Zwycięstwo aczkolwiek zasłużone nie przyszło gospodarzom zbyt łatwo. Co więcej już w 1 minucie nasza drużyna mogła stracić bramkę. Zagraną z rzutu wolnego piłkę bramkarz Szaflar zlekceważył tymczasem futbolówka za jego plecami odbiła się od poprzeczki doszedł do niej Stanisz, ale uderzył piłkę głową nazbyt lekko aby zdobyć gola. W dalszej części meczu piłkarze LKS Szaflary starali się budować akcje od tyłu i w tej strefie dobrze im to wychodziło, tyle że w środkowej strefie gospodarze z reguły tracili piłę i kolejne akcje trzeba było budować od nowa. Wystarczyło jednak jedno dokładne dłuższe zagranie aby szaflarzanie mogli cieszyć się z prowadzenia. Florian Kamiński ze środka boiska zagrał na lewą stronę do wychodzącego na czystą pozycję Kłosowskiego, który po przyjęciu piłki natychmiast uderzył na bramkę. Strzał był mocny i precyzyjny bo piłka wylądowała w dalszym dolnym rogu bramki Sokoła. W 30 minucie goście zorganizowali szybką i jak się okazało groźną kontrę. Gros na pełnym biegu dograł piłkę z lewego skrzydła przed bramkę, ale interwencja Stramy spowodowała, że czyhający już na podanie od swego partnera Szczepan Goliński musiał obejść się smakiem.. W 32 minucie z kolei w świetnej sytuacji po kontrującej akcji gospodarzy znalazł się Joniak. Mógł a nawet powinien strzelać z pola karnego z około 10 metrów, ale postanowił wypracować sobie jeszcze lepszą sytuację i nawet ograł jednego obrońcę ale akcja straciła tempo i z okazji wyszły nici. Pod koniec pierwszej odsłony spotkania dobrą akację ponownie zorganizowali gospodarze. Wymiana podań pomiędzy Piotrem Kamińskim a Kłosowskim zakończyła się dograniem jej w pole karne do Babonia, ale grający w napadzie były defensor Szaflar znajdując się tuż przed bramką piłki nie sięgnął. Ładnym strzałem z około 40 metrów na zakończenie pierwszej połowy popisał się Maciaś, ale bramkarz Sokoła ten strzał sparował na róg. Gdy wydawało się, że gospodarze mają mecz pod kontrolą od początku drugiej połowy zdecydowanie zaatakowali gości. Strzał Liszki poszedł w środek bramki, z kolei główka atakowanego Grosa też była niecelna. Gdy w 55 minucie po kolejnym ataku słopniczan piłka trafiła do nieobstawionego Grosa a ten strzelał praktycznie na pustą w tym momencie bramkę, to desperacka interwencja B. Marka uchroniła gospodarzy od utraty gola. Nie na długo, bo w 61 minucie Cisoń nie zdołał wyłuskać piłki spod nóg Postrożnego, który zagrał na dalszy słupek a tam Gros swobodnie uderzając futbolówkę głową wpakował ją do siatki. Chwilę po tym golu gospodarze stanęli przed szansą na ponowne objęcie prowadzenie. Po zagraniu F. Kamińskiego w sytuacji sam na sam znalazł się Baboń i postanowił lobem pokonać bramkarza Sokoła. Była to nietrafna decyzja bo bramkarz trącił piłkę ręką i szansa została zmarnowana. Ale właśnie od tego momentu gospodarze zaczęli grać bardziej agresywnie dążąc do strzelenia gola W 69 minucie przed polem karnym Kłosowski wymienił podanie z F. Kamińskim, ten po ograniu obrońcy uderzył na bramkę. Strzał był mocny i Trzupek odbił piłkę przed siebie, nadbiegający Kłosowski z dużym spokojem wpakował ją do bramki. Po kolejnej wymianie podań pomiędzy Kłosowskim a F. Kamińskim ten drugi miał szansę na podwyższenie wyniku, ale niezbyt czysto uderzył piłkę z 10 metrów i futbolówka przeszła obok słupka. Jeszcze jedną okazję mieli gospodarze gdy w sytuacji sam na sam znowu znalazł się Baboń. Napastnik Szaflar postanowił dograć futbolówkę lepiej ustawionemu Kłosowskiemu, ale uczynił to mało precyzyjnie bo piłkę przejęli rywale. W sumie zasłużone, ale wywalczone po twardej walce zwycięstwo Szaflar. Trener LKS Szaflary Stanisław Budzyk: Był to typowy mecz walki w którym po przerwie w zupełnie niezrozumiały dla nas sposób oddaliśmy pole naszym rywalom. Niestety takie momenty zdarzają się nam już nie pierwszy raz. Staramy się je wyeliminować, ale jak na razie wychodzi nam to średnio. Na szczęście po stracie gola zespół zareagował właściwie i zdobyliśmy zwycięską bramkę. Wydaje mi się, że wygrana należała się nam absolutnie zasłużenie.
