Jego drużyna rzeczywiście grała jakby oglądało się stary film, na zdartej kliszy. Rwane i wolne akcje, masę błędów i co odskoczyły na bramkę lub dwie, były doganiane przez rywalki. Te na początku trzeciej odsłony uzyskały dwubramkowe prowadzenie (7:5) i miały karnego. Na szczęście Tomczyk, dobrze spisująca się w bramce gospodyń, wyszła obroną ręką z pojedynku z Krzywak.
Ta sytuacja zmobilizowała góralki, które wreszcie zaczęły grać na pewnych obrotach, nie było luzackiego podejścia. Zamykały rywalki w ich strefie obronnej i niepokoiły bramkarkę z Trzebiatowa. Wreszcie opór przyjezdnych się załamał i podopieczne Jacka Michalskiego odwróciły losy spotkania. Doprowadziły do wyrównania, a 2 minuty przed końcem tercji Florczak urządziła sobie slalom między rywalkami. W finalnej fazie niczym żabę rozłożyła na boisku bramkarkę i posłała ażurowy przedmiot do bramki. Wydawało się, że jest po sprawie. Tymczasem faul w środkowej strefie boiska kosztował miejscowe wykluczenie. Trzebiatowianki zagrały va banque i nadziały się na kontrę. Siuta ustaliła wynik spotkania.
- Błędy w rozegraniu sprawiły, że rywalki przez dłuższy okres czasu dotrzymywały nam kroku, chociaż już w pierwszej tercji mogliśmy rozstrzygnąć losy spotkania. Nie wykorzystaliśmy mnóstwo świetnych sytuacji – mówi Jacek Michalski. - Pozwoliliśmy się odbudować rywalkom. Dziewczyny muszą zrozumieć, że muszą grać „swoje”, muszą współpracować ze sobą. Tego brakuje i zaczynają się różne gierki, głównie dwójkowe. Starają się grać co innego niż jest ustalone. To powoduje chaos na boisku.
MMKS Podhale Nowy Targ – Jedynka Trzebiatów 9:7 (2:2, 3:3, 4:2)
Bramki dla MMKS: Fuła, E. Byrniarska, Florek, Timek, Podlipni, Mamak, Florczak, Siuta.
Podhale: Tomczyk (30-40 Młynarczyk) – S. Lech, Z. Lech, Fuła, Mamak, Krzystyniak - Florek, Dębska, Siuta, Florczak, Timek –Podlipni, E. Bryniarska, Sopiarz. Trener Jacek Michalski.
Stefan Leśniowski
Foto Andrzej Pabian
O sobotnim meczu czytaj www.sportowepodhale.pl/index.php










