Zremisowali: Poroniec Poronin z Popradem Muszyna 1:1, KS Zakopane z Jadowniczanką Jadowniki 1:1 i Huragan Waksmund z Sokołem Słopnice 0:0. Drużyna LKS Szaflary w minionej kolejce pauzowała.
Wygrana zawsze jest wygraną natomiast remisy zależą od kontekstu spotkania. Czym innym jest remis na swoim boisku z rywalem teoretycznie słabszym, czym innym remis na wyjeździe z przeciwnikiem teoretycznie silniejszym lub równorzędnym.
Taki niejednoznaczny kontekst miał remisowy wynik Porońca z Popradem. Dla zawodników Porońca, nowego trenera Szymona Burligi, kibiców, nie mówiąc o właścicielach poronińskiego klubu ten wynik był rozczarowujący. Poronianie grali wszak na „swoim boisku” - czytaj stadionie zakopiańskiego COS-u z rywalem, który po 9 kolejkach miał dwa razy mniej punktów niż nasz zespół. Czy taka różnica punktowa oznaczała, że Poroniec jest dwa razy lepszy od Popradu. Absolutnie nie. Prawdę mówiąc Poroniec w tym meczu nie zasłużył na lepszy rezultat i z tym zgodził się trener poronińskiego klubu.

- Graliśmy dzisiaj jakoś dziwnie ospale. Biorąc pod uwagę fakt, że przez pół godziny mieliśmy przewagę jednego zawodnika, oraz, że nie wykorzystaliśmy rzutu karnego to dzisiejszy wynik jest ewidentną stratą punktów. Gwoli sprawiedliwości muszę stwierdzić, że z gry ten remis jest jak najbardziej sprawiedliwy. Było w tym spotkaniu dużo walki, ale brak było pomysłu na wykończenie akcji. To, że dokonałem tylko jednej zmiany wynikał z faktu, że nie wpisano do protokołu tych zawodników, którzy mogliby zagrać w tym meczu. Jeżeli chodzi o Wesołowskiego to on pojawił się w klubie po dwutygodniowej nieobecności, więc ze względów chociażby wychowawczych w tym spotkaniu zagrać nie mógł - powiedział Szymon Burliga.

- Nie ukrywam, że ze względu na naszą sytuację w tabeli przyjechaliśmy tu po trzy punkty, wyjeżdżamy z jednym wywalczonym w takiej heroicznej walce. Oczywiście mogliśmy dziś ugrać więcej, ale niestety właściwie sami strzeliliśmy sobie gola. Udawało się nam wyprowadzać dobre kontry, ale ich finalizowanie pozostawiało wiele do życzenia. Biorę to na karb małego doświadczenia zawodnika organizującego te kontry, który w decydującym momencie podejmował złe decyzje. Z drugiej strony byliśmy w trudnym położeniu po wykluczeniu naszego zawodnika i udało się nam wyjść obronną ręką z przyznanego gospodarzom chyba trochę pochopnie rzutu karnego. Graliśmy też z zespołem, w którym występuje wielu piłkarzy z ligową przeszłością, dla których mam wielki szacunek i w tej sytuacji wynik remisowy musimy uznać za dobry w moim przekonaniu też sprawiedliwy. Sam mecz nie by wielkim widowiskiem to był typowa walka o punkty - powiedział po meczu trener Popradu Tomasz Szczepański.

