02.02.2010 | Czytano: 1328

Brazylijski napój

- Zrobię ci mocną kawę – mówił przed meczem zaprzyjaźniony dziennikarz – abyś nie zasnął. Odmówiłem i bardzo tego żałowałem. Rzeczywiście, jakby przewidział, brazylijski napój był bardzo potrzebny przy oglądaniu meczu, szczególnie pierwszej tercji. Grały dwie czołowe drużyny, a wyglądało, jakby na lodowisku ślizgali się amatorzy.

Ślamazarne tempo akcji, niecelne podania, nieporozumienia – początkowo denerwowały kibiców, a potem znudziły ich do reszty. Janowianie obrali słuszną taktykę. Nie zapędzali się pod bramkę „Szarotek”, nie atakowali na hura, ale spokojnie wyczekiwali co zrobi rywal. A temu nie chciało się forsować wysokiego tempa. Dlatego też klarownych sytuacji gospodarze nie potrafili wypracować. Jeśli już na takową się zanosiło, to wtedy podanie było albo za długie, albo na wysokości kolan, albo tak mocne, że krążek odskakiwał od kija. – Podają na zapalenie płuc – podsumował jeden z widzów.
Toteż tylko jęk zawodu przeszywał stadion. Celnych strzałów też było jak na lekarstwo. „Szarotki” nie potrafiły poważniej zagrozić bramce strzeżonej przez Jakubowskiego nawet podczas gry w przewadze, w tym 32- sekundowej w pięciu na trzech. Janowianie bardzo spokojnie neutralizowali poczynania górali w tercji środkowej i czyhali na ich błąd. Taki, w 8 minucie, przytrafił się Suurowi, przy wyprowadzaniu krążka z własnej tercji. Przejął go na niebieskiej Słodczyk i w sytuacji sam na sam backhandem pokonał Zborowskiego.
- Zła była w naszym wykonaniu pierwsza tercja – przyznaje Milan Jančuška.- Przegraliśmy wiele pojedynków jeden na jeden, graliśmy wolno i do tego nie ustrzegliśmy się błędu brzemiennego w skutkach.
Nie pierwszy raz pierwsza tercja jest kiepska w wykonaniu jego podopiecznych. – Nie wiem co się dzieje. Podchodzą do meczu jakby byli śpiący – wzruszał ramionami szkoleniowiec Podhala. A może hokeistom przed meczem potrzebny jest mocny brazylijski napój? Na pobudzenie. Za czasów Ewalda Grabowskiego wypicie kubka czarnej było obowiązkowe.
Dla obu zespołów była to ważna konfrontacja, W przypadku zwycięstwa janowian, żadna z drużyn nie zdobyłaby bonusa, uprawniającego do wygrania jednego spotkania mniej w pierwszej fazie play off. A niewykluczone, że oba zespoły się w niej spotkają. Ślepy los bowiem wskaże czy janowianie, czy też jastrzębianie staną „Szarotkom” na drodze do półfinału.
Od kilku dni trener Podhala zapowiadał, że spotkania z Naprzodem i Tychami trzeba wygrać, by zdobyć bonusy. – To są najważniejsze mecze w tej rundzie – twierdził. – Nie możemy ich „spaprać”. Dlatego w tych potyczkach grać będę na trzy formacje, a w pozostałych na cztery, oszczędzając siły.


Po 40 minutach gry gospodarze byli w weselszych nastrojach, mimo iż wcale rewelacyjnie nie grali. Liczą się jednak gole. Do bramki Jakubowskiego wpadły aż cztery krążki. Podhalanie wykorzystali dwie liczebne przewagi i szkolne błędy janowian. Wyrównał Dutka z ostrego kąta, wykorzystując złe ustawienie golkipera w bramce. Druga bramka to zasługa Kolusza, który zasłonił bramkarza i Zapała ulokował „gumę” w krótkim rogu. Sędzia podał, że Kolusz był autorem bramki. – „Kazek” ( czyli Zapała – przyp. SL) trafił w krótki róg – prostuje Marcin Kolusz. – Gra różnie wyglądała, ale najważniejszy cel został osiągnięty. Wywalczyliśmy bonusa. Teraz kolej na Tychy. Musimy się sprężyć w niedzielę.



