Nie były to może przegrane w kompromitującym stylu, ale jednak punktów naszym drużynom nie dały a tych one bardzo potrzebują w związku ze swoją sytuacją w tabelach. Po dość niespodziewanym i zaskakująco wysokim zwycięstwie Porońca nad Sołą w Oświęcimu można było odnieść wrażenie, że prowadzona przez trenera Szymona Burligę drużyna wreszcie zaskoczyła. Wszak w składzie Porońca aż roi się od zawodników, którzy w swoich piłkarskich życiorysach mają występy w wyższych niż III liga - tzw. ekstraklasy nie wyłączając. Cóż z tego. To nie nazwiska grają, tylko umiejętności. Pokazał to mecz Porońca z rezerwami Korony Kielce. Tam kielecka młodzież a byli to chłopcy urodzenie w 1994 roku i młodsi, absolutnie nic sobie nie robili z faktu, że grają przeciwko byłym I ligowcom. Kielczanie biegali, walczyli, często ogrywali poronian. Z tej perspektywy najogólniej mówiąc piłkarska przyszłość jest przed nimi. Ktokolwiek by nie przyszedł w tej chwili do Porońca na stanowisko trenera to nic z tych zawodników już nie wyciśnie. Chyba dotarło to też do kierownictwa klubu i zapewne po rundzie jesiennej dojdzie do dużych zmian. Tylko pytanie, w jakim kierunku te zmiany pójdą. Jeżeli jak dotychczas pozyskiwania znanych, ale już leciwych zawodników to trudno być optymistą, że w Poroninie zostanie zbudowana mocna ligowa drużyna. Oczywiście prezes Pawlikowski wydając na piłkarzy swoje prywatne pieniądze może zrobić, co zechce, nawet rozwiązać drużynę w każdej chwili, ale to będzie tylko kaprys a nie spójne przemyślane działanie. Poroniec ostatni mecz z Unią w Tarnowie przegrał 0:1. Nie bez winy przy stracie tego gola był poroniński bramkarz Jakub Hładowczak. Przepuścił piłkę w ten róg bramki, w którym stał. Oczywiście Hałdowczak sam nie jest winien porażki. To gra obronna wszystkich piłkarzy była i nadal jest najsłabszym elementem poronińskiej drużyny. Taki był jednak dobór zawodników a niespełnione nadzieje są później powodem do frustracji, wyszydzania i wyśmiewania się z nich. Ktoś jednak te transfery akceptował.

Poroniec na tle pozostałych podhalańskich drużyn to w zasadzie zespół profesjonalny. Zawodnicy utrzymują się z gry w piłkę nożną. Większość podhalańskich futbolistów to oczywiście amatorzy w sensie ich statusu finansowego. Nie oznacza to wcale ich amatorskiego podejścia do uprawiania sportu. Niektórzy swoim zaangażowaniem, pasją i charyzmą przewyższają tych, co za grę w piłkę nożna biorą i to nie małe pieniądze. Oczywiście nie wszyscy, ale kilka przykładów możemy przytoczyć, choćby z drużyny KS Zakopane. Taki Robert Frasunek, czy Fabian Leniewicz są przykładem solidności, zaangażowania i oddanie tej drużynie, w której grają. Niestety w zakopiańskim zespole a pewnie i w innych podhalańskich klubach takich piłkarzy można policzyć na palcach jednej ręki. Więcej jest takich, którzy grają wtedy jak im się chce. Szkoda, bo przecież są wyróżnieni, grają przy nieraz licznej widowni, nie są anonimowymi osobami. To do czegoś zobowiązuje. Nie można uwierzyć, że w maleńkim Żabnie rodzą się same talenty a w 30 tysięcznym Zakopanem same ofermy. A mecz na stadionie przy ulicy Orkana w Zakopanem pokazał, że pod względem piłkarskim goście z Żabna byli lepsi. Wynik 4:2 dla MLKS Polan Żabno jest jak najbardziej zasłużony. Oczywiście zakopiańczycy mieli swoje okazje, na zremisowanie tego spotkania a nawet na wygranie. Byłoby to jednak szczęśliwym zbiegiem okoliczności a nie odzwierciedleniem tego, co działo się na boisku. Trener Jerzy Grabara narzeka, że od nieszczęsnego meczu z Nową Jastrząbka jego drużyna jest przetrzebiona kontuzjami i urazami. To prawda, ale w rozgrywkach ligowych tak już jest. Kontuzje wykluczenia z powodu kartek są nieodłącznym elementem rozgrywek. Trzeba mieć szerszą kadrę niż 14 zawodników. Nie da się grać „gołą jedenastką” (vide mecz z Glinikiem). Czy to wina trenera? Oczywiście, że niezupełna. Wiele spraw związanych z budową najważniejszego zespołu w klubie, jakim są seniorzy zależy od mentalności tworzących tę drużynę piłkarzy. A u zakopiańskich futbolistów z mentalnością z cechami osobowościowym, charakterem nie jest mówiąc oględnie najlepiej. Trener jednak powinien to przewidzieć i tak rotować składem, aby mieć następców na poszczególne pozycje. Niestety jak każdy szkoleniowiec Jerzy Grabara chciał osiągnąć jak najlepszy wynik i dlatego grał 13-14 zawodnikami. Realnie, bo statystycznie można udowodnić, że było inaczej. Przy szczęśliwym zbiegu okoliczności można i z tak szczupłą kadrą zrobić bardzo dobry wynik. Ale to wyjątek. Ostatni mecz zakopiańczyków z MLKS Żabno unaocznił, że przemęczeni zawodnicy poddani presji wyniku popełniają błędy, jak choćby Rafał Hałgas. Zawinił bramkę w remisowym meczu z Sokołem Borzęcin Górny, niepotrzebnie faulował w meczu z Żabnem, po którym to faulu goście zdobyli gola z rzutu karnego. KS Zakopane w rundzie jesiennej ma do rozegrania jeszcze zaległe spotkanie z rezerwami Sandecji. Niezależnie od wyniku tego meczu zaprezentowane przez nas problemy są w klubie do rozwiązania w okresie przerwy zimowej.

KS Zakopane mimo nie najlepszej końcówki rundy plasuje się wysoko w tabeli jest na 7 miejscu. Na drugim jej biegunie jest Kotelnica Watra Białka Tatrzańska. Ta drużyna była, jest i będzie oparta o zawodników z poza Białki Tatrzańskiej. Grają w niej aktualnie nawet Słowacy. Czy to wystarczy na IV ligę? Wszystko zależy od zapobiegliwości prezesa i zawodnika Andrzeja Rabiańskiego. Teraz już także samodzielnego trenera. Debiut Andrzejowi Rabiańskiemu w tej samodzielnej roli się nie udał. Mimo iż Prezes zdobył gola jego zespół przegrał z Rylovią w Rylowej 1:2. Watra jest w bardzo trudnej sytuacji, ale ma do rozegrania jeszcze zaległe spotkanie z Tymbarkiem. Jeżeli wygra nieco poprawi swoją sytuację, jeżeli przegra pozostanie na przedostatnim miejscu z nie najlepszymi perspektywami na wiosnę.
Drużyna Watry zbudowana jest na zaciągu z innych klubów, podobnie rzecz się ma z Lubaniem Maniowy. Maniowianie rundę zakończyli porażką z Nową w Jastrząbce 2:4. Znamienne, że z Nową przegrali maniowianie i zakopiańczycy wygrali natomiast białczanie i to aż 5:1. Podobnie było w konfrontacji z Żabnem. Nasze wyżej notowane drużyny przegrały, Watra wygrała. Lubań po rundzie jesiennej plasuje się na 6 miejscu.
Pozycja Porońca, Watry, Lubania zależeć będzie nie od organizacji klubu, ale od chęci sponsorów ich dobrej lub niekoniecznie woli dawania na klub pieniędzy. Niby w sporcie nic nowego, ale na tym poziomie to pewne wypaczenie idei sportu. Odpowiedzialność powinny w znacznie większym stopniu wziąć na siebie samorządy, powinny tworzyć warunki do zorganizowania mieszkańcom wolnego czasu, przedstawiając szeroką paletę realizacji zainteresowań.
Jeżeli w Poroninie, w Maniowach, czy też w Białce Tatrzańskiej o sile zespołów decydują zawodnicy z poza podhalańskich klubów to zupełnie inną drogę obrano w Waksmundzie. Tam i trener jest z Podhala – zakopiańczyk Bartłomiej Walczak i piłkarze są albo wychowankami albo piłkarzami z pobliskich miejscowości, których w innych klubach nie chciano. Na razie ta droga nie przynosi oszałamiających rezultatów, ale też nie daje podstaw do pesymizmu. Huragan ostatni mecz z Grodem w Podegrodziu przegrał 0:1 tracąc bramkę w doliczonym czasie gry. I był to typowy rezultat dla drużyny prowadzonej przez Bartłomieja Walczaka. O czym to świadczy? Z pewnością o braku ligowego ogrania, o małym piłkarskim wyrachowaniu. Ale to przyjdzie. Znając ambicję i zaangażowanie trenera Walczaka można z góry założyć, że zrobi wszystko, aby jego drużyna grała lepiej i skuteczniej. Oczywiście trener musi mieć wsparcie dla swoich pomysłów ze strony władz klubu, a tego Bartłomiejowi Walczakowi mogą pozazdrościć szkoleniowcy z innych podhalańskich klubów, bo takie wsparcie szkoleniowiec Huraganu ma.
Chyba w Szaflarach zorientowano się też, że myślenie o szkoleniowcach niezwiązanych z regionem nawet o znanych piłkarskich nazwiskach nic nie daje. Marek Majka były ligowy piłkarz między innymi Górnika Zabrze był nadzieją dla działaczy piłkarskich z Szaflar na zmianę jakościową. Może lepiej nie mówmy jak ta, jakość wyglądała. Przykłady Andrzeja Iwana i czy Janusza Nawrockiego jak widać nikogo nic nie nauczyły. Nowym trenerem piłkarzy z Szaflar został Andrzej Łukaszczyk. Debiut mu się nie udał, bo Szaflary przegrały w Łososinie Dolnej 1:2 tracąc gole w końcówce spotkania. Niestety ta porażka „umocniła” Szaflary w ogonie tabeli. Czy się z niej wydobędą pokażą ostatnie mecze rundy. To także szansa dla pozostałych podhalańskich klubów na podreperowanie swojego dorobku punktowego i miejsc w tabelach, aby z większą wiarą mogły przystępować do zimowych przygotowań i meczów rewanżowych.
Tekst Ryb










