12.11.2013 | Czytano: 1382

Super weekend(+foto)

Jakże zmienne bywają piłkarskie losy. Przed tygodniem prawie wszyscy podhalańscy ligowcy przegrali swoje mecze. Tydzień później w ostatniej albo dla niektórych przedostatniej kolejce wszyscy wygrali. To był super weekend dla naszych drużyn.

W III lidze na pożegnanie swoich jesiennych występów na boisku zakopiańskiego COS-u Poroniec Poronin pokonał Dalin Myślenice 3:2. Był to dziwny mecz, a najdziwniejsze w nim było to, że piłkarze obu drużyn robili sobie nawzajem prezenty. No, bo jakże by nie nazwać prezentem wpakowanie piłki do własnej bramki przez poronińskiego obrońcę Mateusza Czernickiego. Pierwszy gol dla Dalinu padł też po niezbyt pewnej interwencji Hładowczaka. Z kolei goście a konkretnie obrońca Tokarz dali piłkarzom Porońca w ostatniej minucie pierwszej połowy nadzieję na korzystny rezultat prokurując rzut karny. Trener Dalinu Krzysztof Bukalski powiedział, że jego piłkarze przywrócili poronianom życie. No może nie aż tak, ale coś w tym stwierdzeniu jest prawdziwego. Stojący w polu karnym Tokarz zatrzymał piłkę ręką. Było to wbrew temu, co twierdził trener Brukalski ewidentne zagranie ręką a nie nastrzelenie ręki. Tokarz stał w znacznej odległości od zagrywającego piłkę Gadziny i nie miał rąk przy sobie, ale wyciągniętą w kierunku piłki. Zwycięska bramka dla Porońca padła też w dość dziwnych okolicznościach, bowiem jej zdobywca Rafał Waksmundzki chciał piłkę raczej przyjąć albo zagrać sobie krótko, tymczasem futbolówka odbiła mu się od nogi i omijając bramkarza zmierzała do siatki. Waksmundzki jednak dla pewności popędził za nią i wpakował do siatki. Takie były okoliczności strzelenia goli, ale jak przebiegał mecz. W pierwszych minutach atakowali poronianie, jednak tracili piłki przed polem karnym gości, którzy błyskawicznie trzema, czterema piłkarzami wychodzili z kontrami. Ponieważ pomocnicy Poronca nie nadążali z powrotami to piłkarze Dalinu tworzyli groźne sytuacje bramkowe i z takich kontr zdobyli dwa gole, chociaż jak już wspomnieliśmy nie bez pomocy piłkarzy Porońca. Po stracie obu bramek piłkarze Porońca jakby zwątpili w możliwość wygrania tego meczu. Kontaktowy gol Marcina Drobnego jeszcze niczego nie zmieniał. Dopiero wyrównująca bramka z rzutu karnego strzelona przez Bartosa, spowodowała inne nastawienie poronian do meczu. Na drugą połowę wyszli bardziej zmobilizowani, zaczęli grać szybciej i to przyniosło dość szybko spodziewany efekt w postaci gola Waksmundzkiego. 

Więcej zdjęć pod artykułem...

- W przerwie w szatni powiedzieliśmy sobie, że skoro tak ułożył się wynik tego meczu to nie możemy już go wypuścić. I rzeczywiście zawodnicy zagrali z większym zaangażowaniem, my ten wynik wręcz wyszarpaliśmy gościom. Wygraliśmy „serem”, bo co do samej gry i postawy niektórych zawodników można mieć sporo zastrzeżeń. Nie znam odpowiedzi na pytanie, dlaczego zawodnicy na początku meczu grali tak niemrawo, przecież druga część meczu pokazała, że możemy grać lepiej. Przeanalizujemy ten mecz i mam nadzieję z właściwymi wnioskami pojedziemy na ostatnie spotkanie rundy do Sandomierza – powiedział po spotkaniu trener Porońca Szymon Burliga.