LKS Szaflary – Sokół Słopnice 2:1 (1:0)
Bramki: Kłosowski 17, 69 – Gros 61. Sędziował: Paweł Folwarski z Rokicin Podhalańskich.
Żółte kartki: P. Kamiński, Kłosowski – Postrożny, Liszka, Gros.
Widzów 100.
Szaflary: Cisoń – Hajnos (46 B. Marek), Rusnak (81 Babicz), Strama, Maciaś, Joniak (55 Gogolak), Jarząbek (72 Szczerba), F. Kamiński, P. Kamiński, Baboń, Kłosowski.
Sokół: Trzupek - Młynarczyk, Sylwester Goliński, Kazimierek, Poręba, Więcek, Postrożny, Gros, Bednarczyk, Stanisz (46 Liszka, 75 Pierchała), Szczepan Goliński.
Dunajec Nowy Sącz – Huragan Waksmund 1:0 (1:0)
Huragan: M. Cyrwus – B. Drożdż, M. Handzel, K. Potoczak, T. Cyrwus – B. Mroszczak, A. Mozdyniewicz (80 T. Mroszczak), Gogola (55 P. Zagata), M. Potoczak (60 J. Mroszczak) – W. Zagata, S. Drożdż.
Wydawało się, że po efektownym 4:0 z Ogniwem Piwniczna piłkarze Huraganu pójdą za ciosem i przywiozą punkty z wyjazdowego meczu w Nowym Sączu. Przegrali 0:1 tracąc bramkę już w 6 minucie meczu. Piłkę na lewej flance w strefie środkowej stracił Bartłomiej Mroszczak, goście po przechwycie podeszli do pola karnego i tam nastąpiło dośrodkowanie. Waksmundzianie nawet piłkę sprzed swojej bramki wybili, ale na tym poprzestali. Futbolówkę przechwycił gracz Dunajca/Startu i zupełnie nieatakowany uderzył z około 16 metrów. Półgórny strzał tuż przy słupku trafił do siatki. W pierwszej połowie gospodarze oddali na bramkę Huraganu jeszcze tylko jeden zresztą niegroźny strzał. Piłkarze Huraganu grali w tej części meczu wręcz nieporadnie. Było dużo chaosu i mnóstwo niecelnych albo niedokładnych podań. Na drugą połowę gospodarze wyszli skoncentrowani, ale nie kwapili się do bardzo zdecydowanych ataków. Piłkarzy Huraganu grali tak jak do przerwy czyli bez mocnego zaangażowania i bez pomysłu na sforsowanie obrony przeciwnika. Co więcej w 65 minucie popełnili kolejny koszmarny błąd w obronie i w sytuacji sam na sam znalazł się Wańczyk, ale przestrzelił. Dopiero ta sytuacja pobudziła waksmundzian do bardziej zdecydowanej gry ofensywnej. Niestety Przemysław Zagata też nie wykorzystał sytuacji sam na sam. W ostatnich 10 minutach waksmundzianie przynajmniej trzykrotnie stanęli przed szansą na strzelenie wyrównującej bramki. Najpierw Szymon Drożdż z 5 metrów właściwie podał piłkę bramkarzowi do rąk. W 84 minucie kąśliwe uderzenie B. Mroszczaka wybronił bramkarz. Najdogodniejszą sytuację miał w 88 minucie P. Zagata, ale w zamieszaniu podbramkowym przestrzelił z 8 metrów.
Trener Huraganu Bartłomiej Walczak: Zabrakło w tym meczu tych elementów, które w innych spotkaniach decydowały o zdobywaniu przez nas punktów. Kolokwialnie mówiąc przeszliśmy obok gry. Dopiero w ostatnim kwadransie zagraliśmy z zaangażowaniem, ofensywnie. Tego meczu nie musieliśmy przegrywać. Stało się i biję się z myślami czy tej drużynie nie potrzebny jest jakiś bodziec nowy impuls.
Tekst Ryb
Zdjęcia Krzystof Garbacz










