Sanok wygrała na Stadionie Zimowym 5:4, chociaż po dwóch tercjach gospodarze prowadzili 3:1. W piątek na lodowisku w Sanoku też działy się zaskakujące rzeczy. Po dwóch tercjach było 1:1. Kluczowa była 45 minuta, kiedy Ślązacy w ciągu 23 sekund strzelili dwa gole. Najpierw do bramki trafił Roman Szturc, a później wyczyn Czecha powtórzył Bartłomiej Jeziorski. W trzeciej tercji padły jeszcze dwa gole zdobyte przez Filipa Komorskiego i mecz zakończył się wygraną 5:1.
 
Również jastrzębianie zrewanżowali się za porażkę w pierwszej rundzie Zagłębiu. Wtedy brązowi medaliści Mistrzostw Polski przegrali 0:4. W piątek w Sosnowcu wygrali 1:0. Znowu skuteczny był Mark Kaleinikovas. W trzech ostatnich meczach Litwin strzelił 4 gole i zaliczył asystę.

Marma Ciarko STS SanokGKS Tychy 1:5 (1:1, 0:0, 0:4)
Bramki: Lahtinen 17 - Mroczkowski 5, Szturc 45, Jeziorski 45, Komorski, 47, 55
 
Zagłębie Sosnowiec JKH GKS Jastrzębie 0:1 (0:1, 0:0, 0:0)
Bramka Kaleinikovas 15

Stefan Leśniowski
Zdjęcia Andrzej Pabian  

Komentarze







reklama