Nie specjalnie ochotę do analizy meczu KS Zakopane z Sandecją II Nowy Sącz miał trener zakopiańczyków Jerzy Grabara. Przypomnijmy Zakopane wygrało 3:0. Zakopiański szkoleniowiec zgodził się tylko ze stwierdzeniem, że jego zespół osiągnął dobry wynik a o samej grze nie chciał mówić, twierdząc, że i tak zinterpretujemy go na swój sposób. Trener Grabara zaznaczył, że nie z każdymi naszymi tezami się zgadza. I bardzo dobrze. Miejmy nadzieję, że czasy jednomyślności w różnych aspektach życia społecznego minęły bezpowrotnie. W piłce nożnej jest tak, że ilu jest kibiców na trybunach prawie tyle jest opinii. Co więcej sami piłkarze częstokroć mają odmienne zdanie, co do niektórych zagrań. Oczywiście chcielibyśmy przedstawić opinię najbardziej kompetentnej osoby w każdej drużynie, jakimi są trenerzy, ale skoro nie ma takiej chęci przedstawimy ją z naszego punktu widzenia. Najogólniej mówiąc mecz KS Zakopane z rezerwami Sandecji (niektórzy twierdzili, że były to rezerwy rezerw) był jednostronnym widowiskiem i nie specjalnie emocjonującym poza pierwszymi kwadransami obu części meczu. Na początku pierwszej i drugiej połowy zakopiańczycy atakowali z pasją, grali szybko i składnie wypracowując sobie wiele sytuacji bramkowych. Wykorzystali tylko trzy a mogli i powinni więcej. Gdyby z taką werwą z takim zaangażowaniem grali cały mecz to wynik mógłby być nawet dwucyfrowy. Dlaczego tak nie grali to już jest ich tajemnica i pytanie do trenera, na które jak wiadomo nie zdołaliśmy osiągnąć odpowiedzi. Może uda się przy innej okazji?

Więcej zdjęć pod artykułem...

Zakopiańczycy wygrali pewnie ze słabym naszym zdaniem rywalem. Trudniejsze zadanie czekało przed ostatnim meczem rundy Kotelnicę Watrę Białka Tatrzańska. Drużyna prowadzona przez prezesa-trenera Andrzeja Rabiańskiego podejmowała KS Tymbark. Dla obu drużyn był to mecz z gatunku tych „za sześć punktów”. I ten mecz Watra wygrała 4:2. Różnie układało się to spotkanie. Białczanie obejmowali prowadzenie a goście dwukrotnie doprowadzali do remisu. Wynik rozstrzygnął się w końcowych 10 minutach na korzyść naszego zespołu, bowiem po golach Gacka i Remiasza Watra wygrała 4:2. Wcześniej jednak białczanie sami skomplikowali sobie sytuację dając gościom wyrównującą bramkę na 2:2 ze strzału samobójczego Hudego. Jak twierdzi prezes-trener Andrzej Rabiański jego drużyna była jednak w tym spotkaniu zespołem lepszym i wygrała zasłużenie. Podobnie jak zakopiańczycy białczanie razili nieskutecznością, co zdecydowanie obniża ich oceną.

Ważne jednak, że na zakończenie rundy jesiennej nasze drużyny wygrały, bo może nie zrealizowały przedsezonowych zamierzeń, ale też przed rundą rewanżową nie stoją na straconej pozycji. Zakopiańczycy zajmują 5 miejsce, Lubań, który jesienne rozgrywki zakończył przed tygodniem jest 8 a Watra plasuje się na 13 pozycji.

W przedostatniej kolejce wygrali także nasi V ligowcy. Najważniejsze zwycięstwo odniósł nasz lider NKP Podhale. Nowotarżanie pokonali na wyjeździe wicelidera Poprad Rytro 3:0. To niezwykle cenna zaliczka przed ostatnim meczem rundy jesiennej i na całą rundę rewanżową. IV liga dla nowotarżan wydaje się być coraz bardziej realna. Dwaj inni nasi V ligowcy Huragan i LKS Szaflary raczej walczą o pozostanie w niej. W spotkaniach minionej kolejki zdecydowanie poprawili swoje nastroje, bo wygrali: Huragan z outsiderem Grybovią 10:0 a Szaflary z Kobylanką 4:2. Co prawda rywale naszych drużyn zajmowali przed tymi meczami miejsca gorsze niż nasze drużyny, ale właśnie wygrane z potencjalnymi rywalami w walce o utrzymanie się mają jakby podwójne znaczenie. Nie dość, że podnoszą poziom moralny piłkarzy to jeszcze spychają rywali na coraz słabsze pozycję. Przed naszymi V ligowcami jeszcze ostatnia kolejka rundy jesiennej i oby tak przyjemna jak przedostatnia.

Tekst Ryb

 

Komentarze







reklama