16.10.2013 | Czytano: 1587

Żenada(+zdjęcia)

Piłkarski weekend dla części podhalańskich ligowców był radosny, dla innych smutny. Oczywiście cieszyli się zwycięzcy: KS Zakopane, Podhale Nowy Targ i Szaflary, smucili się przegrani Poroniec Poronin, Lubań Maniowy i Huragan Waksmund. Ambiwalentne uczucia mieli sympatycy Kotelnicy Watry Białka Tatrzańska, bo ich drużyna zremisowała.

Najbardziej bolesna była przegrana Porońca w meczu, z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Trzecioligowy pojedynek rozegrany na stadionie zakopiańskiego COS-u był kiepskim widowiskiem, ale co gorsze to okupujący do tej pory ostatnie miejsce w tabeli KSZO zainkasował komplet punktów pokonując poronian 2:1. Mocno rozgoryczony i „wkurzony” po tym meczu był wiceprezes Porońca Jakub Pawlikowski. „Żenada” tak podsumował występ swoich piłkarzy syn właściciela klubu”. I niestety było to może lapidarne, ale bardzo adekwatne określenie do tego, co robili piłkarze Porońca w tym meczu. Wiceprezes użył w stosunku do niektórych zawodników niezbyt przychylnego im określenia zaczerpniętego od jednego z trenerów, którego jednak nie będziemy cytować. Jakub Pawlikowski wprawdzie nie zadeklarował natychmiastowych zmian z kadrze zawodniczej i trenerskiej, ale to można wyczuć, że bez tego się nie obędzie. Do rozegrania poronianom w tej rundzie pozostało pięć spotkań i trudno przypuszczać, aby nastąpiła jakaś gwałtowna metamorfoza. Mecz z KSZO obnażył wszystkie niedostatki, jakie dotykają zespół Porońca, ale nie tylko samych piłkarzy, generalnie wszystkie sprawy pierwszej drużyny. Analiza występów Porońca w rundzie wiosennej III ligi, zamierzenia i ostateczne decyzje najpierw przynależą właścicielowi klubu, bo tak trzeba traktować Rodzinę Pawlikowskich Bulcyków. To nie tylko sponsorzy. Naszym natomiast obowiązkiem jest nie tylko opisywanie rzeczywistości, ale także wskazywanie błędów i niewłaściwych posunięć nie po to, aby dokuczyć ludziom związanym z klubem, ale aby w społecznej dyskusji nawet krytycznymi uwagami wspierać klub. I to zrobimy po rozegraniu rundy jesiennej.


Więcej zdjęć pod artykułem...

Huśtawkę nastrojów przeżywają zawodnicy, działacze i kibice KS Zakopane. Po porażce z Nową Jastrząbka większość ludzi związanych z klubem winę za przegraną zrzuciła na sędziego Łukasza Marka z Krakowa. Sędziowie się mylą nie tylko ci na IV ligowym szczeblu, ale i w Lidze Mistrzów. Najlepszą odpowiedzią na pomyłki arbitrów jest jeszcze lepsza i mądrzejsza gra. I to się zakopiańskim futbolistom w meczu z Lubaniem w Maniowach udało. Jak podkreślają obserwatorzy tego spotkania jego bohaterem był zakopiański golkiper Daniel Paszuda. W poprzednim sezonie był zmiennikiem Krzysztofa Pyskatego, ale wiele sobie nie pograł. W tym sezonie, gdy zakopiański klub pozbył się doświadczonego, ale już nie młodego golkipera (Pyskaty zasilił szeregi Lubania, ale ostatnio nie gra, bo trener Górecki postawił na Drąga) wydawało się, że Paszuda będzie pierwszym bramkarzem. I tak było na początku rozgrywek. Później jego miejsce zajął inny młodzian Łukasz Dziedzic i on też grał świetnie, ale w meczu z Jastrząbką Dziedzic doznał kontuzji. Paszudzie nie wyszedł mecz ze Skalnikiem i wtedy pojawiły się komentarze, że nie trzeba było pozbywać się Pyskatego. Jak się mają „znawcy” tematu po meczu w Maniowach? Jak zgodnie podkreślają obaj trenerzy Daniel Paszuda był bohaterem meczu. Oto opinie obu szkoleniowców zamieszczone na stronie internetowej.

