23.04.2015 | Czytano: 1249

Zadanie wykonane, jest utrzymanie!

- Jesteśmy po to, aby przełamywać wszelkie niekorzystne dla nas statystyki - powiedział Adam Bagiński, po zwycięskim meczu z Ukraina w mistrzostwach świata Dywizji IA w hokeju na lodzie.

Z Ukrainą jeszcze nigdy nie wygraliśmy na wielkiej imprezie, mistrzostwach świata czy kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich. Wreszcie zła passa została przerwana A dokonało się to w dramatycznych okolicznościach.

Kibice w Kraków Arena przeżyli prawdziwy dreszczowiec, na który nie zanosiło się po 32 sekundach trzeciej tercji. Biało –czerwoni w 34 minucie najpierw wyprowadzili zabójczą kontrę, gdy grali w osłabieniu, a we wspominanej sekundzie wykorzystali grę w podwójnej przewadze. Prowadziliśmy 2:0, ale… Ukraińcy szybko wrócili do gry. Bohater z meczu z Japonią - Przemysław Odrobny - tym razem zawalił dwa gole. Oba wpadały mu między parkanami, a na 2:2 z bulika.

To były dwa ciosy, które spętały nogi i ręce Polaków. Niepewnie bronił „Wiedźmin”, jakby puszczone dwa gole mocno osłabiły mu psychikę. Ale od czego atak wychowanków Podhala. Gdy jeden z rywali przebywał na ławie kar, zamknęli przeciwnika w jego tercji, strzelali, czarowali, aż wreszcie wyczarowali bramkę. Zapała mocno nagrał na kij Malasińskiego, ten jednak posłał go obok bramki. Za moment pod bramkę podjechał obrońca Rompkowski i przy asyście „Kazka” Zapały skierował go do siatki! Kraków Arena oszalała z radości!

To jeszcze nie był koniec emocji i horroru. – Czy jak grają Polacy, to zawsze musi być dramat. Zawsze musimy się denerwować – mówił siedzący obok mnie kibic.

Ukraińcy mocno nacierali na naszą bramkę. Gdy zegar wskazywał 23 sekundy do końca Wanacki zbyt nerwowo zagrał. Miał czas, by lekko wyrzucić krążek z tercji, a tymczasem posłał go na uwolnienie. Trener Ukrainy wziął czas i wycofał bramkarza. Zakotłowało się pod bramką Odrobnego. Kruczek i Błagij starli się i otrzymali kary. Było 11 sekund do końca i grano w pięciu na czterech. Zapała dwa razy stawał do bulika, pierwszego przegrał, ale strzał rywala padł łupem „Wiedźmina”. Pozostały 2 sekundy, gdy „Kazek” ponownie stanął do bulika. - Wygraj to, błagam cię – krzyczał kibic obok. Wygrał i wygrali biało – czerwoni.

Turniej zaczyna się układać pod Polaków. Zgodnie z planem Kazachowie pokonali Japończyków (7:2), a następnie Węgrzy Włochów (4:1). Oba wyniki były nam na rękę pod jednym warunkiem - wygranej z Ukrainą, który został spełniony o godz. 22:03. I jeśli teraz Kazachowie nie zwolnią tempa i dalej będą ogrywali wszystkich jak leci (w tym także w czwartek Polaków), to nasi reprezentanci w sobotę zagrają z Węgrami o awans do elity! W czwartek z pomocą do Krakowa ma przylecieć Igor Zacharkin, trener - konsultant reprezentacji Polski, który z Bykowem wygrali Puchar Gagarina z SKS St. Petersburg.

- O żadnym awansie na razie nie myślę - mówi Jacek Płachta, selekcjoner reprezentacji Polski. - Wiedzieliśmy, że będzie bardzo ciężko. Wygraliśmy zaangażowanie i wolą walki. W odpowiednich momentach zdobyliśmy bramki, a kluczem okazała się gra w przewagach. Nigdy nikogo nie wyróżniam. Rompkowskiego były ważne gole, ale cały zespół jest gwiazdą wieczoru.

Polska - Ukraina 3:2 (0:0, 1:0, 2:2)
1:0 Bagiński - Pasiut (33:13 w osłabieniu)
2:0 Rompkowski - Bryk - Kolusz (40:32 w podwójnej przewadze)
2:1 Hawryk (41:46)
2:2 Lalka (44:52)
3:2 Rompkowski - Zapała - Kolusz (53:44, w przewadze)
Polska: Odrobny; Rompkowski, Bryk - Kolusz, Zapała, Malasiński; Dutka, Pociecha - Pasiut, Kowalówka, Chmielewski; Kotlorz, Wajda - Galant, Dziubiński, Laszkiewicz; Wanacki, Kruczek - Urbanowicz, Kalinowski, Bagiński.
Ukraina: Zacharczenko; Riabenko, Nawarenko - Błahy, Hnidenko, Michnow; Pobiedonoscew, Aleksjuk - Donika, Warłamow, Nimenko; Kuhut, Ładyhin - Bondariew, Lalka, Zacharow; Hawryk, Skrypeć - Kuźmik, Petranhowsky, Zabłudowsky.

Stefan Leśniowski, Tauron Kraków Arena
Zdjęcie Michał Adamowski

Komentarze







reklama