Chyba każdy sympatyk hokeja w Nowy Targu nie powinien mieć problemów z jego identyfikacją. To Tomasz Malasiński. Kolejną mistrzowską koronę wywalczył z Sanokiem, przechodząc do historii tego klubu. Było to bowiem pierwsze mistrzostwo kraju klubu z Podkarpacia. Swoją góralskość i przywiązanie do Podhala, wspólnie z pozostałymi kolegami z Nowego Targu, zaznaczył góralskim kapeluszem, który włożył na głowę podczas ceremonii dekoracji medalami. To były te same kapelusze, które w 2010 roku dostali nowotarżanie podczas odbioru złotych medali. To był trzeci jego tytuł w karierze, pierwszy walczył z Podhalem za kadencji Wiktora Pysza.
„Malaś” w ubiegłym sezonie znalazł się w ekipie Dream Teamu z Krynicy, który się rozpadł i wylądował w Tychach. W nadchodzącym sezonie zmienił barwy klubowe, opuścił nasz kraju, wyjechał do angielskiego Swindon Wildcats, występującego na drugim szczeblu tamtejszych rozgrywek.
- Chcę spróbować czegoś nowego – mówi Sportowemu Podhalu. – Zmienić otoczenie. Wiadomo co się dzieje z polskiej lidze. Jadę zobaczyć jak się gra w Anglii. Dostałem szansę i nie wypada jej zmarnować. Kiedyś mógłbym mieć do siebie pretensję, że jej nie wykorzystałem. Kontrakt podpisałem do końca sezonu.

„Malaś” należy do nielicznej grupy polskich hokeistów, która zdecydowała się na wyjazd zagraniczny. Na pewno pobyt żony na wyspach pomógł mu w podjęciu decyzji o przenosinach. – Żona ma tam dobrą pracę, więc postanowiłem dołączyć do niej – mówi. – W jak mocnym zespole wystąpię? Nie wiem. Mamy w składzie czterech obcokrajowców licząc w tym mnie. Czecha, który 13 sezonów grał w ekstralidze w drużynie Karlovy Vary. Zakontraktowano Fina, a ostatni dołączył do nas defensor z Kanady. Myślę, że to będzie dobra drużyna. Zobaczymy jak to się przełoży na lód. Warunki są w porządku. Hala starsza, mieszcząca tysiąc widzów, ale jak trener twierdzi na meczach wypełniona jest po brzegi. Kibice stoją nawet za bandami, czyli mecz ogląda 1200 osób. Zainteresowanie hokejem jest więc spore, w mieście liczącym 150 tysięcy mieszkańców. Trener Ryan Aldridge jest miejscowy. Z zespołem spotka się dopiero we wrześniu. Przygotowuję się sam do sezonu – biegam, jeżdżę na rowerze, odwiedzam siłownię. Do Anglii udam się z końcem sierpnia.
Tekst + foto Stefan Leśniowski










