28.11.2013 | Czytano: 2310

Wojenka o „dziką kartę”

- Dla mnie najważniejsi są zawodnicy i kibice. Z ich pomocą spróbuję odbudować nadszarpniętą reputację naszej dyscypliny… Pragnę hokejowi zapewnić sponsorów, by odzyskał blask. Wiem, jakie to piekielnie trudne zadanie, ale zrobię wszystko, by mu sprostać. A ponadto należę do ludzi honoru i jeżeli nie spełnię oczekiwań, to natychmiast podam się do dymisji. Chciałbym, aby moje nazwisko kojarzyło się z sukcesem! – mówił w autoryzowanym wywiadzie dla katowickiego Sportu ( z dnia 25.6.2012) prezes PZHL, Piotr Hałasik.

Od tych zapowiedzi minęło blisko półtora roku i… Honor prezes pomylił z humorem, a na słowo sukces nerwowo reaguje hokejowe środowisko. Zatrudnił do drużyny narodowej trenerów z najwyższej półki, ale nie miał dla nich pokrycia w twardej walucie, więc zadłużył związek. Nie wypaliła liga profesjonalne, bo sprzeciwiły się kluby, które zarzuciły mu nieprzygotowanie się do tak ogromnego przedsięwzięcia. Klęskę poniósł firmując projekt „dream teamu” i przy okazji wpuścił w maliny zawodników i kryniczan, którzy szykowali się do występów w pierwszej lidze. W uzdrowisku miało powstać hokejowe eldorado (wcześniej w Sosnowcu, ale ci na swoim człowieku szybko się poznali). Skończyło się na obiecankach, bo tajemniczy sponsor prezesa, po pięciu miesiącach nabijania zawodników w butelkę, podczas wideokonferencji powiedział „niet”. Nie będzie wykładał pieniędzy na zespół z Krynicy. Prysły też mrzonki o grze w KHL i EBEL.

Prezes od dawna prowadzi wojenkę z klubami, które chcą zwołania nadzwyczajnego zjazdu związku i odsunięcia go od władzy. Wydawało się, że z lekcji jaką otrzymał od „Wołodi” wyciągnie wnioski i nie będzie podcinał gałęzi, na której siedzi. Ci, którzy tak sądzili są w błędzie. Nadal wojuje. Chyba jego głównym zadaniem jest jak najszybsze doprowadzenie do śmierci polskiego hokeja. Sprawdza autentyczność podpisów klubów, które mu nie ufają i podpisały się pod petycją o zwołanie walnego. On też chce walnego, ale z innego powodu. Chce uzupełnić skład zarządu, o tych, którzy powiedzieli mu „basta”. A ponieważ z czegoś trzeba żyć, a zbliża się zgrupowanie kadry U20 przed mistrzostwami świata, wypadałoby, by związkowa kasa nie była pusta. Trzeba więc wysysać biedne kluby do ostatniego grosza. Oczywiście, dla dobra polskiego hokeja. To jakby na potwierdzenie swoich słów z pierwszego akapitu tego tekstu.

Prezes we wtorek podczas okrojonego zarządu, uznał, że nie będzie żadnych odstępstw od terminu płatności za dziką kartę (termin mija 30 listopada) i zagroził poważnymi sankcjami, łącznie z relegacją z rozgrywek. Dotyczy to klubów z Krynicy i Nowego Targu. Związek wczorajszymi pismami do klubów przypomniał o należnościach i poważnych konsekwencjach. Podhale w tej chwili nie ma pieniędzy, by zrealizować drugą ratę.

