Goście popełnili trzy błędy w kryciu we własnym polu karnym i zapłacili za nie wysoką cenę. – Ze skuteczności należy się tylko cieszyć, podobnie jak z gry – mówi trener Podhala, Marek Żołądź. – Narzekaliśmy wspólnie, nie tylko ja, na grę w ostatnich dwóch spotkaniach, chociaż dały nam komplet punktów. Niestety nie byliśmy zadowoleni ze stylu. Okazuje się, że myśl o postawieniu kropki nad „i” troszkę usztywniała nasze poczynania z Łososiem i w Kobylance. Dzisiaj było to Podhale, które kibice mogli oglądać wcześniej. Nasza przewaga w pierwszej odsłonie nie podlegała dyskusji. Druga też była ciekawa, z obustronnymi akcjami. Gościom należały się co najmniej dwa gole, ale po to Truty stoi w bramce, by ratować nas z takich opresji. Myśmy mogli dołożyć goli. To co chcieliśmy ugrać, ugraliśmy w sobotę. Teraz gramy dla własnej przyjemności i kibiców. Trzeba zawodnikom podziękować za grę. Również pozostałe pięć spotkań chcemy wygrać.
Podhale drugą połowę rozegrało po mistrzowsku. Nowotarżanie nie pozwalali rozwinąć skrzydeł gościom, atakują ich już podczas rozpoczynania akcji i do tego bardzo wysoko. Do tego wyprowadzali kontrataki.

Momenty były
9- Duchnik w dogodnej sytuacji fatalnie spudłował.
12 – strzał Janasika z 16 metrów zablokowany.
14 – Tylek zmusił do pięknej parady Trutego; dobitka Limanówki ostemplowała poprzeczkę.
27 GOL! 1:0 – dośrodkowanie Świerzbińskiego z rzutu rożnego na długi słupek i Hajnos główką umieszcza futbolówkę w przeciwległym rogu bramki.
36 GOL! 2:0 – jeden zwód, drugi zwód Bobka w polu karnym, nawinął obrońcę i wycofał piłkę do nadbiegającego Misiury, a ten nie dał szans obrony bramkarzowi.
40 GOL! 3:0 – Antolak uciekł defensorom lewą stroną, zagrał do Świerzbińskiego, a ten płaskim strzałem umieścił piłkę przy krótkim słupku.
51 – Ślazyk sam na sam, nogami broni Truty.
53 – Ślazyk zatrzymany wślizgiem w polu karnym przez Krzystyniaka.
72 – Świerzbiński z 16 metrów broni Janas.
76 – piękne, długie podanie Anioła między obrońców do K. Dudka. Ten w ostatniej chwili dosięgnął piłki, ale strzał z dużego palca minął bramkę.
77 – Antolak nie trafia do opuszczonej świątyni.
82 – po strzale K. Dudka piłkę z linii bramkowej wybija Tyrpuła.
85 – strzał Hałgasa z wolnego z trudem broni Janas, a dobitka mija światło bramki.
90 – Bibro nie wykorzystał błędu bramkarza, którego nie było w bramce. Zastąpił Barzyk przy krótkim słupku i w to miejsce trafił nowotarżanin.

NKP Podhale Nowy Targ – Orkan Szczyrzyc 3:0 (3:0)
1:0 Hajnos (Świerzbiński) 27 głową po rzucie rożnym
2:0 Misiura (Bobek) 36
3:0 Świerzbiński (Antolak) 40
Sędziował Gabriel Antoszak (Gorlice).
Żółte kartki: Antolak – Bibro – Gargas, Tyrpuła, Ślazyk.
NKP Podhale: Truty – Anioł, Krzystyniak, Hałgas, Bobek, Janasik (78 A. Dudek), K. Dudek, Misiura (60 Stanczak), Świerzbiński, Antolak, Hajnos (68 Bibro).
Orkan: Janas – Gargas, Barzyk, Tyrpuła, Tylek (68Marek), Łabędź, Cyganek, Ślazyk, Kurczab, Limanówka ( 46 Nowak), Duchnik.
Tekst i zdjęcia Stefan Leśniowski
LKS Szaflary – Ogniowo Piwniczna 1:1 (0:1)
0:1 Damiasiewicz 17,
1:1 samobójcza Cetnarowski 66.
Sędziował: Krzysztof Ziaja z Nowego Sącza.
Żółte kartki: Dropek. Czerwona: Dropek (90 za drugą żółtą).
Widzów: 100
Szaflary: Ciosoń – Palenik (46 Handzel), Strama (69 Gogolak), Hajnos, Marek – P. Kamiński, F. Kamiński, Jarząbek, Szczerba (78 Joniak) – Maciaś (82 Marduła), Baboń.
Ogniwo: Matiaszek – Kruczek, Cetnarowski, Tomasiak, Kamiński – Lizoń, Damasiewicz, Wójcik, Izworski – Oleksy, Dropek.
Gospodarze już w pierwszym kwadransie gry powinni zdobyć co najmniej jednego albo więcej goli. Mieli ku temu trzy świetne okazje. Baboń jednak z dwóch metrów głową nie trafił w bramkę, a strzały Szczerby i Maciasia bronił bramkarz Ogniwa. Goście za to swoją pierwszą dogodną sytuację zamienili na gola. W 17 min niepilnowany w polu karnym Damasiewicz uderzył precyzyjnie z woleja w dalszy róg bramki Cisonia. Po chwili mogło być 0:2, ale uderzenie Oleksego trafiło w poprzeczkę. Kolejne minuty pierwszej odsłony to dominacja Szaflar i kolejne ich marnowane okazje. W 30 min Baboń uderzył z 12 metrów tuż obok bramki, a w ostatniej akcji tej części meczu, po szybkim kontrataku i uderzeniu Szczerby z najbliższej odległości, kapitanie interweniował Matiaszek.
