55 - minutowe zajęcia rozpoczęły się od rozgrzewki, animal workout. Zajęcia imitowały m.in. ruchy różnych zwierząt –skradająca się pantera, zajęcze skoki… Było ciekawie i trudno. Prowadzący bez przerwy poprawiał. Wymagał od zawodników, by ćwiczenia robili szybciej, tuż nad ziemią, by angażowali w ćwiczenie całe ciało – Nikt nie mówił, że będzie łatwo – powiedział, gdy zauważył miny niektórych ćwiczących.
Rozgrzewka podniosła tętno zawodnikom, pobudziła układ nerwowy i ćwiczący przeszli do zajęć ze sztangami i ciężarkami. Dzięki tym akcesoriom trening stał się bardziej efektywny. Wysiłek był o dużej intensywności. Taka konstrukcja treningu sprawiała, że ciało zmuszone zostało do większego wysiłku niż ten, na jaki byłoby je stać w czasie dłuższego wysiłku o stałej, średniej lub niskiej intensywności.

- Najważniejsza jest technika, Jeśli dla kogoś ciężar jest za duży, to zmniejszyć, bo bardzo łatwo o kontuzję – objaśniał Szymon. A potem przewijało się słowo: „tempo, tempo, tempo”. „20 sekund na maksa” - przysiady, podskoki, a wszystko ze sztangą (podrzuty, wyciskanie) i ciężarami w rytm muzyki. – Skok ma być maksymalnie wysoki. To ma być błyskawiczny ruch ze sztangą – przypominał prowadzący.
– Chwila przerwy nie zbliża cię do celu. Na nią trzeba sobie zapracować – zwracał uwagę tym, którzy na moment zwolnili tempo wykonywanego ćwiczenia. Zwalniający tempo pracy mieli różne wymówki. A to ciężarek przeszkadzał, a to zbyt mokra podłoga od potu… – Nie szukajcie wymówek, tylko rozwiązań, które doprowadzą was do celu – ripostował Szymon, który na poczekaniu znajduje wiele trafnych komentarzy. - Trenując do granic swoich możliwości stajesz się jeszcze mocniejszy – jakby na potwierdzenie za moment rzucił kolejnym, a potem kolejnym hasłem. – Myślisz, że jesteś gotowy na wszystko. To się mylisz! Masz zrobić wszystko, by być gotowym na więcej.
Trening zbliża się do końca. Prowadzący wymaga jeszcze większego tempa. Tymczasem niektórzy zawodnicy już pływają w… basenie. Wokół nich podłoga mokra od potu. Ogromne kałuże. – Wokół mnie jest basen - zauważył Dariusz Gruszka. – To normalna rzecz, bo przy tak intensywnych ćwiczeniach, wymagających sporego wysiłki musi być pot – mówi Jarosław Różański. - Fajne orzeźwiające zajęcia – śmieje się Kasper Bryniczka.

– Panowie tempo! - przypomniał Szymon. – Meta coraz bliżej, teraz nie możesz się zatrzymać. Nie widziałem zwycięzcy, który zatrzymałby się przed metą – mobilizował chłopaków do ostatniego wysiłku.
Ćwiczenia rozluźniające i koniec. Oklaski. Niektórzy przyjęli je z wielką ulgą. – Nie było lekko, zawłaszcza, że bardzo mało było przerw – mówi Jarosław Różański. – Trzeba pracować w miarę możliwości na maksymalnym pułapie, ale to dopiero początek przygotowań i wszystkich ćwiczeń nie da się wykonać na sto procent. Im dłużej będziemy ćwiczyć, tym szybciej będziemy je wykonywać na maksa. Stricte takich zajęć nie miałem, ale coś podobnego. Przygotowania się teraz zmieniają. Nie ma zajęć ze sztangą, przerzucania ton żelastwa, nie ma biegania. Trening jest urozmaicony. To bardzo dobrze, bo nie wpadniemy w monotonię. Myślę, że to przyniesie odpowiedni efekt.
Trening „szarotek” skontrolował Stefan Leśniowski










