26.08.2021 | Czytano: 3954

KIO. Sensacyjna wygrana Polaków. Policzek sąsiadów z zachodu!

Meczem z Białorusią w Bratysławie Polacy rozpoczęli walkę o awans do przyszłorocznych igrzysk w Pekinie.

29 lat temu po raz ostatni biało – czerwoni wystąpili w igrzyskach olimpijskich. Było to w Albertville w 1992 roku i zajęli tam jedenaste miejsce, po zwycięstwie nad Włochami 4:1. Wcześniej zanotowali sześć porażek: ze Szwecją 2:7, Finlandią 1:9, Włochami 1:7, USA 0:3, Niemcami 0:4 i Szwajcarią 2:7.  Nasi hokeiści ostatni raz w elicie występowali 19 lat temu, podczas gdy dzisiejszy ich rywal od tamtej pory aż 16 razy grał wśród najlepszych. W światowym rankingu Białoruś sklasyfikowana jest na 14 miejscu, a Polacy na 22 pozycji. Już ta wyliczanka  pokazuje, że to Białoruś  była faworytem konfrontacji. Mimo, iż w tegorocznych mistrzostwach świata zaprezentowała się fatalnie. Zajęła przedostatnie miejsce i zwolniono selekcjonera Michaiła Zacharowa (były zawodnik „Szarotek”) i  walce o igrzyska poprowadzi zespół Kanadyjczyk Craig Woodcroft, aktualnie trener najmocniejszego klubu w kraju, występującego w KHL – Dynama Mińsk. W kadrze zalazło się kilku naturalizowanych zawodników: m.in. bramkarz Danny Taylor, obrońca Nick Bailen oraz napastnicy Shane Prince i Geooff Platt.
 
- W kadrze naszych rywali praktycznie nie ma przedstawicieli ligi białoruskiej. Drużyna jest oparta na zawodnikach z KHL i NHL. Mam wielu kolegów na Białorusi i wiem, że będą oglądać spotkanie i zwracać również uwagę na mnie – mówi kapitan biało-czerwonych, Krystian Dziubiński, który w minionym sezonie grał  w lidze białoruskiej w zespole Niomana Grodno.
 
Co będzie głównie decydowało o wyniku?  - Ważne będą detale, aby nikt z nas nie spóźnił się z reakcją, w odpowiednim czasie przeciął podanie... kary też będą miały znaczenie – dodaje Dziubiński.
 
- Uważnie oglądaliśmy dwa ostatnie sparingi Białorusinów z kazachską drużyną Barys Nur-Sułtan, która występuje w KHL (sparingi zakończyły się wynikami 2:1 i 4:4). Nasi rywale są bardzo mocni i mieli sporo czasu na przygotowania, ale wiadomo, że turniej zweryfikuje ich formę. Atutem Białorusinów jest dobra organizacja gry, szybko przechodzą z obrony do ataku, są też bardzo groźni w przewagach – zaznacza trener Robert Kalaber.
 
Ten mecz i cały turniej pokaże, w jakim miejscu znajduje się reprezentacja, będzie miarą postępu. Biało –czerwoni we wrześniu 2016 w Mińsku, w imprezie tej samej rangi, przegrali z Białorusią 3:5. Białoruski portal pressball zapowiadał ten mecz jako rozgrzewkę ich drużyny.  „Sąsiedzi z zachodu na rozgrzewkę” – napisał. Nie była to dla nich rozgrzewka. Co prawda przeważali, oddali więcej strzałów, ale nie potrafili znaleźć sposobu na pokonanie świetnie usposobionego Murraya. „Murarz” ratował nasz zespół z ogromnych opresji. Obronił 46 strzałów. Bronił tak jak wtedy, gdy zatrzymał Kazachstan i dzięki temu możemy grać w Bratysławie. A dzisiaj zatrzymał Białorusinów i pozostajemy w grze o igrzyska. Brawo Polacy! Brawo Murray, który został wybrany najlepszym zawodnikiem meczu!

12:5 w strzałach dla Białorusi w pierwszych 20 minutach, ale goli nie zobaczyliśmy.  Ten stosunek  świadczy o sporej przewadze rywala.  Polacy przyjęli taktykę defensywna i były momenty, że nie potrafiliśmy wyjść z własnej tercji. Na szczęście nasi reprezentanci dobrze sobie radzili w defensywie, a jeśli już któryś z obrońców się pomylił, to na posterunku był Murray. Wybroniliśmy też liczebne osłabienie. Myśmy też kilka razy zagościli w tercji przeciwnika, ale  brakowało odwagi, by oddać strzał. Mimo dobrej pozycji szukano jeszcze podania i w końcu oddawano strzał ze znacznie gorszej pozycji. Albo decydowali się późno na oddanie strzału, jak choćby Pasiut w 18 minucie i Taylor miał czas na ustawienie się.
 
Bramka nie padła nawet w drugiej tercji, a więc czekał nas ekscytujący trzeci akt. Co zaskakujące, Polacy potrafili toczyć w miarę wyrównaną walkę. Nasza reprezentacja grała lepiej niż w pierwszej odsłony. Mieliśmy też swoje sytuacje, by posłać krążek do bramki Taylora. Zabrakło zimnej krwi. Dwie szans miał Pasiut, po jednej Dziubiński i Łyszczaczyk, który sprytnie zza bramki chciał zaskoczyć golkipera rywala. Szkoda też dwóch niewykorzystanych przewag. W końcówce Białorusini przycisnęli Polaków, ale nie zdołali zdobyć bramki.
 
W trzeciej tercji Białorusini atakowali, oddawali masę strzałów na polską bramkę, ale Murray był jak skala, bronił jak w transie uderzenia z bliska i daleka. Zasłużenie po końcowej syrenie utonął w objęciach kolegów. Bo ci wyprowadzili zabójczą kontrę, po której zdobyliśmy gola na wagę zwycięstwa. Ten wynik jest prawdziwą sensacją. A białoruski portal pressball podsumował: „Policzek sąsiadów z zachodu. Mecz zakończył się oszałamiającą porażką reprezentacji Białorusi. Od drużyny grającej w trzeciej najsilniejszej lidze hokeja na świecie!”
 
Białoruś – Polska 0:1 (0:0, 0:0, 0:1)
0:1 Komorski – Łyszczarczyk (54:59)
Białoruś: Taylor – Bailen, Koliaczanok, Protas, Szarangowicz, Prince – Lisawec, Jaromienka, Dziamkow, Plat, Pare – Hatawiec, Karabow, Kadoła, Stas, Bujnicki – Sałowjow, Sapieha, Komarow, Paulawicz, Usow.
Polska: Murray – Kolusz, Ciura, Paś, Dziubiński, Chmielewski – Wajda, Kostek, Wronka, Pasiut, Zygmunt – Bryk, Górny, Urbanowicz, Komorski, Łyszczarczyk – Wanacki, Jaśkiewicz, Michalski, Starzyński, Przygodzki.
 
Stefan Leśniowski
Foto Facebook PZHL

Komentarze







reklama