- Wszystkie bramki były przedniej urody. Krążek bądź bezpośrednio trafiał w okienko, bądź po odbiciu od słupka i poprzeczki – mówi trener Podhala, Robert Szopiński. - Dzisiaj wszystko mu wchodziło, wczoraj nie mógł się wstrzelić. Obawialiśmy się tego meczu, ale okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Bardzo szybko odebraliśmy mu ochotę do gry. Po 20 minutach prowadziliśmy 3:0 i przy takiej dyspozycji tylko kwestią czasu było, kiedy będziemy zdobywać kolejne gole. Zachowaliśmy koncentrację i po drugiej tercji prowadziliśmy 7:1. Ostatnią część meczu potraktowaliśmy ulgowo. Przegraliśmy ją, a jedną z bramek straciliśmy, gdy graliśmy w przewadze. Za bardzo chłopaki napaliły się na zdobywanie bramek i nadziali się na kontrę. Jutro potykamy się z Tychami o pierwsze miejsce w grupie. Tyszanie potwornie męczyli się z Sosnowcem, przegrywali, a na 3:3 zdobyli gola w podwójnej przewadze. Ostatecznie wygrali 5:4, ale nie zachwycili.
MMKS Podhale Nowy Targ – Stoczniowiec Gdańsk 8:3 (3:0, 4:1, 1:2)
Bramki dla Podhala: Podlipni 4, Chrobak, Huzior, Szewczyk, Pierzchała.
MMKS Podhale: Bizub (Buczek) – Zając, Kamieniecki, Podlipni, Huzior, Chrobak – Maciaś, Pierzchała, Borowicz, Olchawski, Kieta – Szewczyk, Franczyk, D. Worwa, Habura, J. Worwa – Faltyn, Kamiński. Trener Robert Szopiński.
Stefan Leśniowski










