28.01.2014 | Czytano: 3185

Z piekła do nieba(+zdjęcia)

Wreszcie można było zobaczyć uśmiech na twarzach kibiców Podhala. Ich ulubieńcy wygrali i to przekonywująco. Zdobyli sporo bramek (najwięcej w tym sezonie), żadnej nie stracili (też po raz pierwszy), a kilka akcji było przedniej urody.

- Dawno w takim stylu nie wygraliśmy. To cieszy. Powiało starym dobrym halnym. Odnieśliśmy bezdyskusyjne zwycięstwo, zdominowaliśmy drużynę z Katowic. W meczach z Cracovią i Unią brakowało nam szczęścia, ale dzisiaj posypały się bramki – powiedział Marek Ziętara.

W nowotarskim zespole drogę z piekła do nieba przebył Bartłomiej Niesłuchowski. Zawalił mecz z Unią, a dzisiaj wyszedł na zero. To pierwszy jego mecz w ekstraklasie bez puszczonej bramki.

- Przebyłem drogę z piekła do nieba – mówi golkiper Podhala. - Fajnie jest taki mecz zabronić, po tym co mi się przytrafiło z Unią. Słyszałem od kibiców dużo niepochlebnych komentarzy na mój temat. Byłem wkurzony i mocno skoncentrowany od pierwszej do ostatniej sekundy, by udowodnić, że potrafię bronić. Kibiców, co wypisywali na mój temat, pozdrawiam. Drużyna super zagrała, szkoda, że tak późno. Może teraz pójdzie nam lepiej i będziemy wygrywać.

Jego vis a vis również wystąpił w głównej roli. Ryan Malinowski miał sporo pracy, bo „szarotki” od pierwszego gwizdka sędziego ruszyli z kopyta na jego świątynię. Pod katowicką bramką bez przerwy dochodziło do gorących spięć, ale w pierwszej tercji góralom brakowało precyzji. Strzały były albo zbyt sygnalizowane, albo niecelne, bądź zbyt lekkie, by zaskoczyć Malinowskiego. Pierwszy sposób na niego znalazł M. Michalski, po ładnej indywidualnej akcji i oszukaniu obrońcy. Strzelił w krótki róg i za bramką Malinowskiego po raz pierwszy zapaliło się czerwone światełko.

Worek z bramkami rozwiązał się w kolejnych tercjach. Zdobyli górale tylko sześć goli. Trzeba położyć nacisk na „tylko”, bo okazji mieli w multum. Powód? Malinowski i rozregulowane celownik gospodarzy. Za to bramki, które padły – palce lizać! Po wspaniałych akcjach.

Najpierw Zarotyński dobił krążek odbity przez bramkarza. Chwilę później kapitalna akcja gospodarzy. Podhale grało w przewadze, podobnie jak przy poprzednim golu, Gruszka spod bandy zagrał do K. Kapicy, a ten na drugi słupek do Wielkiewicza, który tylko dołożył łopatkę kija i „guma” zatrzepotała w siatce. W połowie meczu kontrę skutecznie zakończył M. Michalski. W 17 sekundzie trzeciej odsłony ostro zaatakowany katowiczanin za swoją bramką przez Dziubińskiego i Wielkiewicza stracił „gumę”. Natychmiast odegrana została do Gruszki, który za moment przyjmował gratulacje od kolegów, a kibice wiwatowali na jego cześć. Gości „dobili” Barajew strzałem z korytarza międzybulikowego oraz K. Kapica z niebieskiej linii, po świetnym podaniu Wronki.

- Nie ma co komentować – twierdzi Mariusz Kieca. – Gratuluję zwycięstwa „szarotkom”. Ostatnio wszyscy z nami wygrywają, więc nie wiem czy Podhale tak dobrze grało, czy my dramatycznie.

MMKS Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 7:0 (1:0, 3:0, 3:0)
1:0 – M. Michalski – D. Kapica - Łabuz (10:56)
2:0 – Zarotyński – Bryniczka – M. Michalski (24:03 w przewadze)
3:0 – Wielkiewicz – K. Kapica – Gruszka (29:12 w przewadze)
4:0 – M. Michalski – Zarotyński – D. Kapica (30:17)
5:0 – Gruszka – Wielkiewicz - Dziubiński (40:17)
6:0 – Barajew – Zarotyński - Bryniczka (48:06 w przewadze)
7:0 – K. Kapica – Wronka – P. Kmiecik (56:13)


Sędziowali: Baca – Cudek (obaj Oświęcim) i Długi (Nowy Targ).
Widzów 500.
Kary: Podhale – 8 ( w tym 2 tech.) min., Katowice – 14 min.
„Złoty kij”: Podhale - Niesluchowski, Katowice - Malinowski, „Sport” - Niesłuchowski.

Podhale: Niesłuchowski; K. Kapica – Landowski, Łabuz (2) – Barajew, Degtiariew – Tomasik, Gaczoł - Jaśkiewicz; Gruszka (2) – Dziubiński – Wielkiewicz (2); Zarotyński – Bryniczka – M. Michalski, Olchawski – Wronka – P. Kmiecik, P. Michalski - D. Kapica – M. Kmiecik. Trener Marek Ziętara.
Katowice: Malinowski; Podsiadło (2) – Zukal (4), Bigos – Danko, Krokosz (2) – Kostromitin; Mikesz – Frączek – Drzewiecki (2), Szewczyk – Słodczyk (2) – Różycki (2), Jaskólski – Szymański – Musiał, Trener Mariusz Kieca.

Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski

Komentarze







reklama