Stan posiadania polskiego hokeja jest mizerny. Jeśli porówna się go z poprzednimi latami, to jest to obraz nędzy i rozpaczy. Zaledwie kilka klubów ledwie zipie, a drzewiej bywało, że były aż trzy ligi plus wiejska. W Nowym Targu funkcjonowały trzy kluby – Podhale, Wisła i Gorce. Grały w pierwszej i drugiej lidze. Były zespoły w Zakopanem, Kędzierzynie, Wrocławiu, Wyrach, Łaziskach, Poznaniu… tak można byłoby wymieniać. Dzisiaj jest ich mniej, a mimo to trudno się dogadać. Oliwy do ognia dolała czwartkowa debata w sejmowej Komisji Sportu i Turystyki.
Prezes PZHL naopowiadał bzdur posłom, m.in. o elicie, którzy, jak było słychać, na specyfice tej dyscypliny sportu kompletnie się nie znają. Ten, który zatrzymał Anglię w 1973 roku, Jan Tomaszewski nie chciał dopuścić do głosu przedstawicieli klubów, by wyjaśnili nieścisłości, choćby w wypowiedziach prezesa Hałasika. Prezes bardzo niegrzecznie potraktował kluby, a szczególnie kwaśno Podhale, w obronie którego stanął poseł Gut Mostowy. Prezes PZHL ostro zareagował, gdy namawiany był do kompromisu. Nie zgodził się, zapowiedział, że jeśli do 31 sierpnia kluby nie zgodzą się na grę pod szyldem PHL, to zawodowa liga ruszy nawet z dwoma zespołami. Kluby nie dokonały wpłaty i po debacie wydały oświadczenie, w którym poinformowały, że nie przystąpią do rozgrywek.
Kluby twierdzą, że nie ustąpią. Także w PZHL-u zapewniają, że nie ugną się pod naporem klubów. Zbuntowani już rozpisali kalendarz spotkań między sobą. Mają nadzieję, że wystartują 6 września. Podhale we wstępnej rozpisce wybiera się w tym dniu do Jastrzębia, a dwa dni później gościć będzie Unię.
- Mogą sobie grać, ale nie będą to zawody o mistrzostwo Polski. Jeśli zorganizują ligę, zostaną dożywotnio zdyskwalifikowane, bo bez zgody związku nie mogą prowadzić rozgrywek. Nie pozwoli też na to Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie - grozi Piotr Hałasik.
Kluby twierdzą, iż PHL nie ma żadnych podstaw ekonomicznych. Brak sponsora, ogromny dług związku, który nie reguluje swoich zobowiązań wobec reprezentantów.
- Przekonujemy kluby do naszej racji, ale bezskutecznie, bo oponencie są głusi na wszystkie argumenty – twierdzi wiceprezes związku i szef PHL, Mariusz Wołosz.
- Nikt nie wyłoży pieniędzy na coś, czego jeszcze nie ma – przekonuje prezes Piotr Hałasik. - Chcę zapewnić kluby, które tak martwią się o finanse, że 100 % wszystkich opłat trafi na nasze konto, a PHL będzie zarządzał jedynie wpływami z „dzikiej karty”.
Tak dla ligi zawodowej, nie dla tworzenia jej na siłę. Regulamin przygotowano na kolnie, nie konsultowano się z klubami, zaczęto ligę tworzyć od tyłu. Pomysłodawcy nie mają twardego argumentu (kasy), by przekonać oponentów do swojej koncepcji. Karmienie obietnicami i tajemniczym sponsorem (terminy jego pojawienia przesuwają się od lipca) nie przekonało klubów, które – tak mi się wydaje- czekają, aż 15 września prezes otworzy kopertę z tajemniczym „darczyńcą”. Być może wtedy przeciwnicy zmienią zdanie.
Kluby też nie są bez winy, bo o przyszłość rodzimego hokeja nie dbają. Mam na myśli pracę z młodzieżą. O kary z powodu braku grup młodzieżowych rozbija się regulamin PHL. Kluby wolą zatrudniać obcokrajowców (przeforsowały ośmiu), marnej jakości, niż pracować z młodzieżą. To taniej, ale nie jest to myślenie perspektywiczne. Podobnie jak powstanie Dream Teamu w Krynicy dla zaspokojenia własnego kaprysu.
- Skoro wam nie podoba się prezes Hałasik, to dlaczego nie zrobicie nadzwyczajnego zebrania sprawozdawczo – wyborczego i go nie odwołacie? – pytał jeden z posłów. Nie otrzymał odpowiedzi. Do zwołania zebrania pięć czy sześć klubów nie wystarczy, tym bardziej, że głos mają także kluby amatorskie.
Zobaczymy jak się rozwinie sytuacja, bo dzisiaj w Krakowie dojdzie do spotkania przedstawicieli klubów. Każda godzina przynosi nowe fakty, nowe oświadczenia. Miejmy nadzieję, że któreś dotyczyć będzie kompromisu i liga, nie w terminie, jednak ruszy.
Stefan Leśniowski