Gratuluję drużynie Zakopanego wygranej. W naszym wykonaniu bardzo dobra była pierwsza połowa. Wprawdzie pierwsze pięć minut było senne, czego konsekwencją był stracony gola. Szybko udało się jednak wyrównać, a potem mieliśmy sześć klarownych sytuacji. Nie wykorzystaliśmy żadnej kreując bramkarza gości na bohatera meczu. Nasze uderzenia były sygnalizowane. Co tyczy się drugiej połowy, to kompletnie nie poznawałem swoich zawodników. Nie wykonywali tego, o czym mówiliśmy sobie w przerwie w szatni – przyznał trener Lubania, Marek Górecki.

- Cieszymy się z prestiżowego zwycięstwa, zwłaszcza w sytuacji kadrowej, w jakiej się znajdujemy. W pierwszej połowie bardzo pomógł nam Mateusz, Paszuda, który tylko potwierdził swój potencjał. Po szybko zdobytym golu, potem oddaliśmy inicjatywę gospodarzom. W przerwie zwracałem na to uwagę i w drugiej połowie już nasza gra uległa znacznej poprawie. Czyhaliśmy na swoje szanse i dwie z nich wykorzystaliśmy – stwierdził z kolei trener KSZ, Jerzy Grabara.

Jedna uwaga w kierunku KS Zakopane. Skora Daniel Paszuda był bohaterem spotkania to znaczy, że rywale sprawili zakopiańskiej drużynie sporo kłopotów. Bramkarz to ważna postać w piłkarskiej jedenastce, tyle, że nie zawsze, nie w każdym meczu będzie jego bohaterem.

Remis 1:1 z renomowanym rywalem Skalnikiem Kamionka Wielka na swoim boisku wywalczyli piłkarze Kotelnicy Watry Białka Tatrzańska. To ważny punkt dla naszej drużyny zdobyty po srogiej porażce u siebie z Barciczanką. Czy to będzie punkt wpływający na atmosferę w drużynie na jeszcze większą mobilizację, zobaczymy niebawem. W przypadku Watry trzeba być ostrożnym, bo zespół z Białki Tatrzańskiej w tych rozgrywkach gra chimerycznie dobre występy przeplata słabymi i w tym tkwi sedno sprawy.

Z naszych V ligowców swoje mecze u siebie wygrali: Podhale 3:0 z Kobylanką i Szaflary 5:0 z Grybovią, przegrał natomiast Huragan Waksmund w Wójtowej. Co się tyczy Podhala i Szaflar to zwycięstwa tych zespołów ze zdecydowanie niżej notowanymi rywalami były niemal obowiązkiem. I dobrze, że nasi ten obowiązek spełnili. Jeżeli chodzi o Huragan to drużyna z Waksmundu grała na wyjeździe z LKS Wójtowa i przegrała 1:3. Trener Bartłomiej Walczak nie zwykł narzekać na warunki, w jakich przychodzi mu grać, ale nie mógł nie zauważyć, że boisko w Wójtowej jest gorsze nawet od nawierzchni Równi Krupowej w Zakopanem. Co więcej zaplecze socjalne klubu LKS Wójtowa to blaszany kontener dzielony na obie drużyny bez wody i urządzeń sanitarnych. Ale cóż zrobić działacze OZPN Nowy Sącz od jednych wymagają właściwych warunków dla innych mają zbyt dużo wyrozumiałości. Z czego się to bierze? Oto jest pytanie. Trener Walczak oczywiście nie całą winę za porażkę swojej drużyny kładzie na karb warunków boiskowych. Jasno stawia sprawę, że w tym meczu jak i w poprzednim wygranym z Hartem Tęgoborze jego zawodnicy zagrali gorzej niż do tej pory. I nie chodzi tu o stronę mentalną, ale chyba o niedostatki fizyczne. Jeżeli trener wie, jaka jest przyczyna słabszej dyspozycji to pewnie potrafi temu zaradzić i oby tak było.

Tekst Ryb

 

Komentarze







reklama