Unia tylko w pierwszej tercji miała nadzieję na korzystny rezultat, ale tylko dzięki nieskuteczności górali. Ci nawet grając w osłabieniu wyprowadzali groźne akcje, ale nie zakończone golem (Kmiecik). Również Jaśkiewicz w doskonałej sytuacji nie trafił do pustej bramki. Jak to w sporcie bywa – niewykorzystane sytuacje lubią się zemścić. I się zemściły. Unici wykorzystali grę w przewadze i z wynikiem 1:1 schodzili na przerwę. Wcześniej „szarotki” zdobyły gola po przepięknej trójkowej akcji.
Po przerwie gospodarze zaczęli grać bardziej zespołowo, bo jeśliby położyć na wagę, to w pierwszych 20 minutach szala z indywidualnymi popisami zdecydowanie przeważyłaby nad stroną z zagraniami zespołowymi. Świetnie pod bramką znalazł się Špirko, który na raty dobijał i mimo ataku obrońcy ze spokojem za drugim razem wrzucił „gumę” do siatki nad parkanem bramkarza. Za moment lot krążka po strzale Jaśkiewicza zmienił Wielkiewicz i krążek odbiwszy się od słupka zatrzepotał w siatce.

Trzecia tercja to już istny kocioł w tercji oświęcimian. Gości mieli problemy z wydostaniem się własnej tercji. Górale kręcili nimi jak kołowrotkami, „wkręcali” w lód. Przewagę udokumentowali czterema bramkami, a mogło być ich znacznie więcej. Na wymienianie sytuacji zabrakłoby miejsca, więc ograniczmy się jedynie do tych stu procentowych. Chociaż byli tacy, którzy twierdzili, iż były to dwusetki. Dwa razy Olchawski nie trafił z najbliższej odległości do pustej bramki, a raz Plewa.
- Rzeczywiście skuteczność pozostawiała wiele do życzenie – mówi trener Podhala, Ryszard Kaczmarczyk. – Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że mecze o „coś” gramy raz do roku. Chłopcy nie potrafią zapanować nad emocjami, tym bardziej, gdy na trybunach zasiądzie tyle ludzi, są znajomi, dziewczyny, rodzice. Nie do końca panują nad emocjami. Chociaż muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o kary, to głupich nie łapaliśmy, a takie w sezonie nam się zdarzały. Ubolewam nad tym, że drugi atak Kmiecik, Siuty i Michalski gra poniżej oczekiwań. Mam nadzieję, że się odblokuje i w kolejnych spotkaniach będzie mocnym ogniwem. Pierwszy krok został zrobiony, mimo nerwowego początku. Gra się tylko dwa mecze, a tylko jeden rozgrywamy u siebie w tej rywalizacji. Wygrana stawia nas w uprzywilejowanej sytuacji.

W zespole brak Patryka Wronki, pleymekera. W pierwszym ćwierćfinałowym meczu w Jastrzębiu został brutalnie zaatakowany i ma uszkodzony obojczyk. Czy wróci do gry? – Tego nikt nie wie – twierdzi trener „szarotek”. – Nie jest to najważniejsze. Na pewno chciałbym go mieć w zespole, ale jeśli ma to zaważyć na jego karierze, to nic na siłę. Patryk jest takim zawodnikiem, który potrafi zobaczyć to, co niektórzy nie widzą z wysokości trybun. Potrafi dostrzec zawodnika za plecami, z boku i rzucić mu „gumę” marzenie. Pomocny byłby w przewagach, umie idealnie dograć „gumę”.

MMKS Podhale Nowy Targ/ 1928 KTH Krynica - Unia Oświęcim 7:1 (1:1, 2:0, 4:0)
Bramki dla Podhala: Stypuła 2, Špirko, Wielkiewicz, Dębowski, Olchawski, Pawlikowski.
Podhale/KTH: Kapica - Tomasik, Jaśkiewicz, Wielkiewicz, Olchawski, Stypuła - Wojdyła, Sulka, Kmiecik, Siuty, Michalski - Dębowski, Wsół, Plewa, Pustułka, Kuraś - Krok, Zieliński, Špirko, Pawlikowski, Maczuga. Trener Ryszard Kaczmarczyk.
Tekst i zdjęcia Stefan Leśniowski
Zdjęcia Krzysztof Garbacz