Po przerwie gospodarze nie ustali w atakach. W pierwszych 20 minutach tej odsłony, głęboko zepchnęli do defensywy przyjezdnych. Efekty tego przyszły w 66 min. Napastników Szaflar wyręczył obrońca gości Cetnarowski, który trafiony przez Szczerbę piłką, wpakował sobie ją do własnej bramki. W 72 szczęście uśmiechnęło się ponownie do Szaflar, bowiem po strzale Damasiewicza piłka znów ostemplowała poprzeczkę. Dwie minuty później gospodarzy od utraty bramki uratował Cisoń, pięknie parując na rzut rożny piłką zmierzającą tuż pod poprzeczkę po uderzeniu z rzutu wolnego Oleksego. Ostatnie minuty meczu to desperackie ataki, dążących do zwycięstwa gospodarzy. Najbliższy zdobycia zwycięskiej bramki, był w 89 F. Kamiński, ale po raz kolejny doskonale w bramce Ogniwa spisał się Matiaszek.
Kolejny remis to prawdziwa tragedia dla naszej drużyny. Tak jak w spotkaniu z Grybovią tak też z Ogniwem nie zyskaliśmy jednego punktu ale stracili dwa. Gdyby chociaż nasi rywale byli od nas lepsi to można był ze zrozumieniem przyjąć takie rozstrzygnięcie, tymczasem już po pierwszym kwadransie tego meczu powinniśmy prowadzić trzema bramkami. Skąd bierze się taka nieskuteczność, chyba z psychicznego balastu jaki ciąży na naszych piłkarzach wynikający z trudnej naszej sytuacji w tabeli. Mamy jeszcze do rozegrania cztery spotkania i w każdym z nich będziemy walczyli o najkorzystniejszy rezultat. Jaki to da efekt trudno przewidzieć, ale zagramy ambitnie do końca rozgrywek – powiedział tuż po meczu trener koordynator Szaflar, Stanisław Budzyk.
Tekst Ryb
Olimpia Pisarzowa – Huragan Waksmund 3:1(2:0)
1:0 Kubicki 27,
2:0 Kubicki 28,
2:1 samobójcza Ojrzanowski 72,
3:1 Jabłoński 88.
Huragan: Cyrwus - B. Handzel, K. Potoczak, S. Garcarz, M. Handzel - J. Mroszczak (68 A. Mozdyniewicz), T. Cyrwus, K. Waksmundzki (83 Młynarczyk), M. Garcarz (46 B. Drożdż) - S. Drożdż, Zagata (46 T. Mroszczak).
Wynik spotkania tak naprawdę został ustalony w ciągu jednej - dwu minut. Wtedy to straciliśmy dwa gole i później mimo iż graliśmy dużo lepiej oraz mieliśmy okazje do strzelenia więcej niż jednej bramki udało się zdobyć tylko jedną. Początek spotkania był raczej spokojny oba zespoły nie stwarzały zagrożenia pod bramką rywali. W 27 minucie gospodarze wykonywali rzut rożny. Zagraną piłkę głową uderzył Kubicki i zdobył gola. Po wznowieniu gry od środka Huragan błyskawicznie starał się odrobić stratę i zaatakował. Niestety waksmundzianie stracili piłkę w polu karnym Olimpio. Dalekie wybicie Ojrzanowskiego trafiło do Kubickiego, który w sytuacji sam na sam pokonał Cyrwusa. I chociaż gospodarze zdobyli gole raczej po błędach piłkarzy Huraganu niż z własnych dobrze zorganizowanych akcji to w pierwszej połowie Huragan spisywał się słabo. Na drugą część meczu goście wyszli zdecydowanie lepiej nastawieni i uzyskali sporą przewagę. Waksmundzianie atakowali nieustannie, ale ich ataki zatrzymywały się na dobrze zorganizowanej defensywie Olimpii. Tym niemniej w 72 minucie po zagraniu z rogu pod bramką Olimpii powstało spore zamieszanie. Strzał T. Mroszczaka próbował wybijać Ojrzanowski, ale wpakował futbolówkę do własnej bramki. Trzy minuty później waksmundzianie przeprowadzili chyba najlepszą swoją akcję w tym meczu. Kamil Waksmundzki zagrał do Szymona Drożdża a ten do brata Bartłomieja Drożdża, który uderzył na bramkę. Zmierzającą do bramki piłkę wybili jednak obrońcy. W 80 minucie strzał T. Mroszczaka w dobrym stylu obronił bramkarz gospodarzy. W 88 minucie Olimpia wykonywała rzut rożny, próbujący wybić piłkę Szymon Drożdż pechowo trafił futbolówką w Jabłońskiego i ta wpadła do bramki Huraganu. W takich okolicznościach został ustalony wynik spotkania.
- W pierwszej połowie moi zawodnicy byli chyba jeszcze myślami na meczu z Wójtową. Niestety to w końcu skończyło się utratą przez nas dwu goli i to w przeciągu jednej-dwu minut. I według mnie był to kluczowy moment tego meczu. Po przerwie już zagraliśmy na swoim normalnym poziomie. Który to już raz gramy zdecydowanie lepiej w pierwszej albo w drugiej połowie a nie od dziś wiadomo, że aby osiągnąć dobry wynik trzeba grać równo przez cały mecz Zdobyliśmy gola kontaktowego, a potem były też okazję i na trafienie wyrównujące. Nie udało się, a w końcówce straciliśmy trzecią bramkę. Szkoda, bo uważam, że przynajmniej remis był w naszym zasięgu - powiedział trener Huraganu, Bartłomiej Walczak.
Tekst Ryb