– Nie zapłacimy – powiedziała prezes MMKS Podhale, Agata Michalska. – Nie przesunę środków, które mam przeznaczone dla zawodników, opłaty sędziowskie, organizację meczów, bo nie będziemy w stanie normalnie funkcjonować. Gdy podejmowaliśmy decyzję o wykupieniu dzikiej karty zwróciliśmy się do PZHL o rozłożenia spłaty na raty. Argumentując, iż w listopadzie miała być zrealizowana umowa transferowa z 1928 KTH. Opłata z transferów miała być przeznaczona na ten cel. Za wypożyczenie, które było do tej pory całkowicie pokrylibyśmy zobowiązania. Gdyby wpłynęły środki z wypożyczenia Gruszki i Dzubińskiego, nie byłoby problemu. Nie rozmawialibyśmy dzisiaj na ten temat. Pamiętam dzień, kiedy rodził się projekt „dream teamu”. Posiadał pełną akceptację centrali. Nikt wtedy nie myślał o problemach, że to przedsięwzięcie może wyrządzić krzywdę zawodnikom, KTH i nam. Uważam, że centrala odpowiedzialna jest za sytuację, w której znalazło się Podhale.

- Chcemy mieć czas, by poszukać tych pieniędzy – powiedział rzecznik prasowy, Jerzy Pohrebny. - Nie mamy zgromadzonych środków, które czekają tylko na rozdysponowanie. Otrzymujemy pieniądze płynnie od firm, które nas wspierają.

- Prezes Hałasik sam doświadcza jak trudno zdobyć sponsora dla naszej dyscypliny. Po tym jak doszło do rozwiązania KTH dwukrotnie (15 i 25 listopada) zwracaliśmy się do związku z prośbą o przesunięcie terminu raty. Z bólem przyjęliśmy stanowisko centrali o odrzuceniu terminu wpłaty. Zaproponowano mi, żebym wzięła kredyt. Pewnie, że mogę, tyle tylko, że to będzie obciążenie klubu – informuje pani prezes.

Związek poinformował, iż brak wpłaty drugiej raty może skutkować odebraniem licencji na uczestniczenie w rozgrywkach.

- Rodzi się wiele pytań o sens takiej decyzji – mówi Agata Michalska. – Czy służy ona rozwojowi polskiego hokeja? Stać polski hokej, by dwa kluby z wielkimi tradycjami pozbawić możliwości rozwoju? Czy ta decyzja poprawi atmosferę wokół dyscypliny, która od początku sezonu jest… taka sobie? Przyjęliśmy w swoim działaniu jasny kierunek. Chcemy szkolić i ogrywać naszych wychowanków w najwyższej klasie rozgrywkowej dla potrzeb reprezentacji. Konsekwentnie ten plan realizujemy. Zapewniam, że dołożymy wszelkich starań i skorzystamy ze środków prawnych odwoławczych, by kontynuować grę w ekstralidze.

Wczoraj w Tychach, bez przedstawicieli GKS-u Katowice i 1928 KTH, odbyło się spotkanie klubów. Ustalono na nim treść pisma do Ministerstwa Sportu i Turystyki dotyczącego Walnego Zjazdu Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. Na spotkaniu poruszono także kwestię odebrania licencji klubom z Nowego Targu i Krynicy. Prezesi stanowczo zaprotestowali przeciwko takim działaniom. Stwierdzili, iż to PZHL był pomysłodawcą dzikiej karty. Stoją na stanowisku, że wykluczenie z rozgrywek dwóch drużyn będzie dowodem złej woli centrali i szkodliwym działaniem na rzecz hokeja w Polsce. Zwrócili też uwagę, że takie działania w trakcie trwania sezonu nie powinny mieć miejsca i o rozłożenie wpłaty na kilka rat.

Podhale ma problemy kadrowe. Kontuzje i powołania zawodników na mistrzostwa świata U20 zmusiły klub do przełożenia dwóch spotkań z Katowicami w najbliższą niedzielę na luty przyszłego roku i z KTH na 27 grudnia. – Dariusz Domogała z Katowic potwierdził, że zgadza się na przeniesienie meczu. Z prezesem KTH jestem po słowie i również zgadza się na zmianę terminu – poinformowała Agata Michalska.

Tekst Stefan Leśniowski

 

Komentarze







reklama