Kombinacyjnych akcji było jak na lekarstwo. Toteż dwójkowa akcja Baranyka z Koluszem wzbudziła aplauz na widowni. Szybko wymienili między sobą „gumę” i ostatni zmusił sędziego bramkowego do zapalenia czerwonego światełka.
Chwilę później Działo stracił krążek na niebieskiej linii tercji ataku, przejął go Bakrlik i znalazł się oko w oko z Jakubowskim. – Byłem faulowany – mówi František Bakrlik, który był bardzo aktywny. Zasłużenie wybrany został zawodnikiem meczu. – Uderzył mnie w nogi. Wywróciłem się, ale krążek szczęśliwie z bramkarzem wjechał do bramki. Takie gole też się zdarzają.
Jakubowski protestował, lecz arbiter byli niewzruszony, wskazując na rozpoczęcie gry ze środka lodowiska. – Nie komentuję, bo zbyt daleko byłem od akcji – odpowiadał trener janowian, Krzysztof Kulawik.
W 50 minucie Bakrlik dostrzegł pozostawionego bez opieki Voznika przy drugim słupku, dograł mu „gumę”, a ten dostawił łopatkę kija i ta znalazła się w siatce. 2 minuty później Baranyk nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Odnosiło się wrażenie, że nie chciał zdobyć gola. Jechał bardzo wolno, jakby od niechcenia, pozwalając się dogonić przeciwnikowi. „Barana” znamy z tego, że jak włączy swój bieg, to na metrze odjeżdża przeciwnikowi w siną dal.



22 sekundy przed końcową syreną doszło do przepychanki. Zawodnik Naprzodu był bardzo agresywny, a nowotarżan wybitnie nie chciał z nim walczyć. Sędziowie więc janowianina ukarali podwójną karą mniejszą i dychą za niesportowe zachowanie. Góral dostał 2 minuty. – Kary są dla mnie niezrozumiałe. Gdyby zawodnik Podhala nie prowokował, nie doszłoby do przepychanki - przekonywał Krzysztof Kulawik. - Zgubiły nas kary – dodawał – Źle graliśmy przewagi. Zabrakło nam skuteczności i sił. Któryś mecz z rzędu gramy na niepełne trzy piątki i to było widać.

Podhale Nowy Targ – Naprzód Janów 5:1 (0:1, 4:0, 1:0)
0:1 – Słodczyk (7:35),
1:1 – Dutka – Suur – Bakrlik (23:27 w przewadze),
2:1 – Zapała – Kolusz (30:20 w przewadze),
3:1 – Kolusz – Baranyk (32:20),
4:1 – Bakrlik (35:22 sygnalizowana kara),
5:1 – Voznik – Bakrlik (49:31).

Sędziowali: Porzycki – Pilarski, Bucki (Oświęcim).
Widzów 500.

Podhale: Zborowski; Ivičič – Sroka (2), Suur – Dutka, D. Galant – Łabuz; Baranyk (2) – Zapała (2) - Kolusz, Bryniczka – Voznik – Bakrlik, Malasiński (2) – Dziubiński (4) – Gruszka, Ziętara (2). Trener Milan Jančuška.
Naprzód: Jakubowski; Kurz – Zatko, Pawlak (6) – Kulik (18), Działo (8) – Bernacki; Kačiř - Słodczyk – Pohl (2), Jóźwik (2) – Jastrzębski – Kubenko, Gryc – Salamon – Sowiński, Lukaštik. Trener Krzysztof Kulawik.
Kary: Podhale – 14 min., Naprzód – 36 min.
Złoty kij: Podhale - Bakrlik , Naprzód - Kubenko, Sport - Bakrlik .

Tekst: Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama