Hokejowa ekstraklasa miała ruszyć 6 września. Specjalnie użyłem słowa „miała”, bo wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że nie ruszy. Jest bunt na statku „PHL” (Polska Hokej Liga – nie brzmi to po polsku). Większość klubów bojkotuje ligę. Twierdzi, iż regulaminy nie są dopracowane i żadnych z nich nie będzie korzyści. Więcej, twierdzą, że to one będą utrzymywać profesjonalną ligę. Że to one mają wspomagać wymyślony przez prezesa PZHL Dream Team. Prezes Hałasik już kilkakrotnie miał otwierać kopertę z nazwą sponsora, ale chyba zgubił klucz od biurka. Terminy przesuwają się w czasie. Tajemniczy sponsor Dream Teamu gdzieś się rozpłynął. Zawodnicy bez kasy, bez sznurówek, kijów, wody, kontraktów, trenują w Krynicy na własny koszt. Cierpliwość się kończy. Pierwszy nie wytrzymał Kotlorz, który już podpisał umowę z GKS Tychy. Nie chciał czekać na dodatkowe, obiecane za zwłokę, tysiąc euro. Wyszedł z założenia, że „lepszy wróbel w garści, niż skowronek na dachu”. Kasy w Krynicy nie było nawet na wykupienie „dzikiej karty”. Ba, twór z Krynicy nawet nie zgłosił się do rozgrywek. A o wypłacie mówi się, że będzie, dopiero ok. 20 września. Chłopcy zainwestowali i jeśli stracą, to ich ryzyko. Tylko kto ich niebawem zechce, jeśli skusiła ich kwota 20 – 25 tysięcy miesięcznie. Mogą zderzyć się z szarą rzeczywistością i kto wie, czy nie będą musieli czekać na zamkniecie okienka transferowego do grudnia.
Podhale również nie wykupiło „dzikiej karty” w terminie ( 15 sierpnia), ale przyłączyło się do bojkotu pozostałych klubów z Krakowa, Jastrzębia, Tychów i Oświęcimia, które chcą grać, ale pod szyldem PZHL. W ich ocenie rozgrywki powinny być prowadzone przez Związek, jako jedyny uprawniony organ do organizowania mistrzostw Polski. W myśl regulaminu PZHL, po tym jak Zagłębie Sosnowiec nie przeszło pozytywnie weryfikacji, Podhale, jako finalista play off pierwszej ligi, bez wykupienia „dzikiej karty” ma zapewnione prawo występów w ekstraklasie. „Szarotki” mają poparcie wspomnianych klubów, które chcą dokooptować je do ligi bez wykupu „dzikiej karty”.
- Nie mogłam przelać pieniędzy, bo nie mam podstaw prawnych – tłumaczy prezes Podhala, Agata Michalska. – W przypadku fiaska, nie mam gwarancji, że odzyskam pieniądze (PHL jest spółką z o.o – przyp. aut.). Nie muszę dodawać, że ciężko zebrane pieniążki. Poinformowałam o tym władze PHL, z prośbą o prolongatę.
- Nie chodzi o to, że nie chcemy grać w lidze pod szyldem PHL, ale głownie o to, że ciągle nie ma jasnych zasad – twierdzi prezes JKH, Kazimierz Szynal.
Kluby zapewniają, że wezmą udział w rozgrywkach PHL, jeśli spółka przedstawi pismo z Ministerstwa Sportu i Turystyki, że ma prawo do organizowania profesjonalnych rozgrywek hokejowych o mistrzostwo Polski. Wczoraj w Opolu obradował zarząd PZHL i zapowiadał, iż po zebraniu będzie wszystko jasne. Tymczasem nic ciekawego się nie wydarzyło i nadal jesteśmy w martwym punkcie. Kluby nie wpłaciły wpisowego i zarząd przedłużył termin do końca sierpnia. Te jednak nie zamierzają się poddać. Pat trwa. Sprawa trafia w przyszłym tygodniu pod obrady Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki w Sejmie.
Stefan Leśniowski










