- Przestraszyli się, że mogą wygrać z mistrzem Polski. Zaczęli panikować, dużo było strachu w poczynaniach defensywnych. Rutyniarze Cracovii to wykorzystali i wypunktowali nas – powiedział Marek Ziętara.
Co się dzieje? – pytał dziennikarz portalu Cracovii po 20 minutach gry. Nie tylko on był zaskoczony. Mecz świetnie się ułożył dla górali, chociaż nie dla Mrugały. W 32 sekundzie ostre wejście D. Laszkiewicza sprawiło, iż defensor „szarotek” długo się nie podnosił z tafli. – Ma problemy z oddychaniem. Mocne stłuczenie lub pęknięte żebro. Nie ma jeszcze oficjalnej diagnozy –powiedział Rafał Sroka.
Jego agresor odesłany został do szatni. Podhale przez 5 minut grało w przewadze i świetnie to wykorzystało. Dziubiński z okolic bulika otworzył wynik spotkania, a gdy Zvatora powędrował na ławkę kar Landowski spod niebieskiej linii po raz drugi zmusił Radziszewskiego do wyjęcia krążka z siatki. Cracovia odpowiedziała w 11 minucie golem Adriana Kowalówki. Końcówka odsłony jednak dla przyjezdnych. Dziubiński wygrywa pojedynek oko w oko z ostatnią instancją gospodarzy, a 26 sekund przed przerwą Tomasik (pierwszy gol w ekstraklasie) zaskoczył „Dziurę” strzałem spod niebieskiej linii.
- Pierwsza tercja fajnie się dla nas ułożyła. Wykorzystaliśmy gry w przewadze. Taki obrót sprawy wszystkich zaskoczył. Nas również – twierdzi szkoleniowiec „szarotek”.
W drugich 20 minutach gospodarze odrobili dwie bramki. Najpierw Kozłowski nie trafił w krążek, ale miał mnóstwo czasu, by się poprawić i ulokować „gumę” w pustej bramce. Krakowianie 10 sekund potrzebowali, by wykorzystać liczebną przewagę. Z kolei 56 sekund przed drugą syreną Chmielewski z obrotu zaskoczył Niesłuchowskiego. Jeśli ktoś myśli, że przewaga miejscowych była w tej fazie meczu przygniatająca, to jest w błędzie. Akcja za akcję. Goście grali z kontry. Szkoda sytuacji Gruszki i Wronki.
Pościg „Pasów” w trzeciej tercji uwieńczony został sukcesem. Katem Podhala okazał się Chmielewski, który dorzucił dwie bramki i ustrzelił hat tricka. Najpierw doprowadził do wyrównania, a 27 sekund przed końcem ustalił wynik strzałem do pustej bramki. Wcześniej Piotrowski wykorzystał złą zmianę gości i trafił w okienko.
- Dwa były kluczowe momenty, które zdecydowały o naszej przegranej – mówi Marek Ziętara. – To starta trzeciej bramki do szatni. Gdybyśmy ostatnią tercję zaczęli z przewagą dwóch goli, to większą byłaby pewność w grze. Drugi ważny moment był przy stanie 4:4 i akcja dwa na jeden Wielkiewicza z Gruszką. Takie okazje musi się wykorzystywać, bo potem się mszczą. Tak też się stało. Nie dasz, dostaniesz. Zaraz potem straciliśmy gola. Od kilku spotkań gramy lepiej, wyniki też są lepsze, ale punktów z tego nie ma.
Cracovia – MMKS Podhale Nowy Targ 6:4 (1:4, 2:0, 3:0)
0:1- Dziubiński – Gruszka (1:06 w przewadze)
0:2 – Landowski (4:12 w podwójnej przewadze)
1;2 – A. Kowalówka – S. Kowalówka (10:25)
1:3 – Dziubiński – Olchawski (17:03)
1:4 – Tomasik (19:34)
2:4 -Kozłowski (24:28 w przewadze)
3:4 – Chmielewski – S. Kowalówka (39:04)
4:4 – Chmielewski – S. Kowalówka (39:04)
5:4 – Piotrowski (51:37)
6:4 – Chmielewski (59:33 do pustej).
Sędziowali: Radzik – Przyborowski (Krynica) i Młynarski (Kraków).
Kary: 43 – 8 min.
Cracovia: Radziszewski; A. Kowalówka – Noworyta (2), Zieliński – Kłys (2+10), Zvatora (2) – Dąbkowski, Lehmann – Witowski; S. Kowalówka – Kozłowski – Chmielewski, D. Laszkiewicz (5 +20) – Dvorzak – Kostourek (2), Piotrowski – Rutkowski – Kalus, Wiśniewski – Rzehak – Cieślicki. Trener Rudolf Rohaczek.
Podhale: Niesłuchowski (2); Łabuz – Mrugała, K. Kapica – Landowski, Barajew (2) – Degtiariew, Tomasik; M. Michalski – Bryniczka – Zarotyński, Gruszka (2) – Dziubiński – Wielkiewicz (2), P. Kmiecik – Wronka – Olchawski, P. Michalski – D. Kapica – M. Kmiecik. Trener Marek Ziętara.
Stefan Leśniowski










