Przypomnijmy naszym czytelnikom: Poroniec przegrał wyjazdowy mecz w III lidze z Łysicą Bodzentyn 0:4. Kierownictwo Porońca oraz trener Szymon Burliga zostali odesłani przez arbitra na trybuny właśnie za krytykowanie orzeczeń sędziego. Oczywiście trudno opierać się na jednostronnym przekazie, jeżeli nie widziało się meczu na żywo. Jak powszechnie wiadomo „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” i nie chodzi tu tylko o miejsce na ławce trenerskiej czy na trybunach. Oczywiste jest, że emocjonalny stosunek do danego klubu nie zawsze musi być obiektywny. Oczywiście nie musi też być jednostronny, ale to rzadka przypadłość. Co więcej taka sama przypadłość dotykająca rywali, ale nie zawsze słuszna często nie jest krytykowana przez drugą stronę. Inaczej mówiąc: Kali ukraść krowę – dobrze, Kalemu ukraść krowę – źle. Wiceprezes Porońca Jakub Pawlikowski nie zgadzał się z decyzją kieleckiego arbitra Jacka Kubickiego przyznającą gospodarzom rzut karny. Wielce kontrowersyjna była zdaniem trenera Szymona Burligi sytuacja, w której gospodarze zdobyli druga bramkę. Wedle poronińskiego szkoleniowca przed jej zdobyciem faulowany był Józef Piwowarczyk. Oczywiście obaj poronianie: wiceprezes i trener mogą mieć rację, ale trzeba przypomnieć sytuację z meczu Porońca z Popradem Muszyna, gdy sędzia przyznał gospodarzom rzut karny za rzekome zagranie piłki ręką. Kierownictwo Popradu też mocno protestowało, po gospodarzach nie było widać zdziwienia. Niewykorzystanie wówczas „jedenastki” przez poronian było swoistym aktem sprawiedliwości, co w przysłowiu przekład się na stwierdzenie „sprawiedliwa oliwa na wierzch wypływa”. Inna sprawa, że trójka arbitrów w tamtym meczu nie spisywała się nadzwyczajnie, po prostu sędziowie zbyt często się mylili.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Czy sędziowie mogą się mylić. Oczywiście nie powinni, ale przecież oglądamy setki spotkań, ligowych, pucharowych, czy meczów reprezentacji i mamy mnóstwo przykładów, że sędziowie popełniają nawet bardziej kardynalne błędy, niż na meczach lig regionalnych. Taka jest natura człowieka i nic na to nie poradzimy. Najistotniejsze jest w tym czy te błędy, to zwyczajne pomyłki, czy też intencjonalne zamierzenia. Jeżeli to drugie to fatalnie, bo to już wypacza sens sportowej rywalizacji. Na meczu IV ligi KS Zakopane – Nowa Jastrząbka krakowski arbiter Łukasz Marek zapewne popełnił sporo błędów. Pytanie czy to były błędy zamierzone, czy też wynikające z niewłaściwej oceny sytuacji. Z pewnością pierwszy błąd Łukasza Marka miał miejsce już na początku spotkania, gdy faulowany był Łukasz Stępień. Zakopiański pomocnik został zaatakowany z tyłu i kopnięty w nogi. W tej sytuacji nie ma innej interpretacji przepisu jak ukaranie winnego zawodnika, co najmniej żółtą kartką. Rzeczywiście zakopiański piłkarz długo leżał na murawie i gdy został zniesiony do szatni sędzia zamiast ukarać winowajcę napomnieniem, udzielił piłkarzowi z Jastrząbki tylko ostrej reprymendy. Oczywiście sędzia nie mógł przewidzieć, że kopnięty Stępień dozna groźnej kontuzji (wyklucza ona zakopiańczyka na dłuższy czas z treningów i gry), ale przepis jest przepisem. W innej sytuacji dotykającej zakopiańczyków sędzia postąpił zgodnie z przepisami. Po faulu Wszołka wykluczył zakopiańskiego obrońcę z gry i podyktował rzut karny. Podwójna kara często kontestowana wynika jednak z przepisów. Zawodnik wychodzący na pozycję sam na sam na wprost bramki musi być ukarany czerwoną kartką, a ponieważ działo się to w obrębie „szesnastki” to musi być rzut karny. W bardzo podobnej sytuacji sędzia postąpił identycznie i wykluczył Mateusza Bachledę oraz podyktował też rzut karny. W tym jednak przypadku wątpliwości jest wiele. Obojętnie czy Bachleda wybił piłkę czy jej nie wybił uznany za pokrzywdzonego w tej sytuacji Chrobak nie był faulowany, ale biegnąc potknął się o nogi Bachledy. Zrobił to celowo czy nie trudno jednoznacznie ocenić, ale arbiter chyba dał się nabrać doświadczonemu piłkarzowi. A tak na marginesie tej sprawy nigdzie nie napisaliśmy, aby Bachleda dopuścił się faulu. Inna ocena naszego spostrzeżenia to już nadinterpretacja ze strony zakopiańskiego środowiska piłkarskiego. Przy stanie 3:2 dla gości doszło do kolejnej kontrowersyjnej sytuacji niekorzystnej dla zakopiańczyków. Zdaniem wielu obserwatorów Marcin Grela był faulowany w korzystnej sytuacji strzeleckiej. Trudno jest wyrażać jednoznaczną opinię z odległości 80 metrów. Wielu obserwatorów nawet tych związanych z zakopiańskim klubem nie było przekonanych o ewidentnym faulu, bo być nie mogli ze względu na miejsce obserwacji.

Oczywiście nie rościmy sobie prawa do kategorycznej racji w ocenie przebiegu tego meczu. Był na tym spotkaniu obserwator i jak nam wiadomo nie wystawił pochlebnej recenzji sędziemu. Co więcej prosiliśmy trenera KS Zakopane Jerzego Grabarę o komentarz do tego spotkania. Niestety odmówił. Szkoda, bo można byłoby przedstawić wersję strony zakopiańskiej a do tego najbardziej kompetentny jest trener. Wiadomo nam, że KS Zakopane wystosował do Małopolskiego Związku Piłki Nożnej stosowne pismo w tej sprawie. Będziemy oczywiście śledzić losy i decyzje dotyczące tego meczu i poinformujemy o tym naszych czytelników.
Tekst Ryb










