Na tym zjeździe odwołać go nie można było, ale przegłosowali uchwałę ( 48 głosów „za” przy 6 wstrzymujących) o zwołaniu zjazdu wyborczego na 9 sierpnia. Tylko prawnicy mają zastrzeżenia, że może nie mieć mocy prawnej, bo takiej procedury nie przewiduje statut. Delegaci jednak dali do zrozumienia „panującemu”, że jego czas dobiegł końca i jeśli ma honor, to we wskazanym terminie zwoła walne wyborcze.
Deszcz pada?
Dyscyplina upada, a środowisko skłócone. Środowisko, które wcale nie jest potężne. Kilka zaledwie klubów wiążących koniec z końcem, a zjazd przypominał jarmarczne targi. Bulwersujące jest, że zarząd na zjeździe reprezentował tylko prezes Dawid Chwałka, który zastąpił zdymisjonowanego Piotra Hałasika i Marcin Hadowski z Dębicy. Pozostali usprawiedliwili się zajęciami zawodowymi. To są tłumaczenia w stylu uczniowskim „paluszek i główka”, a nie ludzi, którzy uważają się za poważnych. O zjeździe wiadomo było od dość dawna i można było sobie tak wygospodarować czas, by w tym ważnym momencie być na sali obrad i wspierać, przynajmniej duchowo, swojego prezesa. Tymczasem ten pozostał sam na placu boju i musiał odpierać zarzuty nieprzyjaznego mu środowiska. Taka postawa zarządu może świadczyć tylko o niepoważnym traktowaniu dyscypliny i swoich obowiązków wobec hokeja. To obrazuje jaki rozkład organizacyjny panuje w centrali. Trudno się więc dziwić, że na sali obowiązywało hasło „Chwałka musi odejść”, czyli cały skompromitowany zarząd. „Pluto” na niego, a on myślał, że deszcz pada. Delegaci w każdym wystąpieniu dali mu do zrozumienia, że z nim nie jest im po drodze. On uparcie stał przy swoim, a przecież w każdym glosowaniu dostawał mocno po głowie.
Utrata zdolności do bieżącej działalności
Taka postawa nie dziwi, bo dług centrali sięga 4 milionów złotych. Gdyby wszedł komornik do PZHL, to on wiele straci. Straci też Hałasik, któremu centrala musi mu oddać pieniądze pożyczone na dream team i wynagrodzenia dla Igora Zacharkina i Wiaczesława Bykowa. A dotacje z Ministerstwa co roku są coraz mniejsze, bo wyników sportowych nie ma Nic więc dziwnego, że Komisja Rewizyjna przedstawiła negatywną ocenę działalności związku, a delegaci nie przyjęli sprawozdania finansowego. Jerzy Kajzer w imieniu KR stwierdził: „PZHL utracił zdolność do bieżącej działalności i regulowania zabezpieczeń”.
Zarząd działa na szkodę związku – grzmieli delegaci. Próbowano podjąć uchwałę w sprawie uchylenia poprzednich uchwał zarządu, które były już zrealizowane, a dotyczące m.in. powołania Chwałki na stanowisko prezesa. Uchwała o votum nieufności wobec zarządu oraz dezaprobatę działalności gospodarczej oraz finansowej przyjęto, ale… Nie jest ważna, bo takiego rozwiązanie nie przewiduje statut!
Przywrócony sekretarz
Jan Gabor, jeden z 58 delegatów ( 98 uprawnionych), dopytywał się o Marka Bykowskiego, sekretarza generalnego związku za czasów prezesury Zdzisława Ingielewicza, a który przez Piotra Hałasika został dyscyplinarnie zwolniony z pracy. Poszkodowany zaskarżył decyzję do sądu i wygrał, został przywrócony do pracy. Związek ma mu wypłacić zaległe honoraria w wysokości 300 tysięcy złotych! Tym samym centrala ma dwóch sekretarzy generalnych! Wspomniany Bykowski i nowo nominowany Janusz Wierzbowski.
Obrona prezesa
Prezes zwijał się jak w ukropie, by wyjaśniać delegatom wszystkie „uczynki” swoje i Hałasika. Jednym z argumentów, który miałby go obronić, był awans reprezentacji seniorskiej do drugiej ligi światowej oraz starania o organizację turnieju mistrzostw świata Dywizji IA w Krakowie. Po tym jak Donbas dostał organizację i z wydarzeniami na Ukrainie, IIHF ma niebawem podjąć decyzję, gdzie zostanie rozegrany czempionat. Prezes ma nadzieję, że Polska otrzyma organizację, z okazji 90- lecie polskiego hokeja. Prezes jednak zapomniał, iż zaplecze hokejowe się wali. Reprezentacje młodzieżowe spadły szczebel niżej. Gdzie więc przyszłość polskiego hokeja? Jaka jest praca z młodzieżą? O to nikt nie pytał.
Jakoś to będzie
Gdy wszystkie szanujące się ligi już od dawana wiedzą jakim systemem grają i kiedy, to o naszej lidze cichutko. Czas ucieka, a wszyscy powtarzają „jakoś to będzie”. Czyli jak zawsze w ostatnim czasie. Znowu liga ruszy na wariackich papierach, bo do dzisiaj nie wiadomo w jakim kształcie wystartuje, kto otrzyma licencję, czy zaproszone kluby skorzystają z oferty, a inne je przyjmą. Nie znany jest termin rozpoczęcia rozgrywek ligowych, czy liga będzie prowadzona przez PZHL, czy może będzie już zawodowa ze swoim kierownictwem. Dużo znaków zapytania, a sezon tuż, tuż.
Stefan Leśniowski










