Nic nie wskazywało, że potykają się tuzy unihokejowej ekstraklasy. Mało było płynności w grze, akcje były rwane, sporo przestojów w grze. Zespoły podzieliły się punktami. Pierwsze spotkanie zakończyło się wygraną Górali, w rewanżu lepsza była Zielonka.
– Po raz pierwszy w historii przegraliśmy u siebie mecz z zespołem spoza Nowego Targu – mówi grający trener, Piotr Kostela. – Wygrana trzema bramkami i porażka dwoma, może zaważyć na naszej pozycji w końcówce sezonu. Mamy szansę na zajęcie pierwszego miejsca.
W sobotę zdecydowanie lepiej prezentowali się mistrzowie Polski. Ich akcje były przede wszystkim kończone strzałami. Dodajmy, że większość pocisków leciało w światło bramki. Toteż Pawlik, strzegący świątyni gospodarzy, miał pełne ręce roboty. Trzeba przyznać, że wykonywał ją perfekcyjnie. To jemu nowotarżanie zawdzięczają, że do 35 minuty utrzymywał się bezbramkowy rezultat. Do tego momentu gospodarze mieli tylko dwie wyśmienite sytuacje. Stypuła spartaczył najlepszą, nie trafiając do pustej bramki. Z kolei Korczaka zatrzymał bramkarz.
Jak już się rzekło pierwszy gol padł w 35 minucie i zdobyli go mistrzowie. Odpowiedź górali była szybka i w dodatku przyszła w najmniej spodziewanym momencie. Górale grali w osłabieniu, bronili się. Leja wyłuskał piłeczkę obrońcy i pognał z nią samotnie na bramkę. Rozłożył bramkarza na boisku i mimo ostrego kąta zdołał zmieścić piłekę w bramce. 14 sekund później goście jednak wykorzystali przewagę. Antkowiak zagrał na drugą stronę do Kryńskiego, a strzału z pierwszego nie udało się Pawlikowi zatrzymać. Gospodarze za sprawą Kosteli zdołali zniwelować jednobrakową przewagę.

Ostatnia odsłona rozpoczęła się od ataków gości, którzy bez przerwy niepokoili Pawlika, który zwijał się jak w ukropie. Aż wreszcie nowotarżanie wyprowadzili kontrę, po której Brzana ulokował piłeczkę w odkrytej bramce. Górale poszli za ciosem. Dla Zielonki był to zabójczy kwadrans, bo stracili jeszcze trzy gole i zdołali odpowiedzieć tylko jednym.
- Nie był to porywający mecz w naszym wykonaniu – przyznaje grający trener Górali, Piotr Kostela. – Początek mieliśmy całkiem niezły. Widać było u nas determinację. W miarę upływu czasu okazało się, że Zielonka jest zespołem bardziej zgranym. Nie ma się czemu dziwić, bo ogrywała się w Pucharze Europy, posiada dwie mocne formacje. My nie możemy sobie pozwolić, by dysponować trzema piątkami przez cały sezon. W trzeciej tercji poczyniliśmy rotacje w składzie i zatrybiło. Kiedy wydawało się, że Zielonka jest blisko zdobycia gola, bo mocno nas przycisnęła, wyprowadziliśmy zabójczą kontrę, a potem kolejne. Zwycięstwo jest Pawlika, który rewelacyjnie spisywał się między słupkami.
Nazajutrz już nie było tak wesoło. Górale fatalnie rozpoczęli spotkanie. Grali dramatycznie, jakby jeszcze byli w szatni, albo w łózkach, bo mecz rozpoczął się o wczesnej porze. Mistrz w mig wykorzystał słabą dyspozycję gospodarzy. Szybko ustawił sobie spotkanie.

- To była najgorsza odsłona w naszych dziejach – powiedział Bartosz Gotkiewicz, który z powodu kontuzji nie wystąpił w meczu. – Nie wiem czego zabrakło na początku meczu, czy koncentracji, czy też jeszcze spaliśmy, bo mecz rozegrano bardzo wcześnie. Straciliśmy dwa gole w przewadze, co podcięło nam skrzydła. Do tego, gdy w kolejnych tercjach graliśmy lepiej i zbliżaliśmy się do rywala, łapaliśmy głupie kary, które rywal wykorzystywał.
- Brak Bratka miał wpływ na naszą postawę– twierdzi Piotr Kostela. – Była koncepcja innych ustawień i została zburzona. Niemniej nie tłumaczy to naszej nonszalancji w pierwszych minutach meczu. Kolejne odsłony były lepsze w naszym wykonaniu, goniliśmy przeciwnika, ale bezsensowne kary nie pozwoliły nam go dojść. Kiedyś musiał taki mecz nadejść, skoro wspólnie się nie trenuje. Dobitnie to pokazała pierwsza tercja.
Górale Nowy Targ – MUKS Zielonka 6:3 (0:0, 2:2, 4:1) i 5:7 (1:5, 1:1, 3:1)
Bramki dla Górali: Leja, Kostela 2, Brzana, Tomasik, Fryźlewicz (I mecz); Pelczarski 2, Korczak, Leja, Siaśkiewicz (II mecz).
Górale: Pawlik – Gotkiewicz, Subik, Leja, Kostela, Widurski – Pelczarski, Turwoń, Sulka, Brzana, Fryźlewicz – A. Tylka, Tomasik, Stypuła, Siaśkiewicz, Korczak. W rewanżu nie zagrał kontuzjowany Gotkiewicz.
Tekst Stefan Leśniowski
Foto Andrzej Pabian










