
Było wspaniale. Odwiedziliśmy między innymi takie miasta jak Wadowice, Katowice, Opole i Wrocław. Przemierzyliśmy na rowerze 4 województwa. Jednak, żeby było to możliwe, wcześniej musieliśmy się sporo napracować. Poza przygotowaniem formy fizycznej czekała nas masa papierkowej roboty, by uzyskać zgodę na organizację obozu rowerowego, akcje zarobkowe w ciągu roku, dzięki którym wyjazd został prawie w całości pokryty z kasy drużyny, przygotowanie sprzętu do napraw wszelakich usterek i załatwienie noclegów, wyżywienia…

Nie zraziliśmy się jednak i dzięki temu zwiedziliśmy kawał Polski południowej. Pokonaliśmy prawie 350 kilometrów w 4 dni na rowerze. Pierwszego dnia z Nowego Targu do Wadowic, rodzinnego miasta św. Jana Pawła II, gdzie zwiedziliśmy rynek i jego okolice oraz oczywiście udaliśmy się na kremówki. Przy okazji powstało nowe powiedzenie, wynikające z naszej słabości do jedzenia: „A po kremówkach chodziliśmy na kremówki”.

Z rana, po porannej Mszy św. ruszyliśmy dalej, do Katowic. Niemało zabawy mieliśmy z wjazdem do samego miasta ruchliwymi drogami, ale ostatecznie się udało. Z miejsca, gdzie się zatrzymaliśmy, część z nas udała się na mecz polskiej Ekstraklasy do Chorzowa: Ruchu z poznańskim Lechem, który mogliśmy obejrzeć za darmo (akcja marketingowa klubu), a na który zaprosił nas i zapewnił transport kolega jednego z nas. To były niezapomniane wrażenia, tym bardziej, że pierwszy raz byliśmy na takim widowisku. Wieczór czekał nas jeszcze spacer ulicami miasta, parę zdjęć pod Pomnikiem Powstańców Śląskich, katowickim Spodkiem i Wieży spadochronowej, przy których poznaliśmy lub przypomnieliśmy sobie nieco historii.

O poranku budziliśmy się wiedząc, że czeka nas najtrudniejszy odcinek trasy: ponad 100 kilometrów do Opola. Na początku drogi mogliśmy zobaczyć jeszcze od zewnątrz Stadion Śląski w Chorzowie – jest ciągle w przebudowie. Po kilkunastogodzinnej jeździe (razem z przerwami na obiad i innymi), podczas której jednemu z nas w połowie drogi „strzeliło” koło, a konkretnie pękła i wykrzywiła się rawka, dziurawiąc dętkę. Byliśmy gotowi na wymianę dętki i inne podobne usterki, jednak zapasowego koła ze sobą nie wieźliśmy. Mieliśmy za to ogromne szczęście, bo w sąsiedniej wsi chłopaki załatwili nową rawkę do roweru, więc po jej zamontowaniu i wymianie dętki, mogliśmy ruszyć dalej. Wieczorem przybyliśmy do Opola, w którym po grillu u opolskich harcerzy, gdzie nocowaliśmy, zostaliśmy przez nich zabrani na rowerową przejażdżkę po nocnym mieście. Zobaczyliśmy Katedrę Opolską, rynek, część starych miejskich murów obronnych, wspaniałe fontanny, Wieżę Piastowską i oczywiście Amfiteatr.


Następnego dnia przywitał nas deszcz i nieprzyjemna pogoda, więc nasz wyjazd do Wrocławia znacznie się opóźnił. Ostatecznie ruszyliśmy przed południem. Do pokonania było 90 kilometrów. Dawaliśmy z siebie wszystko, utrzymując prędkość ponad 20km/h przez całą trasę, ale pogoda i podłoże nie były dla nas zbyt życzliwe. Cztery razy łapaliśmy gumę, co znacznie nas opóźniało. Nie poddawaliśmy się jednak, bo jak mawiał bliski nam Sir Robert Baden-Powell: „Trudności są solą życia”. Te przygody wręcz nas wzmocniły i ze zdwojoną radością, już po godzinie 20.00 wiwatowaliśmy, gdy zobaczyliśmy na drodze zieloną tablicę z napisem „Wrocław”. Trochę czasu pod wspomnianym kawałkiem blachy spędziliśmy, bo radość była naprawdę ogromna. Potem jednak ruszyliśmy dalej, bo przed nami było przecież jeszcze pokonanie centrum do miejsca noclegowego.


Nazajutrz cały dzień zwiedzania przy pomocy miejscowej 11 Wrocławskiej Grunwaldzkiej Drużyny Wędrowniczej „Envintalaya” był znakomitym podsumowaniem naszych 4-dniowych zmagań. Zaczęliśmy od areny Euro 2012 – Stadionu Miejskiego, po czym udaliśmy się na tor gokartowy, mieszczący się na parkingu pod stadionem. Potem jeszcze Panorama Racławicka, wrocławski rynek z Ratuszem, Ogród Japoński przy Hali Stulecia i Ostrów Tumski z przepięknymi kościołami, m. in. największym we Wrocławiu – Katedrą św. Jana Chrzciciela oraz najmniejszym w mieście, mieszczącym się tuż obok. Na zakończenie dnia czekał nas przepiękny muzyczno-świetlny pokaz Wrocławskiej Fontanny przy Hali Stulecia. Następnego dnia do domów wróciliśmy pociągiem.

W głowach po kończącym wakacje wyjeździe zostały nam wspaniałe obrazki wspólnej wyprawy, pięknych miast i świetnej zabawy, ale również wielu trudności, które zdołaliśmy pokonać dzięki dzielności i braterstwu. Teraz śmiało możemy powiedzieć, że nie ma rzeczy niemożliwych. Chcemy też serdecznie podziękować Hufcowi Ziemi Wadowickiej ZHP za wspaniałe ugoszczenie i nocleg w ich siedzibie, Hufcowi ZHP Wrocław również za wspaniałe ugoszczenie i nocleg w ich siedzibie, 8 Drużynie Wędrowniczej "Czogori" z Opola także za wielką gościnność, nocleg oraz oprowadzenie po mieście oraz 11 Wrocławskiej Grunwaldzkiej Drużynie Wędrowniczej „Envintalaya” za całodzienne oprowadzanie po mieście i towarzystwo.

To jednak dopiero początek naszej podróży po Polsce. Za rok, a może wcześniej planujemy przemierzyć kolejne województwa – wschodnią część naszego kraju: Podkarpacie, woj. Świętokrzyskie, Lubelskie oraz Mazowieckie wraz ze stolicą. Do końca tego roku z kolei chcemy pokonać w dwa dni trasę Dookoła Tatr. Otwieramy się też na innych! Zapraszamy do naszej drużyny wszystkich chłopców powyżej 15 roku życia (idących teraz do 3 klasy gimnazjum), chcących przeżyć takie lub inne wyprawy i przygody w harcerskim duchu.

Więcej zdjęć https://plus.google.com/photos/108848210069473607958/albums/6053106819330702897
Kontakt do nas: 2. Podhalańska Drużyna Wędrownicza im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej „Jupijajej”. E-mail: jupijajejzhp@gmail.com, telefon: 730022020.
Czuwaj!










