Trafne spostrzeżenie, bo akcje ofensywne „szarotek” momentami mogły się podobać. Były szybkie, składne, ale nieskuteczne. W hokeju nie liczą się jednak okazje, nikt nie przydziela punktów za wrażenia artystyczne, ale to co wpadnie do „sieci”. W tym elemencie jastrzębianie okazali się mistrzami.
- Skuteczność nam wraca – twierdzi Mateusz Danieluk. – Wynik nie odzwierciedla tego co działo się na tafli. Podhale mocno dało nam się we znaki, a Przemek miał mnóstwo roboty. Fajnie, że wpadło nam to, co miało.
Świątyni gości strzegł wysokiej klasy fachman. Nie da się tego niestety powiedzieć o Rajskim. - Bramkarze nam dzisiaj nie pomogli - powiedział drugi trener Podhala, Rafał Sroka.

Gdy przepuścił piątą bramkę Marek Ziętara już nie wytrzymał i posadził go na ławce. Zadebiutował junior B. Kapcia. Rajskiego można ciut usprawiedliwić, bo leczył kontuzję i dopiero w przeddzień meczu wrócił do treningu. Pecha miał będący w wysokiej formie Niesłuchowski. Na porannym rozjeździe złamał palec.
Gdyby gospodarze tak grali w obronie jak w ataku, to wtedy można byłoby się pokusić o niezły wynik. Tymczasem w tyłach popełniali kardynalne błędy. Albo źle wybili krążek, albo niepokryli przeciwnika, albo wyłożyli mu krążek wprost na kij. Gdy stracili czwartą bramkę gra im się posypała. W pierwszej tercji po kontaktowej bramki mieli szansę doprowadzić do wyrównania, gdyż R. Nalewajka, po ataku na głowę rywala, odesłany został do szatni.
– Jest impulsywny – twierdzi Rafał Bernacki, drugi trener JKH. - Zawsze gra z zaangażowaniem. Bardzo chce, ale dzisiaj za bardzo. Wie co narozrabiał.

Jednak 5- minutową przewagę „szarotki” grały fatalnie. - Nie mogliśmy się dostać do tercji przeciwnika – przyznaje Rafał Sroka. - Wynikało to z nieporadności, niedokładnych podań. Chłopcy chcieli, ale mecz im kompletnie nie wyszedł. Poprawnie zagrali tylko pierwsze 10 minut. Myśmy jeździli, a Jastrzębie spokojnie nas punktowało. Wykorzystało wszystkie przewagi.
- Świetnie weszliśmy w meczu. Super zagraliśmy, ale tylko pierwsze 10 minut. Później straciliśmy dwa gole i gra nam się posypała. Gdy dostaliśmy czwartą bramkę, wiara z nas się ulotniła. I skończyło się, jak skończyło – podsumował Damian Tomasik.
- Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie będzie łatwo, bo ostatnio Podhale zawiesiło nam wysoko poprzeczkę. Pierwsze 10 minut to potwierdziło. Byliśmy jeszcze w autobusie. Zdobyliśmy dwie bramki i potem mecz był już pod naszą kontrolą – powiedział Rafał Bernacki.

MMKS Podhale Nowy Targ – JKH GKS Jastrzębie 1:8 (1:2, 0:2, 0:4)
0:1 – Kral - Minge (11:23)
0:2 – Prochazka – Kral – Labryga (13:09 w przewadze)
1:2 – K. Kapica – Wronka (16:01 w przewadze)
1:3 – Bryk – Marzec – Zdenek (27:13 w przewadze)
1:4 – Kulas – Minge (35:16)
1:5 – Zdenek – Urbanowicz (43:01)
1:6 – Kral – Bordowski – Danieluk (44:58)
1:7 – Ł. Nalewajka - Minge (56: 52)
1:8 – Danieluk (57:45 w osłabieniu)
Sędziowali: Marczuk – Moszczyński i Kasprzyk (Toruń).
Widzów 600.
Kary: Podhale –8 min., JKH – 37 ( w tym 2 tech) min.
„Złoty kij”: Podhale - nikt, JKH - Kral, „Sport” - Kral.
Podhale: Rajski (43:01 B. Kapica); Łabuz – Mrugała, K. Kapica – Landowski (4), Tomasik – Jaśkiewicz; Wielkiewicz – Bryniczka – M. Michalski (2), Gruszka – Wronka – P. Kmiecik, Zarotyński – Daniel Kapica – Olchawski, M. Kmiecik – P. Michalski (2) - Stypuła. Trener Marek Ziętara.
JKH: Odrobny; Labryga (2) – Górny, Bryk – Marzec, Flaszar (2) – Minge; Danieluk – Kral, Bordowski, Urbanowicz (2) – Prochazka – Zdenek, R. Nalewajka (29) – Kulas – Ł. Nalewajka. Trener Mojmir Trliczik,
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