Więcej zdjęć pod artykułem...
Nasi IV ligowcy minioną kolejkę mogą zaliczyć do zdecydowanie udanych. Zwycięstwa Watry w Mszanie Dolnej można było się spodziewać wszak białczanie grali z ostatnim zespołem w tabeli, który jeszcze nie zdobył punktów w tych rozgrywkach. Zwyciężyć w Mszanie Dolnej było „obowiązkiem” białczan i ten obowiązek spełnili. Wygrali wysoko 4:1 a jak twierdzi grający prezes Watry Andrzej Rabiański był to najniższy wymiar kary, jaki spotkał piłkarzy Turbacza w tym meczu. Oczywiście trzecie z rzędu zwycięstwo białczan znacznie poprawiło sytuację Watry w tabeli, ale nie na tyle, aby teraz spocząć na laurach. Niewątpliwie jednak podopieczni trenerów Stanisława Stramy i Andrzeja Rabiańskiego będą przystępowali do kolejnych spotkań z większym spokojem.
Wygrał też, ale u siebie Lubań Maniowy z tym, że rywalem Maniowami była groźna w tym sezonie Rylovia. Do przerwy gospodarze grali słabo i przegrywali 0:1, chociaż nie wykorzystali rzutu karnego. Wyrównanie nastąpiło chwilę po zmianie stron a w 52 minucie Sylwester Kurnyta w odróżnieniu od Roberta Karkuli nie pomylił się z „jedenastki” i dał swojej drużynie prowadzenie. Ten wynik utrzymał się do końca spotkania. Trener Lubania Marek Górecki był zadowolony zarówno z wyniku jak i gry swoich podopiecznych.
- Myślę, że był to bardzo dobry nasz występ, pomimo tak nerwowej końcówki, do której doprowadziły wydarzenia na boisku. Jestem bardzo zadowolony z zespołu, że potrafiliśmy się podnieść po niefartownej pierwszej połowie. W przerwie nie panikowaliśmy w szatni i we mnie i w zawodnikach była wiara, że stać nas na to, aby odwrócić losy rywalizacji. Musieliśmy tylko być skuteczniejsi niż przed przerwą. I to się nam udało. Szybko zdobyte gole, ułatwiły nam ten mecz. Cieszy, że odbudowaliśmy się po tej niesprawiedliwej porażce w moim odczuciu przed tygodniem z Sandecją. Mam nadzieję, że teraz zacznie się znów seria spotkań, w których będziemy systematycznie punktować – ocenił trener Lubania.
Z wyjazdowego remisu z Jadowniczanką nie w pełni usatysfakcjonowany był trener KS Zakopane Jerzy Grabara. - Cieszy wyjazdowy punkt i siódmy z rzędu nieprzegrany mecz. Niedosyt jednak też jest, bo przespaliśmy pierwszą połowę. Przegrywaliśmy 0:1 po niepotrzebnym faulu Wszołka, po którym gospodarze wykorzystali rzut karny. Po przerwie już coś drgnęło w naszej grze, czego efektem był gol na 1:1 zdobyty głową przez Stępnia po dośrodkowaniu z rzutu wolnego przez Leniewicza. Na kolejną bramkę już nam jednak czasu nie starczyło - powiedział szkoleniowiec KS Zakopane.
Trochę szkoda tego remisu, bo wygrywając ten mecz zakopiańczycy zostaliby liderem grupy wschodniej IV ligi. Ich najgroźniejsi rywale do tego zaszczytnego miejsca też zremisowali. Z drugiej strony przywożąc punkty z obcych boisk w meczach z mocnymi rywalami i wygrywając u siebie można marzyć o najwyższych lokatach. Problemem zakopiańczyków i ich trenera jest jednak krótka ławka. Owszem kadra jest nawet liczna, ale wartościowych piłkarzy spełniających wymogi gry w IV lidze niezbyt wielu. Ale to już inna sprawa.
Z naszych V ligowców wygrało, chociaż nie bez trudu Podhale z Victorią Witowice i nowotarżanie w tabeli pozostali na pierwszym miejscu. Bezbramkowy remis osiągnął w Słopnicach inny beniaminek V ligi Huragan Waksmund. Jak podkreślił trener Huraganu Bartłomiej Walczak był to najbardziej adekwatny wynik w stosunku do tego jak przebiegało spotkanie biorąc pod uwagę też warunki, w jakich toczył się mecz. Boisko w Słopnicach nie dość, że wąskie to było jeszcze bardzo nierówne. Oczywiście trener Walczak przez skromność powiedział, że boisko było takie samo dla obu drużyn, ale piłkarska prawda jest jednak inna. Zespół przygotowany do gry na jednym z najlepszych piłkarskich boisk w Małopolsce a takim jest boisko w Waksmundzie inaczej gra na normalnym placu do gry a inaczej na oględnie mówiąc „ugorze”. W tej sytuacji chyba nikt nie może mieć pretensji do piłkarzy Huraganu z wywalczonego punktu tym bardziej, że Sokół w poprzednich meczach u siebie gromił innych rywali.
Tekst Ryb










